To co się stało z Sorayą bardzo mnie zaniepokoiło.. Za długo odkładamy sprawę jej treningu i ćwiczeń nad tą wielką mocą, którą w sobie nosi. Byłem na siebie zły, ponieważ nie naciskałem..dałem jej czas na przemyślenie i decyzję, zamiast postawić na swoim.. Nie ochroniłem jej. Moja złość na siebie jednak musiała odejść na bok, moja czarnowłosa nie mogła sama ustać na nogach, lewą ręką złapałem za jej nogi i podniosłem ją, głowę oparła na moim ramieniu.
Nasza obecna lokalizacja w niczym teraz nie pomagała, owszem mógłbym teraz polecieć z nami na dół do naszego już świata, ale było by to dla jej stanu niekorzystne, trzeba czekać..tu, aż jej stan się polepszy. Przeniosłem Sor na łoże i usiadłem zaraz przy niej, wyciągnąłem białą chusteczkę z kieszeni i wytarłem spokojnie jej dłoń oraz usta z plam krwi.
Patrzyłem w jej jakby zastygłe czarne oczy, które pokazywały coraz mniej siły.
Nie mogę na to patrzeć..i nie zamierzam, skoro jest jak jest, muszę to zrobić bez względu na konsekwencje dla mnie. Otuliłem dłonią policzek dziewczyny i delikatnie głaskałem.
-Zaraz będzie Ci lepiej-powiedziałem, Soraya popatrzyła na mnie pytająco.. Była taka blada..
-Cokolwiek teraz zrobię nie wycofam się, a Ty masz się nie martwić mną, dam radę, najważniejsza w tym momencie jesteś Ty-wytłumaczyłem, wiedziałem że Sor wie już o czym mowa, a raczej w części. Zamknąłem oczy i skupiłem się na wnętrzu Sorayi, po czym zacząłem przelewać swoją energię do niej, energię jak i małą cząstkę magii która będzie ją trzymać, lecz od tej chwili będziemy ze sobą złączeni, a ból który poczuje ona w części przejdzie na mnie.
Czułem jak opadam z sił.. to było normalne, oddaję jej cząstkę mnie.
---
Gdy otwarłem oczy zobaczyłem śpiącą dziewczynę wtuloną w moje ramię.. Musiałem stracić przytomność, a ona naturalnie zasnąć przez to co uczyniłem. Czułem się dziwnie, do tego ten palący ból w głowie.. Nie denerwowałem się jednak, wrócę do siebie, moje siły i moc zregenerują się, jak przystało na potomka Bogów.
Nie czekając na nic wziąłem Sorayę na ręce i zleciałem z chmur, był jeszcze zmrok, także nie musiałem się ukrywać. Skierowałem się od razu do naszego świata.
W domu zostawiłem Sorayę w sypialni, a sam poszedłem do mojej pracowni, gdzie miałem fiolki z moją boską krwią, pracowałem nad nią by dowiedzieć się o jej właściwościach, oraz dodać trochę mocy. Bez zbędnego myślenia wziąłem w dłonie jedną z fiolek i opróżniłem ją do dna, moje wnętrze biło nową siłą. Odłożyłem naczynie i usiadłem w fotelu, przez chwilę wirowało mi przed oczyma, ale powstrzymałem to. Po chwili usłyszałem kroki, kroki mojej czarnookiej.
<Soraya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz