29 czerwca 2018

Aven


Imię: Aven Kunihiro
Przezwisko: Avi
Wiek: 19 lat (Już od jakichś 500 lat się nie starzeje)
Płeć: Mężczyzna
Stanowisko: Młody Jeździec
Specjalizacje:
*Walka wręcz
*Parkour
*Walka mieczem
*Zna wiele języków
*Zna sztuki walki
Rodzice: Hiroshi i Yukki-zmarli gdy Aven miał 5 lat.
Rodzeństwo: Bracia Ren i Kishan. Nie widział ich dobre 10 lat.
Partner: Miał wiele kobiet, lecz żadnej na stałe. Jego wygląd przyciąga wiele dam. Nigdy się nie zakochał, nie wie co to znaczy. Dla niego miłość=słabość.
Chociaż jest jak jest.. napotkanie Mirajane mogło wiele u niego zmienić. Jest z nią, ale czy jest ona tą jedyną, z którą będzie już na zawsze?
Potomkowie: -
Smok: Tiela-Smoczyca Natury
Pupil: -
Charakter: Aven to tajemniczy osobnik, który zawsze stawia na
swoim. Nie lubi gdy ktoś mu wchodzi w paradę. Jego mocną stroną jest cierpliwość oraz odwaga. Dla bliskiej mu osoby jest w stanie zrobić dosłownie wszystko, chodź jako takiej jeszcze nie posiada. Wie jak cwanie podejść jakąś osobę, umie grać wiele ról, co przydaje mu się w pracy. Nie mówi o sobie, zawsze unika tego tematu, jak ciągle będzie się go zmuszało, w końcu zamknie się w sobie i gówno ci powie. Jego zaufanie jest prawie nie do zdobycia, ale on sam budzi zaufanie kogoś innego. Zakłada, że liczyć można tylko i wyłącznie na siebie...jesteś ty i nikt inny ci nie pomoże. Jest z tych którzy najpierw myślą potem robią, jest mądry i nie posuwa się do tego by robić głupstwa, chodź czasem potrafi się zachować jak dzieciak, ale rzadko się to zdarza. Jest poważnym osobnikiem, którego nie jest łatwo wytrącić z równowagi...co innego w postaci tygrysa. Często zachowuje się jakby nic i nikt go nie interesowało.
Historia: W wieku 5 lat stracił rodziców. Wychował się u mistrza sztuk walk, odcięto go zupełnie od braci. W wieku 19 lat został ofiarą klątwy tygrysa. Pod postacią człowieka może być tylko godzinę, potem klątwa działa i zmienia się w tygrysa.
Właściciel: Jawa558
Pochwały/Upomnienia: 0/0
Głos: James Arthur
Zbroja: -
Miecz/Łuk: -
Przedmioty: -
Punkty: 0
Monety: 58
Punkty Umiejętności: (Do rozdania 100 pkt.)
WYTRZYMAŁOŚĆ:40 /SIŁA:20 /SZYBKOŚĆ:26 /ZWINNOŚĆ:20 /PANCERZ:0
Inne Zdjęcia:




<Z bratem Kishanem>

SMOK

Imię: Tiela
Wiek: Dorosła
Płeć: Samica
Żywioł: Natura
Moce: Mimo że jest dorosła, nie odkryła swoich mocy. Razem z Avenem pracują nad tym.
Charakter:Tiela jest bardzo odpowiedzialną smoczycą, jej mądrość można spostrzec na każdym kroku. Nie bawi się już w dziecinne zabawy z innymi jej gatunku. Bardzo opiekuńcza, nie da sobie powiedzieć iż ma się nie martwić gdy coś się dzieje, jest przewrażliwiona na punkcie Avena.
Właściciel: Aven Kunihiro
Punkty Umiejętności: (Do rozdania 150 pkt.)
WYTRZYMAŁOŚĆ: 40 /SIŁA:25 /SZYBKOŚĆ:35 /ZWINNOŚĆ:25 /PANCERZ:25

27 czerwca 2018

Od Ariany CD Antonio +18

Leżeliśmy tak wtuleni w siebie jeszcze przez jakiś czas, uśmiechnęłam się na myśl, iż wcale nie żartowałam z tą bluzką. Odchyliłam głowę do tyłu, tak że teraz bez problemu mogłam popatrzeć na jego twarz, jego zielone oczy, które tak mnie hipnotyzują. Jestem z nim, nienawidzę go za to co ze mną zrobił, ale równocześnie nie mogę posiąść się z radości. Jeszcze kilka miesięcy temu nie dopuszczałam go do siebie, robiłam wszystko by się ode mnie odciął, zniechęcałam go, a teraz leżę przy nim naga okryta tylko jego koszulką, a moje serce bije tylko dla niego. Westchnęłam cicho i pogładziłam jego polik, po czym sięgnęłam po poduszkę, uśmiechnęłam się szeroko i szybko podniosłam się równocześnie dając poduszkę na twarz Antonia, zaczęłam się śmiać, ale ten był za silny by długo tak się bawić, w odpowiednim momencie puściłam poduszkę i zeszłam z łóżka.
Chłopak szybkim ruchem również podniósł się z łoża i spojrzał na mnie, przeszywając mnie swoimi zielonymi oczyma.. Na mojej twarzy powstały rumieńce, kiedy zlustrowałam go wzrokiem, całego..nagiego, tak boskiego. Pomrugałam szybko i starałam opanować myśli, jedno jednak wiedziałam to jeszcze nie koniec.
-Złap mnie jeśli chcesz!-krzyknęłam i rzuciłam w niego jedną z poduszek znajdujących się na łóżku. Antonio zręcznie złapał ją i odrzucił na podłogę, powolnym krokiem zaczął do mnie podchodzić.
-Ty ćwoku, ty w oku, nie postawisz już łap na tym pięknym ciele!-wyśpiewałam na końcu klepnęłam się w pośladek, chłopak zadziornie się uśmiechnął.
-Taak? Nie byłbym tego taki pewien-powiedział. Nie wiem jak to zrobił ale w sekundę znalazł się obok, chwycił mnie i rzucił na łóżko. Śmiech wypełniał cały pokój, walczyłam z nim, chciałam wyrwać się z uścisku, a ten zaczął mnie łaskotać.
-No! Nie! Tak się.. n..nie hahahah nie robi! hahah-krzyczałam. Zielonooki nie zamierzał jednak przestać, próbowałam zwalić go ze mnie, ale na nic me próby.
-Niech sobie przypomnę, jak mnie nazwałaś? Ćwokiem?-zapytywał i nasilał łaskotki.
-Przesłyszałeś się hahaha-krzyczałam w odpowiedzi.
-To kim jestem?-zapytał patrząc mi w oczy, widziałam w nich błysk rozbawienia, ale starał się udawać poruszonego i poważnego. Bawił mnie.
-Jest..hah..jesteś matołem!-krzyknęłam.
-Nie nie.. próbuj jeszcze, daję ci szansę-powiedział.
-Hahahah..Jesteś kochany!
-Jaki?-zapytał przedżeźniając mnie.
-Najukochańszy na świecie!!-krzyknęłam, w tedy ten przestał mnie łaskotać, schylił się nade mną i zaczął całować moją szyję zostawiając tam parę malinek.. doprowadzał mnie tym do szaleństwa, fale gorąca przepływały prze ze mnie, z moich ust wydobył się cichy jęk, jego ręce wędrowały po moim ciele, a kiedy poczułam jak ponownie we mnie wchodzi krzyknęłam jego imię. Moje dłonie spoczywające na jego plecach, uciskały go, chciałam by był jeszcze bliżej mnie.
Złączył nasze usta w dzikim i namiętnym pocałunku uciszając moje jęki.
Poruszał się we mnie coraz szybciej, czułam go.. to uczucie było bajeczne.. przeszywało mnie całą.
-A..Antonio-wyjęczałam.
-Poczekaj proszę, zróbmy to razem.-powiedział, odburczałam "yhm" w odpowiedzi, a w tedy on podniósł mnie trzymając za pośladki i oparł mnie o ścianę.
W końcu razem doszliśmy, czułam ekstazę..Boże jak ja go uwielbiam.
Położył nas na łóżko, nie wychodząc z mojego wnętrza, wtuliłam się w jego tors głośno wydychając powietrze i zamykając oczy ze zmęczenia.. Czułam jak palcami gładzi moją skórę i obdarowuje moje ramiona pocałunkami. Nie wiem nawet kiedy odpłynęłam w sen..
<Antonio?>
Troszku zaszalałam hehe.. nie zabij XD

Od Simon'a CD Soraya

To co się stało z Sorayą bardzo mnie zaniepokoiło.. Za długo odkładamy sprawę jej treningu i ćwiczeń nad tą wielką mocą, którą w sobie nosi. Byłem na siebie zły, ponieważ nie naciskałem..dałem jej czas na przemyślenie i decyzję, zamiast postawić na swoim.. Nie ochroniłem jej. Moja złość na siebie jednak musiała odejść na bok, moja czarnowłosa nie mogła sama ustać na nogach, lewą ręką złapałem za jej nogi i podniosłem ją, głowę oparła na moim ramieniu.
Nasza obecna lokalizacja w niczym teraz nie pomagała, owszem mógłbym teraz polecieć z nami na dół do naszego już świata, ale było by to dla jej stanu niekorzystne, trzeba czekać..tu, aż jej stan się polepszy. Przeniosłem Sor na łoże i usiadłem zaraz przy niej, wyciągnąłem białą chusteczkę z kieszeni i wytarłem spokojnie jej dłoń oraz usta z plam krwi.
Patrzyłem w jej jakby zastygłe czarne oczy, które pokazywały coraz mniej siły.
Nie mogę na to patrzeć..i nie zamierzam, skoro jest jak jest, muszę to zrobić bez względu na konsekwencje dla mnie. Otuliłem dłonią policzek dziewczyny i delikatnie głaskałem.
-Zaraz będzie Ci lepiej-powiedziałem, Soraya popatrzyła na mnie pytająco.. Była taka blada..
-Cokolwiek teraz zrobię nie wycofam się, a Ty masz się nie martwić mną, dam radę, najważniejsza w tym momencie jesteś Ty-wytłumaczyłem, wiedziałem że Sor wie już o czym mowa, a raczej w części. Zamknąłem oczy i skupiłem się na wnętrzu Sorayi, po czym zacząłem przelewać swoją energię do niej, energię jak i małą cząstkę magii która będzie ją trzymać, lecz od tej chwili będziemy ze sobą złączeni, a ból który poczuje ona w części przejdzie na mnie.
Czułem jak opadam z sił.. to było normalne, oddaję jej cząstkę mnie.
---
Gdy otwarłem oczy zobaczyłem śpiącą dziewczynę wtuloną w moje ramię.. Musiałem stracić przytomność, a ona naturalnie zasnąć przez to co uczyniłem. Czułem się dziwnie, do tego ten palący ból w głowie.. Nie denerwowałem się jednak, wrócę do siebie, moje siły i moc zregenerują się, jak przystało na potomka Bogów.
Nie czekając na nic wziąłem Sorayę na ręce i zleciałem z chmur, był jeszcze zmrok, także nie musiałem się ukrywać. Skierowałem się od razu do naszego świata.
W domu zostawiłem Sorayę w sypialni, a sam poszedłem do mojej pracowni, gdzie miałem fiolki z moją boską krwią, pracowałem nad nią by dowiedzieć się o jej właściwościach, oraz dodać trochę mocy. Bez zbędnego myślenia wziąłem w dłonie jedną z fiolek i opróżniłem ją do dna, moje wnętrze biło nową siłą. Odłożyłem naczynie i usiadłem w fotelu, przez chwilę wirowało mi przed oczyma, ale powstrzymałem to. Po chwili usłyszałem kroki, kroki mojej czarnookiej.
<Soraya?>

25 czerwca 2018

Od Sorayi CD Simon ( po balu )


Poczułam ulgę, gdy Simon zabrał mnie z tej zatłoczonej sali. Musiałam przyznać, że nie czułam się już najlepiej. Zaczynała boleć mnie głowa, ale to pewnie przez ten alkohol. Nie powinnam pić żadnego alkoholu, ale te toasty... Ludzie patrzyli dziwnie, trzeba było wypić za zdrowie odnalezionej księżniczki i ostatniej wygranej nad wojskami Ciernia...

Miejsce, do jakiego mnie zabrał Simon było... Nawet nie potrafiłam znaleźć określenia na to, co zobaczyłam. To przebiło wszystko, nawet pierwszą moją wizytę w jego prywatnym świecie. Pomógł mi usiąść na łóżku, które było niesamowicie miękkie. Jeszcze w życiu nie siedziałam na obłoku. Anioł sprawił po chwili, że chmury wokół nas się rozstąpiły, a mnie ukazał się widok nieskończenie piękny Wprost doskonały. Patrzyłam z zachwytem na zmęczonej lekko twarzy. Leciutki wiatr rozwiewał nam włosy, a mimo to nie było mi wcale zimno. Czy to za sprawą jakiejś magii? Tak podejrzewałam, ale nie było to w tamtym momencie najważniejsze. Urzeczona tym, co pozwolono mi ujrzeć, nie mogłam wydobyć z siebie choćby słowa. Gwiazdy, wszędzie dookoła nas lśniły dumnie i majestatycznie miliony, jak nie miliardy gwiazd. Sprawiały takie wrażenie, że gdybym wyciągnęła rękę, to bym jednej dotknęła. Wyczułam na sobie wzrok Simona, ale nie spojrzałam na niego. Patrzyłam przed siebie, a minuty mijały. Minuty, które zamieniały się w kwadranse. Wreszcie odwróciłam się, by popatrzeć na niego. Spojrzeć w te czarne, pochłaniające czarne oczy. Wstałam więc, by się do niego zbliżyć. Zaczęłam czuć w sobie to, jak bardzo zaczęłam go kochać. Niemal, a raczej na pewno, tak samo mocno jak Oriona. W tamtej chwili dotarło do mnie, że na odnalezienie go, mam bardzo nikłe szanse. Niemal zerowe. A nie mogłam tego zrobić Simonowi. Nie mogłam go przecież tak zranić... Podeszłam do upadłego, uniosłam dłoń, by dotknąć jego twarzy. Następnie uniosłam się na palcach powoli, by złączyć swoje usta z jego, w czułym pocałunku.
-- Simon -- szepnęłam cicho, lecz mój anioł z pewnością dobrze mnie usłyszał. -- Kocham cię. -- Powiedziałam te dwa słowa z pełnym przekonaniem. Byłam tego pewna. Przeznaczenie chciało, że stanęliśmy sobie na drodze. Wreszcie to zrozumiałam. Jednak, po chwili poczułam, jak miękną mi nogi, jak zaczynam osuwać się w dół. Dzięki Bogom, Simon zdołał mnie uchronić przed upadkiem, łapiąc w swoje silne raz opiekuńcze ramiona. Ten jego zatroskany wzrok potrafił się zmieniać z sekundy na sekundę. Niespodziewanie dostałam nagłego napadu mokrego kaszlu, który to od jakiś dwóch dni zaczął mi doskwierać, ale szybko przeszedł, a ja starłam zaróżowioną ślinę z ust. Zaróżowioną... Popatrzyłam na swoją dłoń, potem na Simona i jeszcze raz na palce upaćkane mą własną śliną i krwią.
-- Co się ze mną dzieje.? -- spytałam, jednak nie oczekiwałam odpowiedzi od Simona, ale od samej siebie. 

Od Zuli CD Drake (BAL)

W objęciach Draka było mi tak dobrze, bezpiecznie, czułam się kochana, bo tak właśnie jest. Jestem jego, a on jest mój, jesteśmy razem. Tkwiłam otulona jego ramionami, gdy nagle usłyszałam coś czego kompletnie się nie spodziewałam. Odsunęłam się lekko, by móc spojrzeć Drakowi w oczy.
-C..co?-zapytałam niepewna, nie wierzyłam w to co usłyszałam, jakby mi się śniło.
Mężczyzna moich marzeń chwycił mnie za dłoń i ukląkł na jedno kolano po czym z kieszeni wyjął małe srebrne pudełeczko i powoli je otworzył, po czym popatrzył na mnie.
-Wyjdziesz za mnie?-zapytał. Nie śni mi się to, a on mówi na poważnie.. kochany ma nawet pierścionek. Było mi gorąco, nie mogłam, nie byłam w stanie wymówić ani jednego słowa, po prostu się uśmiechnęłam i pokręciłam nie dowierzając głową.
-Drake, tak!-w końcu te słowa uwolniły się z moich ust. Momentalnie Drake, cały uradowany, podniósł mnie i złączył nasze wargi w czułym pocałunku, a kiedy mnie postawił wsunął pierścionek na mój palec.
-Kocham Cię Drake-powiedziałam. Otuliłam dłońmi jego radosną twarz.
<Drake?>
Również krótko, ale następne poprowadzi nas w stronę spraw podróży na wyspę. No i Drakuś pozna ojca Zuli hahaha

Od Drake'a Cd Zula ( BAL )


Spojrzałem na Zulę, wyglądała tak pięknie. Nie mogłem oderwać wzroku. Bardzo ją kocham. Teraz to wiem. Złapałem ją za rękę, poprowadziłem na środek parkietu.
-- Zatańczymy, moja droga? -- spytałem z uśmiechem. Odwzajemniła gest, a po chwili wirowaliśmy wśród innych na środku sali. Muzyka, tańce, śpiewy, a w tym wszystkim ona. Moja Zula. Słońce, które lśni tylko i wyłącznie dla mnie. W dzień i w nocy.
-- Kocham cię, Zula. Nie chcę cię stracić. Wyjdźmy na zewnątrz, co? -- Po kilku minutach staliśmy już na tarasie. Letni wiatr rozwiał nam włosy, poniósł w dal jej perfumy, które tak zniewalająco na mnie działały. Przytuliłem ją do siebie, by zatopić twarz w jej miękkich włosach, wypełnić płuca tym zapachem, najpiękniejszą wonią na świecie. Zamknąłem oczy, wsłuchałem się w otaczające nas dźwięki, tworzące wspólną symfonię chwili, w której wspólnie trwaliśmy. Podjąłem pewną decyzję całkiem niedawno, lecz teraz jestem tego pewien. Jak niczego innego w życiu. Przytuliłem ją do siebie jeszcze mocniej. Jakby była najcenniejszym skarbem, klejnotem. Ale przecież tym właśnie dla mnie była - wszystkim. Przez głowę przemknęły mi nasze wszystkie chwile spędzone razem. Te złe, jak i zarówno dobre.
Kto by pomyślał..? Złodziejowi i oszustowi skradziono jego własne serce...
-- Zula, wyjdź za mnie.


< Zula..? Przepraszam za tak krótką odpowiedź... >

24 czerwca 2018

Od Ryuunosuke

Nie pamiętam jak do tego doszło, ale zostałem Smoczym Jeźdźcom. Chociaż mogło się to wszystko zacząć od tego, że usłyszałem informacje o poszukiwaniach następcy tronu. Nie byłoby mi na rękę gdyby następny król był honorowy i pełen współczucia i empatii. Obecny władca, który jest czarnym charakterem tej opowieści ma wielki gest jeśli chodzi o zapłatę dla swych szpiegów. Oczywiście, nie mówię że jestem jego szpiegiem tylko lubię dostawać złoto i coraz to większe wpływy. A co jeśli Smoczy Jeźdźcy z wybrańcem by go obalili? Całe moje starania poszłyby na marne! Dokładnie! A więc wracamy do punktu wyjścia.
Właśnie dzisiaj przechodzę "rekrutacje", mam nadzieję, że jakiś smok mnie wybierze i będę mógł dołączyć. Oczywiście, podczas całych tych formalności jedynie co robiłem to potakiwałem, uśmiechałem się i mówiłem jeśli mi kazali z przekonującą słodyczą w głosie. Nareszcie po tej nudzie dostrzegłem jaja smoków, w sumie żadnego z bliska nie wiedziałem. Jedno z jaj odezwało się a w moim umyśle zabrzmiał delikatny głos.
-Ryuunosuke..- powiedziała smoczyca a ja uśmiechnąłem się szeroko.
-Luinari.- powiedziałem i już po chwili w dłoniach miałem smocze jajo. I znów wpadłem w wir formalności i nudy. Ale odczuwałem ogromną satysfakcje, że udało mi się wkupić w ich szeregi i nikt niczego nie podejrzewa no oprócz Luinari ale ona jest moim towarzyszem broni. Nie mogłem się doczekać gdy zobaczę jej ślepia, oczywiście moje węże też chciały zobaczyć smoczyce. Gdy dobrze zająłem się jajem, następnie wziąłem jedną z ksiąg dotyczącej magii i ruszyłem w stronę ogrodów. Usiadłem pod drzewem i zacząłem czytać. Po dwóch godzinach wstałem i spojrzałem na niebo, było naprawdę tutaj spokojnie dzięki czemu mogłem całkowicie wsłuchać się w tą piękną ciszę.
-Wiem gdzie trzymają zakazane księgi..- pomyślałem i pojawiły się przede mną moje węże. Wstałem i ruszyłem powoli w stronę wyjścia z pałacu akademii. Spojrzałem na moich towarzyszy i gestem głowy pokazałem im, że czas ruszać szpiegować i polować. Nawet nie minęła sekunda, a one ruszyły bardzo szybko znikając z mojego zasięgu wzroku. Ja za to ruszyłem w stronę miasta, mimo tej cichy i ładnym ogrodom lepiej czułem się w mieście, było tam więcej przestrzeni i ciekawych miejsc. Tutaj jest za czysto i wszędzie są jacyś strażnicy, który mnie obserwują. Nagle usłyszałem głos za sobą.
-Nie widziałem/am Cię tutaj nigdy.- odwróciłem się i przybrałem uśmiech.
-Ah to bardzo prawdopodobne, jestem nową krwią.- odpowiedziałem. Ah, zapomniałem że są tutaj też inni i prawdopodobne będzie to iż zmuszony zostanę do nawiązania płytkich i powierzchownych znajomości.. Upierdliwe.

<Ktoś chętny? ^^>

23 czerwca 2018

Yuna Lily Rodden

Imię: Yuna Lily Rodden
Przezwisko: Lilka, Yu
Wiek: Liczy sobie dziewiętnaście wiosen
Płeć: Kobieta
Stanowisko: ???
Specjalizacje: Yuna jest dobra w wielu rzeczach, jednak najlepiej wychodzi jej śpiewanie, jest to jej pasja którą rozwija od dziecka, wierzy że jej muzyka potrafi postawić ludzi na nogi. Kocha sprawiać innym przyjemność i wybawiać ich z samych myśli o wojnie z Cierniem, przecież nie na tym tylko opiera się życie nieprawdaż? Lilka potrafi zrobić ze swoim ciałem dosłownie wszystko, jest tak wygimnastykowana że z niczym nie ma problemu, wiele wytrzyma i wiele potrafi się nauczyć. 
Jest bardzo mądra i umie zabłysnąć, na pewno nie dasz jej rady w żadnej logicznej grze.
Nieźle umie zataić swój byt w danym terenie, nie zawsze się bowiem pokazuje, jest bardzo ostrożna, gdyż jest ostatnim celem Czarnych Kruków. Jest niezwykle utalentowana artystycznie, muzycznie jak i niezła z niej aktorka. Wie jak wykryć trucizny, jak i przygotowywać antidotum na nie, zna się na medycynie. Każdy ma jednak swoją piętę achillesową, a w przypadku Yuny jest to brak jakichkolwiek umiejętności walki.
Rodzice: Ojciec nosił imię Kiruzo, była dla niego bardzo ważna mimo tego, iż tego tak nie okazywał. Zajmował się wszystkim tak by ona i jej matka miały jak najlepiej, jednak po śmierci Issy Kiruzo popadł w szaleństwo, nie był w stanie zajmować się dłużej w tedy już jedenastoletnią Yuną.
Mama Lilki, była przepiękną kobietą o imieniu Issa. Bardzo mądra i kochana, każdy w miasteczku radował się widząc ją. Zmarła w ataku na miasteczko chcąc bronić dzieci.
Rodzeństwo: Brak, była jedynaczką.
Partner: Nie ma i nie wie czy byłaby w stanie zakochać się ponownie po utracie ukochanego.
Potomkowie: -
Smok: ???
Pupil: Moro-małe latające stworzonko, które lata wszędzie za Yuną.
Charakter: Yuna wbrew wszystkiemu co się dzieje pozostaje radosną i uśmiechniętą dziewczyną z wielką energią w sercu. Nie wyobraża sobie by mogło być inaczej, obiecała to zmarłemu ukochanemu kiedy ten konał w jej ramionach. Owszem zdarzają się chwile zwątpień, kiedy Yu jest na skraju, ma ochotę płakać nad losem i zniknąć z tego świata, ale jeśli zdarzają jej się chwile słabości, to ta podnosi się i jest coraz silniejsza, co jej nie zabije to ją wzmocni. Jest bardzo uczuciową osóbką, która nie robi niczego bez zaangażowania, ponieważ kiedy zdecyduje się coś zrobić podąża za głosem serca. Jest przekonana, że każdemu można pomóc, nawet komuś kto został sprowadzony na złą ścieżkę, dla niej nie ma ludzi złych i dobrych, każdy nazywany "złym" ma swój powód, swoją historię oraz dobroć w sercu mimo wszystko, a każdy nazywany "dobrym" ma na swoim koncie jakąś złą rzecz, przewinienie, nikt nie jest doskonały i Lilka dobrze o tym wie. Wie o tym, że i ona nie jest doskonała, i mimo tego że robi wszystko by było dobrze wie że może być jeszcze lepsza. Nie jest osobą poddającą się przy pierwszej, czy nawet dziesiątej napotkanej przeszkodzie, ciągle pnie się do przodu i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych, uparta jak osioł, ale to przez to jest właśnie w tym miejscu w którym jest i jest tym kim jest. W sercu dziewczyny powstało wielkie pękniecie kiedy Eiji, jej ukochany umarł w jej ramionach..nikt nie ma pojęcia czy ta szkoda kiedykolwiek zniknie, Yuna w każdym razie nie lubi rozdrapywać przeszłości, a już szczególnie tego zdarzenia. Jest osobą trochę naiwną, ponieważ widzi w każdym dobro i potrafi szybko nabrać do nich zaufania, jednak wie że musi być ostrożna. Ma wielkie serce, które czeka na prawdziwe szczęście.
Historia: Yuna do lat jedenastu wychowywała się przy matce i ojcu, kiedy mama zmarła Yuna nie mogła zostać z tatą, bo ten popadł w obłęd. Jako mała dziewczynka pałętała się po miasteczku szukając u każdego jakiejś pomocy, nie przyjmowała jednak noclegu czy pobytu w jakimś domu, nie chciała sprawiać komuś problemu, po za tym bała się że wojownicy Ciernia znowu zaatakują. Trafiła w tedy na chłopca starszego od niej o trzy lata, miał na imię Eiji, tak samo jak ona nie mieszkał z rodziną, nie mieszkał ponieważ jej nie miał. Zaprowadził ją do swojej kryjówki, w której przeżył atak Ciernia. Nauczył ją wiele, dzięki niemu wiedziała jak pomóc komuś w potrzebie, jak opatrzyć uraz oraz jak wychwycić truciznę, oraz wiele innych, jednak nie uczył ją walki, stwierdził że będzie ją bronić do końca jego dni. Kiedy miała lat piętnaście, a on osiemnaście w końcu coś między nimi się zrodziło, powstało jeszcze silniejsze uczucie niż dotychczas..zakochali się w sobie i pozwolili sobie na tę miłość. Razem byli bardzo szczęśliwi. Zaczęli wędrować po świecie, pomagając innym ludziom, Lilka śpiewając i rozweselając ich wszystkich oraz lecząc, a Eiji pomagając w walce.Tydzień po jej dziewiętnastych urodzinach stało się coś do czego żadne z nich nie było przygotowane.. Zostali przechwyceni przez grupę Czarnych Kruków, to było straszne.. Yuna była zmuszona patrzeć na to jak Eiji z każdym dniem jest coraz słabszy, jak z każdym dniem jego ja umiera.. Aż w końcu nadszedł dzień wybawienia, dawni przyjaciele postanowili ich uratować, już prawie uciekli, jednakże facet o imieniu Bryn, który był mieszańcem zaatakował Lilkę, Eiji by ją bronić zasłonił ją własnym ciałem i wbił ostrza w serce przeciwnika, ale on sam również został nabity.. Leżąc w ramionach Yuny umarł, ale obiecał jej że jeszcze kiedyś się zobaczą, kazał jej obiecać że mimo wszystko nadal pozostanie sobą, piękną uśmiechniętą dziewczyną którą tak bardzo kocha.
Lilka była sparaliżowana przez jakiś okres nie jadła nic, nie piła, nie grała nie tworzyła muzyki, nie chciała opuszczać miejsca w którym umarł jej ukochany..miała nadzieję że to tylko zły sen i on za raz wróci.. wróci i otuli ją swym silnym ramieniem, ale to nie nastawało. Yu po kilku tygodniach zmuszona była uciekać, ponieważ kruki nie dawały za wygraną.. 
Opanowała się i postanowiła spełniać obietnicę złożoną Eiji'mu.
Tak oto zaczęła ucieczkę oraz dalszą wędrówkę po świecie, aż..trafiła tutaj.
Właściciel: Jawa558
Pochwały/Upomnienia: 0/0
Zbroja: -
Miecz/Łuk: -
Przedmioty: -
Punkty: 0
Monety: 5
Punkty Umiejętności: (Do rozdania 100 pkt.)
WYTRZYMAŁOŚĆ:30 /SIŁA:10 /SZYBKOŚĆ:30 /ZWINNOŚĆ:30 /PANCERZ:0
Inne Zdjęcia:
tumblr_omhap133Ou1vh88xao1_500.gif (500×281)
#Sword Art Online
*Z Eiji*

Od Adris (Próba Przejścia Ryuunosuke Sukone)


Gratulacje Ryuunosuke przeszedł Próbę Przejścia!
Żywioł Smoka: Magia  Płeć: samica

Wygląd gdy dorośnie:
2018 The Pure Earth Zodiac Dragon Virgo by Christina Yen

Ryuunosuke Sukone

Tags: Anime, Kazari Tayu, Rejet, Yuugen Romantica, Iriya (Yuugen Romantica), Snake
Imię: Ryuunosuke Sukone
Przezwisko: Lord Anguis, Ryu
Wiek: 29 lat
Płeć: Mężczyzna
Stanowisko: Młody Jeździec
Specjalizacje: Słowo, którego używa potrafi oczarować każdą osobę. To jego największa broń inteligencja i spryt, jednak sam walczy za pomocą dwóch krótkich srebrnych sztyletów. Ma fotograficzną pamięć. Sam pasjonuje się w alchemii, szczególnie w truciznach i jest w tym naprawdę dobry. Jest bardzo zwinny i szybki, to jego główny atut w walce, która nigdy nie jest honorowa. Panuje nad 3 gwiezdnymi wężami które dla niego szpiegują, może spoglądać przez ich oczy na świat.
Rodzice: Kuro i Yuki, miał dobre z nimi stosunki. Bardzo szanował ojca, ale uważał go za głupca który łatwo zginie jeśli będzie unosił się honorem. Matka bardzo o niego dbała, niestety zginęła na dworze.
Rodzeństwo: Brak, był jedynakiem.
Partner: Brak, jest biseksualny.
Potomkowie: Prawdopodobnie na świat mogło przyjść kilka jego bękartów, jednak nie zna ich i to nie jest jego problem.
Smok: Luinari 
Pupil: Brak
Charakter: Analizując charakter Ryuunosuke można zapomnieć o jakichkolwiek pozytywnych zaletach lub można rzec, że ludzkich odruchach które by potwierdziły jego człowieczeństwo. Mężczyzna w pierwszej kolejności jest ambitny, ma wiele małych celów które prowadzą go do tego jedynego. A wszystkie zadania wykonuje z ogromną perfekcją i przygotowaniem, gdyż nienawidzi żałować tego co zrobić i nigdy nie żałuje. Spryt, pewność siebie i oraz inteligencja to jego domena. Przechytrzyłby lisa w jego własnej grze, a wszystko to robi z ogromną pewnością siebie której by nie jeden król pozazdrościł. Przez to często jest uznawany ze urodzonego przywódcę i oczywiście tak jest. Nikt nigdy nie jest świadomy, gdy zaczyna zamakać ich w swojej pułapce i manipuluje innymi bez żadnych skrupułów. Bezlitosny, brutalny i podły? Wyzbył się swojego człowieczeństwa? Ale czy on kiedykolwiek je posiadał? Wbije nóż w plecy najbliższej osoby, gdyby miał tylko z tego jakiekolwiek korzyści. Nie przywiązuje się, nie umie kochać ani lubić. Ludzi traktuje jak chwilowe zabawki, przedmiot który może sprawić mu przyjemność pod fizycznym i psychicznym aspektem. Kocha się bawić i bawi się, życiem i wszystkim co go otacza. Pragnie mieć więc posiada, dla niego słowo nie nie istnieje. Jest królem życia, więc może wszystko i zrobi wszystko. A wszystko robi z niesamowitym wdziękiem, kusząc innych jak najpiękniejszy kwiat świata, który przez dotyk potrafi odebrać wszystko i skazać na wieczne cierpienie. Jednak powiedzmy sobie szczerze, mimo udawania i kłamania potrafi kochać jednak wszelakie dobre odruchy i uczucia przychodzą mu z ogromną trudnością.
Historia: Urodził się na dworze, wśród pięknych ludzi. Miał cudowne dzieciństwo, wszystko dostawał na złotej tacy. Jednak pewnego dnia jego cudowny świat runął w gruzach. Jego rodzina została zaatakowana przez wrogi ród, który od wieków pragnął posiąść cudowne tereny, które posiadała jego rodzina. Rozpoczęła się wojna, ludzie umierali a on jako młody dziedzic po śmierci swojego ojca musiał stać się głową rodu. Gdy wrogowie podbili dwór mężczyzna nie wahał się długo. Po kilku godzinach błękitne niebo zalazło się czerwienią a cały dwór i okoliczne lasy stały w płomieniach. Jeśli on nie mógł posiadać, to nikt nie będzie mógł a szczególnie wróg który spał w jego komnacie. Wszyscy spłonęli, a dwa potężne rody w jedną noc dołączyły do przodków. Ryu z złotem ruszył do wielkich miast, gdzie korzystając z swoich umiejętności kłamał, kombinował i cicho zdobywał władze której zawsze pragnął. Nawet istnieją plotki, że to on sam miał związek z śmiercią Króla i spiskuje z złymi mocami.
Właściciel: Heks/avimia.mf@gmail.com
Pochwały/Upomnienia: 0/0
Zbroja: -
Miecz/Łuk: -
Przedmioty: -
Punkty: 0
Monety: 5
Punkty Umiejętności:
WYTRZYMAŁOŚĆ: 10 / SIŁA: 10 / SZYBKOŚĆ: 40 / ZWINNOŚĆ: 40 / PANCERZ: 0
Inne Zdjęcia:
tumblr_njihqxgM371sqxqsdo5_500.png (500×600)
おじょーさん、有頂天になるまで、憑きまっせ! 超密着!取り憑かれCD 【幽幻ロマンチカ 有頂天】

SMOK

Imię: Luinari 
Wiek: Kilka miesięcy
Płeć: Samica
Żywioł: Magia
Moce: Podstawowe zaklęcia obronne
Charakter: Luinari jest trochę odwróceniem Ryuunosuke. Oczywiście odznacza się ogromną inteligencją i sprytem, jednak często musi ona doprowadzać swego jeźdźca do porządku. Jest jego cichym sumieniem i głosem rozsądku, przez co jest bezpośrednia i szczera. Nie lubi się męczyć, więc zawsze przemyśli co chce zrobić i jak by zużyć jak najmniej energii. Często można zauważyć ją jak sobie gdzieś w cieniu drzew odpoczywa lub słucha jak Ryuunosuke czyta.
Właściciel: Ryuunosuke Sukone
Punkty Umiejętności:
WYTRZYMAŁOŚĆ: 20 /SIŁA: 40 /SZYBKOŚĆ: 40 /ZWINNOŚĆ: 20 /PANCERZ: 30

18 czerwca 2018

Od Angeli CD Awisin

- jestem tego pewna - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem - tylko, że ostatnim razem tańczyłam... z... - nie dokończyłam gdyż poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Szybko jednak się otrząsnęłam. Wystarczyło mi jedno spojrzenie w oczy Awisina. Niemal od razu wyrzuciłam z przed oczu widok swego martwego męża. Wyrzuciłam z głowy to, od ilu lat już jestem samotną wdową.
- z chęcią zatańczę jeszcze raz - przyznałam - mam tylko nadzieję, że nie podeptam cię po stopach - zaśmiałam się cicho.
- do tej pory tego nie zrobiłaś - Awisin powiedział z przyjaznym uśmiechem. Za każdym razem kiedy widzę ten wyraz twarzy u niego, za raz czuję się  o wiele bezpieczniej.
Nie wiem, która już jest godzina, ale poczułam lekkie znużenie. Po tamtym wolnym tańcu, pozwoliłam Awisinowi poprowadzić siebie przez jeszcze wiele piosenek, aż do tej, kolejnej wolniejszej. O tej porze, i po tych wszystkich szybkich piosenkach, ta zdawała się być bardziej kołysanką. Chwilami nawet zaczynałam gubić kroki i niewiele brakowało bym się potknęła lub przydepnęła mego partnera do tańca. Nawet nie zauważyłam kiedy przysunęłam się bliżej i zsuwając ręce z szyi wtuliłam się w niego. Był taki miękki i ładnie pachniał. Przymknęłam na chwilę oczy i dalej sunęłam po parkiecie prowadzona przez Awisina. Mogła bym tak nawet zasnąć...

<Awisin?>

Od Awisina CD Angela

Oznajmienie Angeli mnie rozśmieszyło, oboje nas rozśmieszyło.
Muszę jednak przyznać jej rację, to fakt że jestem dość wiele od niej wyższy, jest przy mnie taka drobniutka i malutka, piękna.. znaczy tak.. podobna do Agaty.
Westchnąłem i ogarnąłem się szybko z myśli. Tańczyliśmy dość spokojnie, z czasem aż muzyka stała się bardziej taneczna, w tedy słynny Awisin wkroczył do akcji i pokazał na co go stać.
Angela była zachwycona tym jak ją prowadziłem w tańcu, jak podrzucałem, okręcałem i łapałem zręcznie i w rytm, ani jeden włos nie miał prawa jej spaść przy mnie z głowy.
Popisy taneczne przerwał koniec piosenki, wraz z początkiem melodii do wolnego wszyscy na sali wzięli swe partnerki i tańczyli. Niebieskooka zaczynała odchodzić na bok myśląc, że to koniec naszych tańców, jednak ja złapałem ją za dłoń i przyciągnąłem.
-Zatańczysz?-zapytałem. Ta lekko się zarumieniła dając swoje dłonie za mój kark, a gdy objąłem ją w talii ta jeszcze bardziej się spięła. Przyciągnąłem ją bliżej jak było potrzeba.
-Nie masz się czego denerwować, nic ci nie zrobię-rzekłem pewnie.
<Angela?>

Od Naxii (BAL)

Leciałam przez długi czas, moja smoczyca Stellar na pewno była już zmęczona ciągłym lotem, ale już zaraz będziemy na miejscu.. W tym samym co kiedyś, znowu przychodzę na Eter, tym razem ze smoczycą..i bez Zorina. Po policzku spłynęła mi łza, jednak szybko ją otarłam, nie dając się ponieść emocją. Odszedł pół roku temu.. a nadal czuję jakby to było wczoraj.
Przylecieliśmy razem do swoich przyjaciół, jednak byli oni w niebezpieczeństwie.. Razem z Zorino ruszyliśmy do walki, dobrze nam szło jak zwykle, jednak Zorina okrążyło trzech na raz, a ja nie zdążyłam w miarę szybko zareagować..udało mi się zabić dwóch, a trzeciemu udało się zabić Zorina, zabiłam go od razu i w zemście pozabijałam wszystkich wrogów.
~Naxio, już jesteśmy-ze wspomnień wyciągnęła mnie Stellar.
Pogładziłam ją po szyi, zaczęliśmy lądować tuż przed domkiem, który kupiłam jakiś czas temu poprzez dogadanie się z właścicielem działki.
---

Bal.. Niby najlepsza okazja na pojawienie się, jednak nie bardzo czerpałam z tego radość, głównie chciałam spotkać się z Eurosem. Idąc przez salę pełną ludzi nie widziałam go..w końcu ktoś mi powiedział że go tu nie ma bo wrócił do swoich zajęć. Pięknie.. Idąc w stronę schodów, potknęłam się o czyjąś nogę, ktoś podstawił ją specjalnie.. Leciałam prosto na kafelki, jednak ktoś przyciągnął mnie do siebie.
-Piękna..-usłyszałam głos. Spięłam się trochę odwróciłam wzrok w stronę tajemniczego nieznajomego.
<Nieznajomy??>

Od Kuro CD Bloody

- Mogę zapytać kim jesteś? Czym się zajmujesz?-zapytała, nie spojrzałem na nią jednak. Dalej czyściłem swoje srebrne bronie. Nagle, niczym błyskawica wróciły do mnie wspomnienia. Wspomnienia, których nie chciałem pamiętać. Che wiedzieć kim jestem? Ja sam nie wiem kim jestem. Powinna zapytać tych, których spotkałem na swej drodze..
...
,,-To on! Nasz Bohater! Wspaniały Wojownik Kuro uwolnił naszą wioskę od podłego wampira! - tak wołali. Dla czego tak wołali? Przecież ten, którego zabiłem, jeszcze nie tak dawno temu był jednym z nich. Członkiem jednej z rodzi, które tu mieszkają. Jak ja nie rozumiem ludzi..."
...
,,- Nie dostaniesz jej!
- Morderca!
- Przyszedł po naszą Mri! Nie możecie go puścić!
Biedni mieszkańcy. Gdyby wiedzieli ilu ta dziewczyna już zabiła, sami by mi ją wydali. Jak można dawać się nabierać na takie gierki. Jak ja nie rozumiem ludzi..." 
...
Westchnąłem ciężko. Odrzuciłem wszystko to, co nagle wróciło i spojrzałem na Alti.
- dla jednych jestem wybawcą dla innych mordercą. Do ciebie należy decyzja jak chcesz mnie nazywać. Zajmuję się polowaniem na tych, którzy oddali się ciemności. Nie wybrałem sobie tej roboty i szczerze, gdybym miał taką możliwość... - wyprostowałem się krzyżując ręce na piersi, lekko się uśmiechając w zastanowieniu - zawsze chciałem być piekarzem, tak piekarzem - oznajmiłem.

<Bloody?>

od Angeli CD Awisin

- A.. Awisin - powiedziałam zaskoczona - wybacz mi, nie poznałam cię - byłam nieco zakłopotana, ale jego przyjazny uśmiech niemal od razu sprowadził mnie do porządku. - nie, nie zapomniałam. - oznajmiłam z radością. Cały czas wpatrywałam mu się w oczy, zadzierając głowę w górę. Właśie wtedy spostrzegłam różnicę wzrostu między nami. Oboje wyróżnialiśmy się w tłumie. Awisin był wyjątkowo wysoki, a ja wyjątkowo niska. Ledwie sięgałam mu do ramion, jeśli w ogóle!
- coś się stało? - moje rozmyślanie przerwał jego spokojny głos.
- nie, nic - odpowiedziałam, lecz on nie wyglądał na przekonanego - dla czego jesteś taki wysoki. Wyglądam przy tobie jak dziecko! - oznajmiłam. Mężczyzna patrzył na mnie widocznie zaskoczony. Nawet ja byłam zdziwiona, że powiedziałam to na głos. Po chwili oboje zaczęliśmy się śmiać, przez co zaczerwieniłam się lekko na policzkach. Momentami na prawdę ciekawiło mnie, jak widzą nas inni bawiący się na balu.

<Awisin?>

Od Simon'a CD Soraya

Byliśmy jedną z najlepszych tu par tanecznych, miałem niemałe umiejętności taneczne, a moja partnerka..ahh była cudem wśród nich wszystkich, prawdziwy brylant, mój brylant.
Zrobiliśmy chyba wszystko co było trzeba na balu, wypiliśmy poncz, zatańczyliśmy kilka razy, a kiedy zobaczyłem, że Sor już się zaczyna nudzić ta monotonia postanowiłem uciec z nią z balu.
Podszedłem do niej i chwyciłem za dłoń, moje czarne oczy skupiły się na jej oczach, lekko się uśmiechnąłem po czym przyciągnąłem do siebie tak iż spokojnie mogłem się schylić i wyszeptać do jej ucha że wychodzimy.
-Na nas już czas-powiedziałem. Soraya popatrzyła na mnie z ciekawością namalowaną na twarzy.
-Gdzie..-przerwałem jej.
-Zobaczysz-rzekłem tylko. Prowadziłem ją do wyjścia, jednak gdy zobaczyłem dwóch mężczyzn z dawnego miasta, którzy mogliby mnie rozpoznać, zawróciłem i skierowałem się do jednego z balkonów.. Później wytłumaczę Sor dlaczego tak, a nie inaczej.
-Nie chciałeś wyjść?-zapytała patrząc na mnie. Byliśmy już na balkonie, nie odpowiedziałem jej. Wszedłem na murek balkonu, po czym obróciłem się w stronę czarnookiej i wyciągnąłem w jej stronę dłoń.
-Ufasz mi?-zapytałem. Soraya chwyciła mą dłoń i również weszła na murek, z moją małą pomocą.
-Na trzy skaczemy.-poinformowałem i zacząłem liczyć.
-Trzy!-powiedziałem głośno i skoczyliśmy.
-Simon!-krzyknęła, widziałem w jej oczach lekki niepokój. Złapałem jej drugą dłoń i przyciągnąłem do siebie tuląc ją. Kiedy Sor złapała się mnie na tyle mocno, rozłożyłem swoje skrzydła, były nieco dłuższe i bardziej rozłożyste niż dotychczas..
Wzniosłem nas do góry, ponad najwyższą wieżę zamku akademii.
Leciałem dalej do góry, dziewczyna nawet nic nie powiedziała, rozglądała się wokoło podziwiając widoki. Po chwili byliśmy na miejscu, chmurna część Eteru, tylko anioły miały do tego dostęp, ja się do tego nadal liczę. Stanąłem na chmurach powiedzmy że należących do mnie.
-To moje kolejne miejsce-rzekłem. Zaprowadziłem Sor do łóżka i zaleciłem usiąść. Machnąłem kilka razy skrzydłami i zamknąłem oczy, kiedy je otworzyłem chmury zasłaniające wszystko wokół zniknęły a powstał zdumiewający obraz gwiazd.

<Soraya?>

16 czerwca 2018

Od Katherine CD Akira

On. On oszalał. To pewne.
-Sam siebie oszukujesz, ona nie żyje, a Ty nie umiesz się z tym pogodzić. Nie żyje, nie wróci, nie będzie już z tobą, zostanie tylko w sercu-powiedziałam. Zanim zdążył się odwrócić zniknęłam.
Biegłam przez las mijając każde napotkane drzewo, czy głaz. Nie miałam siły by się z nim kłócić, nie umie się z tym pogodzić, trudno będzie zachowywał się jak psychopata, będzie cierpiał już zawsze.
Nie mam zamiaru temu się przyglądać.
--
Zatrzymałam się dopiero w miasteczku, a kiedy zobaczyłam tabliczkę z napisem gospoda wiedziałam już gdzie zatrzymam się na tę noc. Ogarnęłam na szybko włosy i zapukałam do drzwi, otworzyła mi starsza jasnowłosa kobieta, zlustrowała mnie a po chwili pozwoliła wejść uśmiechając się serdecznie.
-Bardzo dziękuję, mam za sobą długą drogę-powiedziałam. Kobieta skinęła głową i zaprowadziła mnie do pokoju, dała do ręki klucz i pomachała.. Czyżby nie mówiła? Dopiero po chwili spostrzegłam że nie ma języka.. Coś strasznego..
Uśmiechnęłam się do niej i weszłam do pokoju.
<Akira?>

Od Midare

Ciemność, tylko to widziałam kiedy błądziłam korytarzami mrocznego pałacu. Rękoma dotykałam ścian, by przypadkiem w którąś z nich nie wpaść. Szłam już bardzo długo, sama nie byłabym w stanie określić ile dokładnie czasu już tu błądzę.. kilka lat na pewno, a może i kilkadziesiąt? Nikt mi nie powiedział. Chodzę w przedsionku między życiem, a śmiercią, czekam na decydujący wyrok. Mam się przebudzić, czy może pójść ku ciemności głębiej i głębiej..oddać się w ręce śmierci? Moi bracia, zapewne myślą, że nie żyję..jednak ja błądzę tu przez kilkanaście lat, raz po raz spotykając przeróżne osoby, które straciły życia, bądź tak samo jak ja są w śpiączce i czekają co przyniesie im los. I dziś było mi dane spotkać się z ciekawą osobą.
Stojąc przy ścianie, kawałek obok rozjaśniło się nieco, po czym ujrzałam śliczną blond włosom dziewczynę z oczami niebieskimi jak niebo. Kiedy tylko tknęła swoim ciałem podłoża osunęła się na nie całkowicie, była słaba co oznacza, iż umarła w dość brutalny sposób..zabita. Podeszłam do niej, uklęknęłam i położyłam swoje dłonie na jej twarzy, gdy na mnie spojrzała w jej oczach pojawiły się łzy i zaczęła płakać, przyciągnęłam ją do siebie i pozwoliłam by płakała. Jej dłonie zaciskały się na materiale mojej sukni, cała drżała nie mogła się uspokoić. Gładziłam ją lekko po głowie i nuciłam melodię, którą zawsze śpiewała mi mama. Kiedy uznałam, że już pora odsunęłam się od niej i spojrzałam w oczy, trzymając ją za ramiona by nie upadła.
-Kim jesteś? I co się stało? Możesz powiedzieć mi wszystko.. Jesteśmy tu same-powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam, chciałam pokazać jej że może mi ufać.
-Ja nazywam się Moyra. byłam z Akirą, ktoś strzelił mi w plecy i..-przerwała. Zrozumiałam.
-Dopiero co go odzyskałam, a on odzyskał mnie.. to niesprawiedliwe.. dlaczego musi tak być?-wpadała w rozpacz.
-Czy mogę coś dla Ciebie zrobić? Na imię mam Midare. Kiedyś wrócę do świata, na razie krążę między życiem a śmiercią.. Ty za niedługo będziesz mogła odejść.-powiedziałam. Dziewczyna chwilę pomyślała.
-Chcę by był szczęśliwy.. żeby ktoś pomógł mu wytrwać, uwolnić się ode mnie. Aby zyskał innych.-powiedziała pewnie. -Chcę by mógł ponownie się zakochać-dodała.
-Zrobię co w mojej mocy by mu pomóc, gdy go spotkam-rzekłam.
-D..dziękuję-szepnęła. Przymrużyła oczy i westchnęła, powoli wstała i skierowała się do ciemności.
Odeszła.
C.D.N

Od Akiry CD Katherine

Moyra nie żyje? Co? Nie. Kłamie. Jebana oszustka. Nie. Moyra sobie śpi, jest taka zmęczona. Te ciągłe niespodzianki, rozdzielanie nas... Nie. Tak nie może być. Już będę z nią na zawsze razem i nikt mi jej nie odbierze. Moyra będzie szczęśliwa. Ze mną.
-Przestań kłamać głupia kobieto.-warknąłem oschło.-Jak nie chcesz skończyć pod ziemią, odejdź i zostaw nas. Już nic nie stanie między nami. Będę z nią szczęśliwy. Moyra za mnie wyjdzie, potem będziemy mieszkać razem, mieć dzieci i na pewno już nikt mi jej nie odbierze.
Tak. Ożenię się z nią. Już na zawsze będę z nią. Przytuliłem ją mocniej do siebie i uśmiechnąłem się, patrząc na jej twarz. Taka spokojna i delikatna. Było jej zimno. Muszę coś z tym zrobić. Nie pozwolę jej marznąć. Pocałowałem delikatnie jej czółko.
-Śpij kochanie... Już... Już jesteśmy razem... Moyra... Moja ty mała księżniczko...-szepnąłem.-Obiecuję, nikt mi już ciebie nie zabierze...
Uśmiech na mojej twarzy znikł, kiedy spojrzałem ponownie na tą głupią dziewczynę. Myślała, że dam się jej oszukać? O nie. Tak nie będzie. Ruszyłem przed siebie, mijając ją. Musiałem położyć Moyrę do łóżka. Musiała odpocząć...

<Katherine?>

Od Katherine CD Akira

Zielonooki trzymał na rękach martwą dziewczynę.. Była jego partnerką, wnioskując po tym jak do niej się odezwał.. Jednak on zupełnie nie wie co się dzieje, nie wieży w śmierć swojej ukochanej. Wmawia sobie że ona żyje..to nie jest zdrowe.
-Witaj. Nie zrobię..wam krzywdy, przybyłam tu do akademii.-powiedziałam spokojnie. Moje spojrzenie wędrowało z dziewczyny na chłopaka i tak na przemian.. Mogłabym ominąć go i odejść, ale tak zostawić go? Co jeśli zrobi sobie krzywdę sam sobie?
Z drugiej strony..nie znam go, i nie wiem do czego jest zdolny, mógłby mnie zaszkodzić.
Westchnęłam lekko i ponownie popatrzyłam na czarnowłosego, przypomniałam sobie śmierć Nevila.. kiedy leżał bez życia w moich ramionach..
-Czy mogę pomóc?-zapytałam.
-Nie oddam jej.. nie.. nie-szeptał ciągle.. popadał w obłęd, z którego trzeba go wyciągnąć.
-Ja straciłam całą moją rodzinę, byłam przy śmierci mojego ośmioletniego braciszka Nevila.. nie mogłam nic zrobić, moja własna rodzona siostra zabiła go na moich oczach. Leżał zupełnie bez życia na moich kolanach, chciałam mu pomóc, ale to było nie możliwe. Twoja dziewczyna nie śpi..ona nie żyje i już się nie obudzi. Jeśli ją kochasz, musisz pogodzić się z tym, wyprawić jej godny pogrzeb.
<Akira?>

15 czerwca 2018

Od Antonia CD Ariana

- a ty byłaś i jesteś moją najlepszą... i to się nigdy nie zmieni - nie odrywałem od niej wzroku uśmiechając się szczerze. Obiema rękoma objąłem dłoń dziewczyny, którą gładziła mój brzuch, przyciągnąłem do siebie i cały czas patrząc jej w oczy, ucałowałem. Po chwili znowu znowu, tym razem powyżej dłoni i jeszcze raz, dalej i dalej, aż dotarłem do jej szyi. Ari uśmiechała się cały czas, tak słodko. Na końcu kiedy przymknęła oczy oczekując pocałunku w usta, położyłem głowę z powrotem na poduszkę i ku zdziwieniu Ariany, przyciągnąłem ją o siebie, tak że nasze usta się ze sobą złączyły.
Kidy oderwaliśmy się od siebie, Ari rozejrzała się po pomieszczeniu. Mimo iż było dosyć ciemno, wypatrzyła to czego szukała i uniosła się by wstać. Ponownie przyciągnąłem ją do siebie.
- coś chyba powiedziałem, nigdzie nie idziesz - powiedziałem udając powagę. Wtedy Ariana jedną dłonią oparła się o moją twarz, a drugą próbowała uwolnić się z uścisku.
- no puść mnie matołku! - w jej głosie słychać było radość - skąd ty masz tyle siły w tych rękach - burknęła z oburzeniem. Po tym zaczęła wychylać się z łóżka jak tylko mogła, aż sięgnęła jedno z naszych ubrań leżących na ziemi. Szybko włożyła na siebie bluzkę, która była nieco za duża i zwisała na niej. Po tym ponownie przytuliła się do mnie.
- już ci jej nie oddam -  powiedziała wyraźnie zadowolona z siebie. Patrzyłem chwilę zaskoczonym tym co się stało po czym uśmiechnąłem się szeroko i odwzajemniłem uścisk.
- a ja ciebie nie oddam, nikomu - szepnąłem jej do ucha.

<Ariana?> 

Od Ariany CD Antonio

Zmęczona i spełniona leżałam tuż przy Antoniu, patrzyłam w górę na biały sufit i uśmiechałam się.
Nie wiem jak mogłam bez niego żyć.. Uczucie, którym go darzę jest tak wielkie, że nie potrafię tego wyrazić. Brunet gładził moje ciało..jego każdy dotyk nadal doprowadzał mnie do szewskiej pasji, w dobrym znaczeniu oczywiście. Nagle mnie olśniło.. przecież Zula chciała się ze mną widzieć na balu, a ja jestem tutaj.
- niedługo będziemy musieli się rozstać.. miałam zobaczyć się z Zulą na balu.. pewnie mnie szuka -Powiedziałam, uniosłam się lekko, lecz Antonio przyciągnął mnie z powrotem do siebie. Leżałam teraz głową na jego rozbudowanym brzuchu, a moje dłonie gładziły go teraz.
-Zula zaczeka...dzisiejszą noc mamy tylko dla siebie, nawet jeśli się uprzesz to ja cię nie puszczę-powiedział całkiem poważnie i nadal na mnie patrzył swoimi pięknymi hipnotyzującymi mnie zielonymi oczami. Popatrzyłam na niego i przygryzłam dolną wargę, ten ie odrywał wzroku. Schyliłam głowę i złożyłam pocałunek na jego brzuchu, czułam jak przez jego ciało przeszedł dreszcz, kontynuowałam więc i rozpoczęłam trasę aż natrafiłam na jego usta, na nich skupiłam największą uwagę. Było mi dobrze ze świadomością, że potrafię rozpalić Antonia kiedy tylko chcę, a nawet wysilić się nie muszę.. Z resztą on ma tak samo ze mną.
Kiedy oderwałam od niego usta, wpatrzona w jego oczy zaczęłam krążyć opuszkiem palca po jego torsie. Ten położył swą dłoń na moich plecach, po czym zjechał nią aż do moich pośladków.
Przełknęłam ślinę i wzięłam oddech..musiałam się ogarnąć, chciałam mu coś powiedzieć..
-Byłeś i jesteś moim pierwszym.-rzekłam szybko i spuściłam wzrok.
<Antonio?>

2 czerwca 2018

od Antonia CD Ariana (+18)

Trzymając dziewczynę za nadgarstki przygwoździłem ją do łoża i uśmiechnąłem się do niej. Zbliżyłem twarz do ucha Arii tak, że czułem przyjemną woń jej włosów.
- teraz jesteś moja, rozumiesz? Tylko moja. Nikomu cię nie oddam. Nikomu nie pozwolę cię nawet tknąć - wypowiedziałem te słowa powoli, tonem, oznajmiającym, że dla niej, dla Ariany jestem gotów cały świat wyzwać do walki. Ponownie uniosłem się nieco ponad nią i wyszczerzyłem białe zęby do dziewczyny i wpiłem się w jej usta w dosyć agresywnym pocałunku. Chyba znowu tracę nad sobą kontrolę... Nie mogę tak.
A mimo to kochaliśmy się namiętnie i bez opamiętania, przez długi, długi czas. Nie znaliśmy się jeszcze od tej strony. Arii, która długo była dla mnie nie ugięta i twarda jak skała, dla której byłem całkiem obojętny, dzisiejszego dnia niczym piękny kwiat ukazała mi swą delikatniejszą stronę. Tak bardzo nie chciał bym jej skrzywdzić..
...

Po wszystkim leżeliśmy razem. Ari wtulała się we mnie, a ja gładziłem dłonią jej brzuch i udo. Twarz chowałem we włosach dziewczyny.
- niedługo będziemy musieli się rozstać.. miałam zobaczyć się z Zulą na balu.. pewnie mnie szuka - powiedziała unosząc się nieco nade mną, lecz szybko przyciągnąłem Arianę do siebie tak, że teraz leżała na moim brzuchu.
- Zula zaczeka.. - szepnąłem - dzisiejszą noc mamy tylko dla siebie, nawet jeśli się uprzesz to ja cię nie puszczę - powiedziałem śmiejąc się cicho cały czas wpatrując się w dziewczynę.

<Ariana?>