24 lipca 2017

Od Tobirayi Cd Avella / Świta księżniczki


Jak tylko księżniczka została zaatakowana, ruszyłem w bój dając tym samym moim ludziom rozkaz do rozpoczęcia walki. Nie trzeba było im dwa razy powtarzać. Każdy z nich to urodzony wojownik. Najlepsi w swoim fachu. Żołnierze, najemnicy, mordercy, magowie... Każdy z nich ma szemraną przeszłość. Każdy z nich utracił coś lub kogoś przez Ciernia, dlatego razem ze mną i moim rodzeństwem, postanowili przeciwstawić się jego tyranii. Tak właśnie powstał ruch oporu, słynne Podziemie. Może nie jest nas dużo, ale małą armią możemy się nazwać, no i ta właśnie armia za niedługo zjawi się na Eter, by odeprzeć atak wroga. Jednak nim to nastąpi, moim zadaniem będzie utrzymanie miasta tak długo, jak to tylko możliwe. Nie pozwolę Cierniowi przejąć Smoczych Wysp. Eter to moja ojczyzna, to mój dom. Dziedzictwo pozostawione przez moich przodków. To obowiązek chronić Eter, mój święty obowiązek. Tak samo jak mojego rodzeństwa. To tutaj wszystko się zaczęło. Cała historia, cała legenda!
Sięgnąłem po swój mecz. Ten, który dostałem od ojca w dniu, kiedy składałem swoją przysięgę wstępując do eterskiej armii. Oboje z mamą byli tacy dumni, wręcz pękali z dumy. Matayas i Oktay, zwłaszcza Okeś, zazdrościli, że ja jako pierwszy mogłem zostać pełnoprawnym żołnierzem. Soraya cieszyła się razem ze mną i Katsuyą tak samo. Ich dwójka była jeszcze dziećmi...
Soraya.., jak ty szybko dorosłaś! Wtedy miałaś trzynaście lat, a Katsuya siedem. Na bogów, jak ten czas leci...
-- Księżniczko! Proszę nie narażać swojego życia! Pozwól, że ja i moi ludzie to załatwimy...! -- siekając kolejne pomioty w kilka sekund przebiłem się przez zastęp tych pokrak, by znaleźć się tuż przy księżniczce. -- Pani, powinnaś udać się do Akademii, pokazać się żołnierzom. Jak zobaczą cię, to uwierzą, że ta wojna może skończyć się naszą wygraną. Euros zapewne ma ci wiele do przekazania...
Białowłosa dziewczyna spojrzała na mnie lekko niepewnie. Widziałem w jej oczach chęć walki, jednak jako księżniczka ma pewne zobowiązania. Teraz to ona jest głową Dragoso, to ona stanie się naszą władczyniom. Powinna zadbać o siebie. Kiedy nadejdzie kres wojny, będzie potrzebna ludziom. W niej będą pokładać swoje nadzieje.
-- Pani, nie powinnaś ryzykować własnego życia, od tego są żołnierze, armia. Ty masz inne powinności. -- Spojrzałem poważnie na młodziutką księżniczkę. Jest naprawdę młoda, rwie się do walki, jednak ktoś taki ona, szlachetnie urodzony, winien znać swoje obowiązki. Znać swoje miejsce. Nie czekając na jej odpowiedź, ruszyłem dalej w bój. Dla mnie taka potyczka to jak odebranie dziecku cukierka. Pomioty nie stanowią dla mnie żadnego wyzwania, gdyby to byli jacyś wyszkoleni najemnicy czy magowie, wtedy mógłbym pokazać odrobinę swoich umiejętności. Jednak na pomioty wystarczy mój niezawodny miecz. Nigdy mnie nie zawiódł. Jego klinga, wykonana ze specjalnego stopu metali zmieszanego ze smoczym kryształem jest praktycznie niezniszczalna oraz odporna na wszelaką magię. Katana cięła przeciwników równo, nie oszczędzając żadnego pomiota. Po niecałej godzinie walki, udało nam się dotrzeć bo wrót Akademii. Ludzie księżniczki chronili ją najlepiej jak potrafili, dzięki czemu moja interwencja nie była potrzebna. Jak tylko dostaliśmy się do środka, podziękowałem za wspólny bój, ukłoniłem się przyszłej królowej i sam udałem się do miejsca, gdzie mój wewnętrzny głos podpowiadał bym się udał. Zmysł starszego brata nakazał mi biec do skrzydła szpitalnego.
Wpadłem do środka niczym tornado. W środku ujrzałem kilkoro znanych mi już osób, w tym Matayasa, którego minąłem w progu, Oktaya siedzącego przy łóżku na którym, trzymana przez jakiegoś gościa była, ledwo żywa Soraya. Moja młodsza siostrzyczka, moja Soruś. Na jej widok nogi aż się pode mną ugięły. W tak kiepskim stanie nie widziałem jej od ponad dwóch lat. Nie zważając na protesty pielęgniarzy, elfickich medyków, podszedłem do mojej jedynej siostry i nie patrząc na nic, odepchnąłem od niej wszystkich, zamykając ją w swoich ramionach.
-- Siostrzyczko, wybacz mi... Wybacz mi, że cię na to wszystko naraziłem...

< Wszyscy? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz