Nadszedł czas, bym i ja oddał trochę własnej krwi Sor. Jej stan pogorszył się. Za długo przebywa już w świecie snów. Zaczynam się poważnie niepokoić. Istnieje szansa, że już się z niego nie wybudzi. Każda kolejna godzina przybliża ją do zapadnięcia w śpiączkę farmakologiczną lub, nie daj Bóg, śmierć. Nie przeżył bym tego, gdyby i jej zabrakło. Przecież to moja ukochana siostra. To Dreyar, jedyna z całej czwórki, która posiada talent naszej rodziny. Która jest w połowie boską istotą. Z tysiąc razy mi powtarzała, że nie jest żadnym półbogiem, może to prawda. Ale ja i tak wiem swoje. Ona jest czymś więcej niż zwyczajną ludzką kobietą, i już niedługo wszyscy się o tym przekonają. Tata kiedyś powiedział, że jak będzie gotowa to geny same się w niej przebudzą. Że jej prawdziwa natura przemówi. Widziałem w akcji mojego ojca raz, kiedy napadli na nas w naszym domu. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego, a byłem świadkiem tego, jak Tobiraya uczył się posługiwać swoją magią błyskawic i przemiany w niedźwiedzia., także nikt mi nie wmówi, że legenda o Gromowładnym Dreyarze to bajeczka na dobranoc.
Wracaj do życia siostrzyczko, potrzebujemy cię...
Pielęgniarka podłączyła mnie do tych wszystkich rurek i kabelków na łóżku obok faceta, który razem z Sor jest uwięziony w świecie snów. Przyjrzałem się mu bliżej, ponieważ dopiero teraz miałem okazję zrobić to dokładnie.
Białe włosy, wyraźne rysy twarzy. Z pewnością nie ma nawet trzydziestu lat, góra dwadzieścia siedem, może osiem, czyli wiek Tobirayi. Choć pogrążony we śnie, jego gęba ani na sekundę się nie ruszyła. Pozostaje niewzruszona, niemal zimna. Wyczuwam jego energię, jest taka wyrazista, silna, wyróżniająca się na tle innych, zebranych w sali szpitalnej. Po prostu potężna, i co najdziwniejsze, chyba..., chyba miesza się z tą, należącą do mojej siostry. Dopasowują do siebie. Zadziwiające...
Ten gościu jest jakiś dziwny, ale w pozytywnym sensie. Ciekawi mnie jego przypadek, ciekawi mnie kim on jest. Co tu robi? Po co tu jest? Czy coś go łączy z moją siostrą? Gdyby tak nie było, nie zasłoniłaby go własnym ciałem we śnie. Co tu się wydarzyło pod naszą nieobecność..?
Postanowiłem, iż dowiem się tego. Dowiem się wszystkiego i wyjaśnię kilka kwestii. Rozwikłam te zagadki, rozgryzę tego całego Białowłosego. Bo kto wie? Może czegoś chce od Sorayi? Młoda nie jest głupia, nie dałaby się podejść byle komu, zwłaszcza takiemu lalusiowi. Ale trzeba przyznać, iż gościu jest nawet nawet. Pewnie nie jedna się ślini na jego widok.
Postanowione. Białasie, szykuj się, bo będę cię mieć na oku.
Mijały minuty. Patrzyłem jak czerwona ciecz przez przejrzyste, plastikowe przewody przepływa z moich żył do woreczka, uwieszonego na specjalnym stojaku tuż obok mojego łóżka. Pół litra życiodajnego płynu ubyło ze mnie. Czułem się trochę dziwne, jednak nic nie stało na przeszkodzie, bym oddał drugie tyle. Soraya straciła jej ponoć całe mnóstwo. Zresztą, cała szpitalna pościel, w którą została opatulona jest skąpana we krwi. Na pierwszy rzut oka wygląda to okropnie. Jakby zarzynano tu świnię, a nie przeprowadzano operację. Gdyby to Tobiraya ujrzał, zacząłby panikować, szukać winnych. Pewnie Mat zareagował podobnie, w sumie to on jest najbardziej z naszej trójki zaborczo nastawiony do Sor. Niczym ojciec nie dopuszcza do niej żadnego męskiego osobnika. Ostatnim, który zdobył jego zaufanie był Miguel, ale z nim... Stało się jak stało. Sam byłem w szoku jak się dowiedziałem, jednak na miejscu Sorayi też bym tak postąpił, z tym, że ja bym go zakuł jeszcze w dyby i patrzył jak kona z głosu i pragnienia.
Czas płynie, a ja nadal leżę na tym je***** łóżku. Mam wielką ochotę wstać, podejść do Sor i siłą wywlec ją z tego koszmaru. Chcę znowu ją do siebie przytulić, usłyszeć jak narzeka na wszystko. Jest wtedy taka podobna do mamy. Niektóre gesty potrafi wykonać tak samo jak ona. Tęsknię za nią, za ojcem, Katsuyą... Za czasami, gdzie cała nasza siódemka wiodła szczęśliwe życie, z dala od wojen. Co z tego, że czasami nas wyzywano od bękartów, pomyłek losu. Mieliśmy siebie i to nam wystarczało. Rodzice dawali nam to, czego potrzebowaliśmy.
Pamiętam, iż samemu nie wolno nam było chodzić do miasta. Dzieci stamtąd nas zaczepiały, wyzywały, a czasami zdarzało się, że i nawet rzucały w nas kamieniami.
Mimo wszystko, zdecydowanie wolę tamte czasy od tych, w których przyszło nam żyć dziś. Nasza najbliższa przyszłość stoi pod coraz większym znakiem zapytania. Cierń rośnie w siłę z każdym kolejnym dniem. Liczba jego sprzymierzeńców wrasta. On sam pała chęcią zemsty. Nie tylko na poległym królu, ale na mojej rodzinie, bo przecież to Dreyarowie razem z Axallami posadzili na tronie Oberotta. Tak zdecydował ktoś od nas. Axallom było obojętne, kto obejmie władze. Wybór był oczywisty. Rodzina Oberotte została królewską rodziną, zaś moja miała stanąć na straży pokoju. Tak, jak zażyczyli sobie tego Bogowie. Oni mają nas w swojej opiece, bo jak zostało powiedziane, dopóki choć jeden Dreyar chodzi po ziemi Dragoso, Bogowie będą strzec tych ziem. Zwłaszcza wyspy Eter, gdzie wszystko się zaczęło. Gdzie narodziła się legenda o mojej rodzinie, a także wiele innych.
-- Jak tam? -- Niespodziewanie do mojego łóżka podszedł Matayas. Spojrzałem na niego nieco nieprzytomnym wzrokiem.
-- Spoko. Jakoś leci... -- westchnąłem bez przekonania. Wodziłem oczami po zebranych tu osobach. Po chłopakach obecnych przy rudej dziewczynie, po Arrow i jej przyjacielu, po medykach, Adris, Are..., aż wreszcie moje czarne ślepia spoczęły na białowłosym gościu, na łóżku sąsiadującym z moim. Kim jesteś, Białasie?
< Kto chce, niech odpowie. >
Wracaj do życia siostrzyczko, potrzebujemy cię...
Pielęgniarka podłączyła mnie do tych wszystkich rurek i kabelków na łóżku obok faceta, który razem z Sor jest uwięziony w świecie snów. Przyjrzałem się mu bliżej, ponieważ dopiero teraz miałem okazję zrobić to dokładnie.
Białe włosy, wyraźne rysy twarzy. Z pewnością nie ma nawet trzydziestu lat, góra dwadzieścia siedem, może osiem, czyli wiek Tobirayi. Choć pogrążony we śnie, jego gęba ani na sekundę się nie ruszyła. Pozostaje niewzruszona, niemal zimna. Wyczuwam jego energię, jest taka wyrazista, silna, wyróżniająca się na tle innych, zebranych w sali szpitalnej. Po prostu potężna, i co najdziwniejsze, chyba..., chyba miesza się z tą, należącą do mojej siostry. Dopasowują do siebie. Zadziwiające...
Ten gościu jest jakiś dziwny, ale w pozytywnym sensie. Ciekawi mnie jego przypadek, ciekawi mnie kim on jest. Co tu robi? Po co tu jest? Czy coś go łączy z moją siostrą? Gdyby tak nie było, nie zasłoniłaby go własnym ciałem we śnie. Co tu się wydarzyło pod naszą nieobecność..?
Postanowiłem, iż dowiem się tego. Dowiem się wszystkiego i wyjaśnię kilka kwestii. Rozwikłam te zagadki, rozgryzę tego całego Białowłosego. Bo kto wie? Może czegoś chce od Sorayi? Młoda nie jest głupia, nie dałaby się podejść byle komu, zwłaszcza takiemu lalusiowi. Ale trzeba przyznać, iż gościu jest nawet nawet. Pewnie nie jedna się ślini na jego widok.
Postanowione. Białasie, szykuj się, bo będę cię mieć na oku.
Mijały minuty. Patrzyłem jak czerwona ciecz przez przejrzyste, plastikowe przewody przepływa z moich żył do woreczka, uwieszonego na specjalnym stojaku tuż obok mojego łóżka. Pół litra życiodajnego płynu ubyło ze mnie. Czułem się trochę dziwne, jednak nic nie stało na przeszkodzie, bym oddał drugie tyle. Soraya straciła jej ponoć całe mnóstwo. Zresztą, cała szpitalna pościel, w którą została opatulona jest skąpana we krwi. Na pierwszy rzut oka wygląda to okropnie. Jakby zarzynano tu świnię, a nie przeprowadzano operację. Gdyby to Tobiraya ujrzał, zacząłby panikować, szukać winnych. Pewnie Mat zareagował podobnie, w sumie to on jest najbardziej z naszej trójki zaborczo nastawiony do Sor. Niczym ojciec nie dopuszcza do niej żadnego męskiego osobnika. Ostatnim, który zdobył jego zaufanie był Miguel, ale z nim... Stało się jak stało. Sam byłem w szoku jak się dowiedziałem, jednak na miejscu Sorayi też bym tak postąpił, z tym, że ja bym go zakuł jeszcze w dyby i patrzył jak kona z głosu i pragnienia.
Czas płynie, a ja nadal leżę na tym je***** łóżku. Mam wielką ochotę wstać, podejść do Sor i siłą wywlec ją z tego koszmaru. Chcę znowu ją do siebie przytulić, usłyszeć jak narzeka na wszystko. Jest wtedy taka podobna do mamy. Niektóre gesty potrafi wykonać tak samo jak ona. Tęsknię za nią, za ojcem, Katsuyą... Za czasami, gdzie cała nasza siódemka wiodła szczęśliwe życie, z dala od wojen. Co z tego, że czasami nas wyzywano od bękartów, pomyłek losu. Mieliśmy siebie i to nam wystarczało. Rodzice dawali nam to, czego potrzebowaliśmy.
Pamiętam, iż samemu nie wolno nam było chodzić do miasta. Dzieci stamtąd nas zaczepiały, wyzywały, a czasami zdarzało się, że i nawet rzucały w nas kamieniami.
Mimo wszystko, zdecydowanie wolę tamte czasy od tych, w których przyszło nam żyć dziś. Nasza najbliższa przyszłość stoi pod coraz większym znakiem zapytania. Cierń rośnie w siłę z każdym kolejnym dniem. Liczba jego sprzymierzeńców wrasta. On sam pała chęcią zemsty. Nie tylko na poległym królu, ale na mojej rodzinie, bo przecież to Dreyarowie razem z Axallami posadzili na tronie Oberotta. Tak zdecydował ktoś od nas. Axallom było obojętne, kto obejmie władze. Wybór był oczywisty. Rodzina Oberotte została królewską rodziną, zaś moja miała stanąć na straży pokoju. Tak, jak zażyczyli sobie tego Bogowie. Oni mają nas w swojej opiece, bo jak zostało powiedziane, dopóki choć jeden Dreyar chodzi po ziemi Dragoso, Bogowie będą strzec tych ziem. Zwłaszcza wyspy Eter, gdzie wszystko się zaczęło. Gdzie narodziła się legenda o mojej rodzinie, a także wiele innych.
-- Jak tam? -- Niespodziewanie do mojego łóżka podszedł Matayas. Spojrzałem na niego nieco nieprzytomnym wzrokiem.
-- Spoko. Jakoś leci... -- westchnąłem bez przekonania. Wodziłem oczami po zebranych tu osobach. Po chłopakach obecnych przy rudej dziewczynie, po Arrow i jej przyjacielu, po medykach, Adris, Are..., aż wreszcie moje czarne ślepia spoczęły na białowłosym gościu, na łóżku sąsiadującym z moim. Kim jesteś, Białasie?
< Kto chce, niech odpowie. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz