( song dla klimatu ----> Nach )
Gdzieś tam, na terenie akademii, w śród licznych wież strzelistych istniała jedna, wyjątkowa, ta najwyższa, najbardziej oddalona, w której samotne życie wiodła pewna dziewczyna z roztrzaskanym na miliony kawałeczków sercem.
Każda cegiełka była przesiąknięta jej łzami bólu.
Istniało dla niej tylko jedno uczucie, rozpacz. Raniona od urodzenia, po licznych tragediach, nie potrafiła już się podnieść, żyć. Jednak nie potrafiła też umrzeć. Więc odeszła w inny sposób.
Uciekła w zapomniane miejsce. Tam, gdzie nikt nie będzie szukał bowiem zanim zdążyłby dotrzeć choćby do drzwi, zostałby pochłonięty przez tajemnice. Były to rzeczy straszne, o których tylko nieliczni wiedzieli. I niekoniecznie chcieli się tym podzielić. Prawdę powiedziawszy ona nie istniała, ta wieża była czymś co chciano wymazać. Dlaczego nie zniszczyć? To już inna historia.
Każdego dnia, rano i wieczorem, sprawdzała czy drzwi jej komnaty są szczelnie zablokowane tak, by była zamknięta na świat. A także świat na nią. Lecz niestety zbyt wiele wiedziała. Zatrzymała nić swojego przeznaczenia na pewien czas, ale nie reszty świata. Kiedy nie płakała nad wspomnieniami swojego minionego życia to resztki jej serca krwawiły nad nieuniknionym, nad nadchodzącą śmiercią i spustoszeniem, nad zbliżającą się tragedią.
Czy oni wiedzieli? Czy zdawali sobie sprawę, że nie obędzie się bez ofiar? Ilu zginie, ilu zostanie rannych, ilu samych dokona swojego żywota w wyniku obłudy, rozpaczy. Ilu z nich oszaleje. Wojna trwała cały czas.
Zadawała sobie te pytania każdej nocy kiedy siadywała w oknie z widokiem na główne budynki i patrzyła. Podziwiała, współczuła. Płakała nad ich losem. Ona już nie istniała. Nic gorszego nie mogło jej spotkać.
Niby odcięta od świata, świat od niej, a jednak wiele wiedziała. Nieszczęsny los jej i innych żywych istot. Przeklęty ród Dreyar, przeklęty ród Pierce.
Mimo oddzielenia od nich potężną granicą potrafiła wyczuć ich strach. Działo się coś złego. Czy ona była zła? Bo wiedziała ale nie pomagała?
Żałosna ona. Kolejny strumień łez spływający na kamienne podłoże. Cierń nie był jej straszny. Nigdy nie będzie. Istnieje dla niej tylko rozpacz.
Czy ktoś ja uwolni? Musiałby potrafić latać. Inaczej zginie. Ona potrafiła, ale nie mogła. Nie teraz. Pozostawiona sama sobie będzie trwać w rozpaczy na wieczność.
(Nach taka to mała zapowiedź, może postaci, może tego co się stanie, hihihi)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz