Dobrze wiem, co ta gnida ma na myśli. Niedoczekanie jego! Nie pozwolę jeszcze jemu wejść mi w paradę. Wystarczy, że z Orionem muszę się męczyć. Zazgrzytałem zębami. Samo wspomnienie tego pajaca wywołuje u mnie odruch wymiotny. Boże, jak ja go nienawidzę...
Posłałem Miguelowi spojrzenie podobne do tego, które chwile temu on sam mi zaserwował.
-- Co ci bezkarnie zabrałem..? Nie przypominam sobie nic takiego... -- Zacząłem się droczyć z facetem, jednocześnie przyciągając do siebie mocniej Arianę. Spojrzałem w lewo i chyba mi się zdawało, ale widziałem Zulę?
-- Dobrze wiesz o czym mówię. Tylko czekałeś aby ją ode mnie odciągnąć, aby mi ją zabrać. W końcu ci się udało, ale widzę, że zacząłeś gustować w nastolatkach. -- Słowa Miguela zabrzęczały w mojej głowie, jednak przestałem go słuchać. Puściłem Ariś i szybkim krokiem udałem się w miejsce, gdzie dostrzegłem blond włosy Zuzu, a przynajmniej tak mi się zdaje, że to jej włosy. I miałem rację. W ostatniej chwili zdążyłem ją złapać, nim dziewczyna upadła na podłogę. Bez słowa wziąłem ją na ręce najdelikatniej jak potrafiłem, po czym ruszyłem w stronę mojego pokoju. Po drodze minąłem Arianę i Miguela. Temu debilowi posłałem zimniejsze od lodu spojrzenie.
-- A tak, już sobie przypomniałem. Soraya nigdy nie była i nie będzie twoja. -- Na odchodne uśmiechnąłem się uroczo. -- Ariś, idziemy. -- Zarządziłem odwrót. I tak nie dałbym rady patrzeć dłużej na tą jego obślizgłą mordę...
Ariana otworzyła drzwi do mojego pokoju, zaś ja wszedłem do środka i położyłem omdlałą Zulę na moim zaścielonym łóżku. Poleciłem Arianie, by poszła na oddział i poinformowała, iż blondynka jest obecnie w moim pokoju, i że sam się nią zajmę. Brunetka kiwnęła jedynie głową i wyszła. Ja natomiast położyłem się obok Zuzu bokiem, wsparłem się na łokciu. Zacząłem się jej przyglądać. Wolną ręką zacząłem odgarniać jej uciekające kosmyki za ucho. Później, nie mogąc się powstrzymać, zacząłem głaskać jej policzek. Jest piękna, taka promienna. Nawet gdy śpi. Niczym wiecznie błyszczące słońce..
< Zula? Ariana? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz