Opuściłem salę. To naprawdę się stało. Udało mi się zostać Smoczym
Jeźdźcem. Moja twarz uśmiechała się tak szeroko. Przed salą czekał na mnie
Kuro. Cat Sith się powiększył i pozwolił mi usiąść na jego grzbiet razem z
nowym jajem. Zacząłem myśleć nad imieniem dla Smoczycy. Kuro wolnym krokiem
ruszył ku mojemu pokoju. Telepatycznie gratulował mi i prosił, abym jednak nie
zapomniał o nim. Przewróciłem oczami i go zapewniłem, że zawsze znajdę czas dla
kochanego kota. Ten przeciągle miauknął, a raczej ryknął. Podejrzewam, że
słyszały go z dwa piętra. Miałem chęć wybrać się na lekki spacer do miejsca,
gdzie z chęcią bym się przemienił. Razem z Kuro wyruszyliśmy do pokoju. Nie
minęła chwila, a my znaleźliśmy się na górze. Jajo ułożyłem na poduszce, a sam
szybko się ogarnąłem. Przeciągnąłem się i sprawdziłem czy ostrze jest na pewno
bezpieczne w skarpecie. Wziąłem głęboki wdech. Kuro po zmniejszeniu wskoczył na
moje ramię, a Amaimon stanął przy mojej nodze. Lekko się uśmiechnąłem. Spojrzałem
ostatni raz na jajo i wyszedłem z pokoju. Zamknąłem drzwi i opuściłem Akademię.
---
Po kilku chwilach znalazłem się na ogromnej Łące. Wziąłem
głęboki wdech i przeciągnąłem się. Kuro zeskoczył z mojego ramienia i zaczął
biegać z Amaimonem. Ja za to rozłożyłem dłonie, a na moich plecach pojawiły się
ogromne, czarne, kościste skrzydła z zieloną poświatą, które zaplotły się w
tzw. „kokon” i po chwili rozproszyły się, a ja wzleciałem do góry. Z kokonu
powstały opierzone, dość duże, czarne skrzydła. Wzlatując, wywinąłem korkociąg
i zacząłem latać wszerz i wzdłuż Łąki. Tak lubiłem przemianę… Jednak tą
kontrolowaną. Tej, której nie mam pod władzą, czasami się boję. Widząc zielone
pola, olśniło mnie! Moją smoczycę nazwę Sannass! Uśmiechnąłem się, pokazując
moje białe kły. Kuro się powiększył i zaczął skakać za mną z Amaimonem na
grzbiecie. Z dalszym uśmiechem wzleciałem ku górze i zamknąłem oczy, aby czuć
ten wiatr i ciszę, która była teraz na niebie. Kiedy otworzyłem moje zielone
oczy, spojrzałem na Akademię, unosząc się w tym samym miejscu na niebie.
Wziąłem głęboki wdech i spojrzałem na chmury. Chciałbym, aby zaczęło padać. Mimo
to, zrobiłem parę pionowych kółek, a potem poziomych i zleciałem na dół. Kiedy
stanąłem na ziemi, trawa wokół mnie zaczęła się kłaść. Lekko się otrzepałem,
przez co parę czarnych piór spadło na ziemię. Kuro zaczął chodzić wokół mnie, a
Amaimon zaczął warczeć. Nie wiedziałem o co chodzi, ale chwyciłem rękojeść
mojej katany. Wymówiłem mroczne zaklęcie, które zmieniło kolor mojego ostrza i
dało mu większą opływowość. Zacząłem się niespokojnie rozglądać. Lekko machałem
skrzydłami, aby w razie niebezpieczeństwa wlecieć do góry. Coś było nie tak, a
mój mroczno-anielski nos to wyczuł…
<Ktoś, coś? XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz