12 czerwca 2017

Od Akiry

Opuściłem salę. To naprawdę się stało. Udało mi się zostać Smoczym Jeźdźcem. Moja twarz uśmiechała się tak szeroko. Przed salą czekał na mnie Kuro. Cat Sith się powiększył i pozwolił mi usiąść na jego grzbiet razem z nowym jajem. Zacząłem myśleć nad imieniem dla Smoczycy. Kuro wolnym krokiem ruszył ku mojemu pokoju. Telepatycznie gratulował mi i prosił, abym jednak nie zapomniał o nim. Przewróciłem oczami i go zapewniłem, że zawsze znajdę czas dla kochanego kota. Ten przeciągle miauknął, a raczej ryknął. Podejrzewam, że słyszały go z dwa piętra. Miałem chęć wybrać się na lekki spacer do miejsca, gdzie z chęcią bym się przemienił. Razem z Kuro wyruszyliśmy do pokoju. Nie minęła chwila, a my znaleźliśmy się na górze. Jajo ułożyłem na poduszce, a sam szybko się ogarnąłem. Przeciągnąłem się i sprawdziłem czy ostrze jest na pewno bezpieczne w skarpecie. Wziąłem głęboki wdech. Kuro po zmniejszeniu wskoczył na moje ramię, a Amaimon stanął przy mojej nodze. Lekko się uśmiechnąłem. Spojrzałem ostatni raz na jajo i wyszedłem z pokoju. Zamknąłem drzwi i opuściłem Akademię.
---
Po kilku chwilach znalazłem się na ogromnej Łące. Wziąłem głęboki wdech i przeciągnąłem się. Kuro zeskoczył z mojego ramienia i zaczął biegać z Amaimonem. Ja za to rozłożyłem dłonie, a na moich plecach pojawiły się ogromne, czarne, kościste skrzydła z zieloną poświatą, które zaplotły się w tzw. „kokon” i po chwili rozproszyły się, a ja wzleciałem do góry. Z kokonu powstały opierzone, dość duże, czarne skrzydła. Wzlatując, wywinąłem korkociąg i zacząłem latać wszerz i wzdłuż Łąki. Tak lubiłem przemianę… Jednak tą kontrolowaną. Tej, której nie mam pod władzą, czasami się boję. Widząc zielone pola, olśniło mnie! Moją smoczycę nazwę Sannass! Uśmiechnąłem się, pokazując moje białe kły. Kuro się powiększył i zaczął skakać za mną z Amaimonem na grzbiecie. Z dalszym uśmiechem wzleciałem ku górze i zamknąłem oczy, aby czuć ten wiatr i ciszę, która była teraz na niebie. Kiedy otworzyłem moje zielone oczy, spojrzałem na Akademię, unosząc się w tym samym miejscu na niebie. Wziąłem głęboki wdech i spojrzałem na chmury. Chciałbym, aby zaczęło padać. Mimo to, zrobiłem parę pionowych kółek, a potem poziomych i zleciałem na dół. Kiedy stanąłem na ziemi, trawa wokół mnie zaczęła się kłaść. Lekko się otrzepałem, przez co parę czarnych piór spadło na ziemię. Kuro zaczął chodzić wokół mnie, a Amaimon zaczął warczeć. Nie wiedziałem o co chodzi, ale chwyciłem rękojeść mojej katany. Wymówiłem mroczne zaklęcie, które zmieniło kolor mojego ostrza i dało mu większą opływowość. Zacząłem się niespokojnie rozglądać. Lekko machałem skrzydłami, aby w razie niebezpieczeństwa wlecieć do góry. Coś było nie tak, a mój mroczno-anielski nos to wyczuł…

<Ktoś, coś? XD>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz