Między obfitymi w smaczną i kolorową florę ogrodami akademii przechadzałem się ja. Doprawdy tyle tu było tak bardzo smacznie wyglądających tulipanów, narcyzów, bratków. Mojemu przyjacielowi by się tu spodobało. No, ale on niestety przybędzie dopiero później ponieważ ktoś musi eskortować naszego pana. Ten zaszczyt przypadł jemu. Choć teraz jak patrzyłem na te cudownie pachnące kwiatki...
Nie! Miałem coś do zrobienia! Jak wypełnię powierzone mi zadanie to dostanę pyszną nagrodę. A musiałem znaleźć dyrektora tej przedziwnej placówki. Tak więc... ruszyłem w kierunku najbliższego wejścia.
***
Przemierzałem po raz setny ten sam korytarz... Chyba ten sam. Wszędzie wyglądało tak samo. Marmurowe kolumny, lśniąca posadzka, jakieś figury przedstawiające smoki i brzydkie człowiekopodobne coś. Współczułem temu co je wykonał. Sam biedak nie wiedział co czynił. Z pewnością nie był przy zdrowych zmysłach tworząc taką ohydę.
***
Zaczynałem wariować ze zmęczenia i głodu. A mogłem jednak zjeść te tulipany. Przynajmniej nie męczył bym się na głodnego. Aż skrzydła mi opadły z niemocy. Obraz się zamazywał. Toparo zapewne uznałbym, że po raz kolejny przesadzam. Ale jadłem tak dawno! Nawet nie pamiętam co to było!
-Ej!- usłyszałem nagle czyiś krzyk. Czyżby znalazł mnie mój przyszły karmiciel?
<ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz