Moja reakcja na pojawienie się przede mną czarnego tygrysa na pewno nie była spokojna. Że się przestraszyłam było dużym niedopowiedzeniem. O mało zawału nie dostałam na widok wielkiego, czarnego kota, który wyskoczył z zielonej korony dębu jak gdyby nigdy nic. Jednak nie uciekłam. Nie wiem sama nawet dlaczego. Może byłam zbyt głupia. Każdy inny człowiek na moim miejscu zaraz wziąłby nogi za pas, ale w sumie czy miałoby to sens? Ten wielki drapieżnik, jakim był tygrys, z łatwością dogoniłby swoją ofiarę jak tylko by chciał.
Przechyliłam głowę na bok i spojrzałam zwierzęciu w oczy. Prawie natychmiast przez moje ciało przeszła dziwna energia a przed oczami ukazał się dziwny obraz. W koniuszkach palców czułam dziwne pieczenie. Było na nim kilku ludzi. Większość postaci była zamazana tylko jeden odznaczał się wyraźną ostrością.
Niezwykle przystojny mężczyzna o niesamowitych mięśniach, wyraźnie zarysowanych przez obcisłe ubranie. Szczególnie widoczne były mięśnie brzucha podkreślone czarną, przylegającą do ciało bluzką. Wyróżniały go spośród innych znanych mi osób długie, czarne jak noc włosy sięgające aż do wąskich bioder. Nagle obraz znikł a ja poczułam niewiarygodne pieczenie na policzkach. Na siły natury zapewne wyglądałam jak pomidor! Aż moje włosy przybrały żółty kolor z zawstydzenia. Ten tygrys/mężczyzna nadal na mnie patrzył! A ja takie myśli!
Pokonałam jednak nieśmiałość i z lekkim wahaniem wyciągnęłam w stronę tajemniczej istoty rękę. Miałam nie sięgać po to co mam po rodzinie, ale w tym przypadku byłam nadto ciekawa aby trzymać się swojego postanowienia. Nie widząc w oczach tygrysa sprzeciwy zanurzyłam palce w jego miękkiej, czarnej sierści. Przymknęłam powieki po czym skupiłam się na na nim, a właściwie jego wnętrzu.
Doznania były nie do opisania. Uczucia szalały we mnie z zawrotną prędkością. Zapewne moje włosy zmieniały w bardzo szybkim tempie barwę i może nawet lekko świeciły. Nagle w sercu poczułam niewiarygodnie mocny uścisk, potem kłucie, a na końcu czysty ból. Ale wytrzymałam to ponieważ trwało to tylko kilka sekund, chociaż mnie wydawało się dłużej. Jednak to zawsze tak było. Wiedziałam co będę czuć zanim zrobiłam co zrobiłam. Czułam jak na moje czoło występują kropelki potu. Jeszcze chwilę, jeszcze tylko kilka sekund skupienia i...
Znalazłam to. Złoty płomień przeklętej, ludzkiej duszy tlił się w tym oto czarnym tygrysie. Nim się spostrzegłam po moich wciąż czerwonych policzkach, tym razem z wysiłku, zaczęły spływać łzy.
-Ja... - nie wiedziałam co powiedzieć. Mogłam tylko ocierać wciąż płynące łzy. To wszystko przez moją nadwrażliwość. Tak, to wszystko przez nią.
I dlaczego ja byłam taka ciekawska? Nie powinnam wtrącać się w cudze życie, szczególnie jeżeli jest związane z magicznymi problemami. Powinnam jak najszybciej uciec, ale nie potrafiłam. Coś mnie fascynowało w tej istocie/zwierzęciu/sexownym mężczyźnie o wyglądzie boga i przyciągało.
<Tygrysie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz