Zastanawiało mnie gdzie i po co zmierza tygrys. Ale najważniejszym pytaniem było dlaczego chciał mi towarzyszyć? Miałam mieszane uczucia. Szczególnie, że nie ufałam ani jemu, ani sobie. Kishana nie znałam w ogóle. Ot jako tygrys wyskoczył sobie z drzewa. Następnie zaprowadził mnie do ciemnego zaułka i się pyta czy może ze mną podróżować. Sama natomiast miałam taki mętlik w głowie i brudne myśli.
Starałam się nie patrzeć na cudownie umięśnione ciało mężczyzny. Wcale nie podziwiałam nietypowego, ale jakże egzotycznego, jak na te rejony ciemnego odcienia gładkiej skóry ani hipnotyzujących błękitem królewskim oczu. Nie zastanawiałam się jakby to było poczuć na swoich wargach smak jego pełnych, kształtnych ust w czasie intensywnego, pełnego pasji i namiętności pocałunku.
Podczas tego bardzo krótkiego czasu, w trakcie którego przedstawił się przy okazji w eleganckim geście całując mnie w dłoń stał zupełnie nagi. Chyba nawet nie zwracał sobie z tego sprawy. A ja umierałam z zawstydzenia i zachwytu. Jednak nie miałam wcale dziwnych wyobrażeń na temat naszego wspólnego... pocałunku! Ech... Kogo ja oszukiwałam. Moje włosy aż skręcały się od intensywności moich uczuć przybierając kanarkowy, żółty kolor. Moja twarz przypominała dorodnego pomidora.
Na szczęście Kishan nie zauważył tego ponieważ w tym samym momencie powracał do tygrysiej formy.
Musiało go to boleć. Rozrastające i kurczące się kości, zmiana kształtu. Mimowolnie znów zaczęłam ronić łzy. Wiedziałam co nieco o klątwach, a ta była z pewnością paskudna. Zdawałam sobie sprawę, że rzucający czar musiał być niezwykle potężnym czarnoksiężnikiem albo wielkim sabatem utalentowanych, zepsutych wiedźm. Niestety nie wiedząc nic ponadto co wyczułam przez te kilka sekund kontaktu fizycznego nie wiedziałam nic. Na ta chwilę nie byłam w stanie wymyślić choć tymczasowego rozwiązania czy tez ułatwienia. Teorię miałam w małym paluszku. Co innego nikłe pojęcie o przypadku i totalny brak praktyki.
Nagle moje serce opanowało czyste przerażenie. Co ja chciałam zrobić!?! Przecież nie chcę mieć niczego wspólnego z magią, szczególnie czarną! Nic co związane z moją rodziną. Zwłaszcza jeżeli było powodem jej zagłady, zniszczenia mi życia oraz spalenia całej wioski. A była pełna niewinnych ludzi. Mniej lub bardziej, ale jednak niewinnych.
Chwyciłam kosmyk włosów. Był mocno skręcony i granatowy. Taa... Momentalnie zrobił się normalny, niebiesko-czarny jak zwykle. Wszystko gdy poczułam delikatne pociągnięcie za rękaw bluzki.
Kishan patrzył na mnie złotymi, tygrysimi oczami, tak niepodobnymi do jego ludzkich, wyczekując odpowiedzi. Otworzyłam usta już usta by powiedzieć "tak", ale coś mnie powstrzymało. Musiałam chociaż przez chwilę trzeźwo pomyśleć. Nie znałam jego zamiarów. Nie wiedziałam czego tak naprawdę chciał. Nie wiedziałam o nim zupełnie nic!
-Tak- usłyszałam samą siebie. Do diabła z rozsądkiem! Już i tak najprawdopodobniej stąpałam jedną z jedna noga na cmentarzu.
Usłyszałam zadowolony pomruk wielkiego kota. Obym później tego nie żałowała. Rzuciłam mu krótkie spojrzenie i ruszyłam w stronę centrum miasta dziękując, że mimo wszystko mój towarzysz był pod postacią zwierzęcia.
Poniewaz każde wspomnienie jego ludzkiego wcielenia wywoływało u mnie natychmiastowe rumieńce i uczucie gorąca to nawet nie chciałam wiedzieć co jakby stał obok mnie jako człowiek. zachowywałabym się zapewne jak idiotka oraz non stop paliła buraka.
***
-Musze zabrać kilka rzeczy z karczmy, a z tygrysem u boku mogę mieć trudności- odezwałam się niepewna jego reakcji. Nie wiedziałam nawet czy się domyśli aluzji, ale chyba nieco go uraziłam bo patrzył na mnie z wzrokiem mówiącym "Chyba sobie żartujesz. Masz mnie za idiotę?". Odchrząknęłam.
-Wybacz. To dla mnie dość... niecodzienna sytuacja. Budynek jest niedaleko, więc niebawem wrócę- w przypływie impulsu pocałowałam go w czarny łepek i natychmiast pędząc w odpowiednią stronę, aby nie widział soczystych rumieńców, które pokryły moje policzki.
Pech chciał, że włosy na pewno mnie wydały kiedy po raz kolejny dzisiejszego dnia przybrały kanarkowy odcień żółci. Przeklęte kłaki!
<Kishan? Niedługo wrócę>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz