5 maja 2017

Od Winry

Akurat przechadzałam się po targowisku. Ryuu był głodny, więc poszłam po coś do jedzenia dla niego. Mały smok drzemał w tym czasie owinięty wokół mojej szyi. Gwar targowy sprawił, że prawie całkowocie zapomniałam o świecie. Uwielbiałam takie miejsca, miały swój urok. Po krótkiej chwili oddaliłam się od targu i przysiadłam na trawie, na skraju lasku.
- pora na coś dla ciebie Ryuu - uśmiechnęłam się do smoczka. Zanim jednak zdążyłam mu coś dać, ujrzałam przed oczami ciemność i poczułam ból z tyłu głowy.
...
Boli, boli głowa. Co to za uczucie? Czy ja siedzę? Nie mogę ruszyć rękoma i nogami, chyba są związane.. Po szybkim ogarnięciu się otworzyłam oczy. Ciemność, wszędzie ciemność. Minęło trochę czasu i moje oczy przyzwyczaiły się do tego. Wtedy, gdzieś w oddali dostrzegłam małą klatkę, a w niej smoka.
- Ryuu! - krzyknęłam a on w odpowiedzi... pisnął? Jak kolwiek można było ten dźwięk nazwać, nie ważne. Odpowiedział mi więc to był on. Z radości i za razem strachu aż lodskoczyłam na krześle.
- gdzie my jesteśmy? Ah.. to moja wina, byłam zbyt nieostrożna.. - szepnęłam i wtedy usłyszałam czyjeś kroki. Jakiś mężczyzna, najpierw zabrał klatkę ze smoczątkiem a później podszedł bliżej mnie.
- witaj panienko... - uśmiechnął się. Właśnie miał coś powiedzieć, lecz przerwałam mu.
- kim kolwiek jesteś, czego chcesz ode mnie i mojego smoka?! - zawołałam wściekle lecz mężczyzna tylko się zaśmiał.
- więc ta jaszczurka była twoja, co? Nie bój się, Cierń się nim dobrze zaopiekuje.. - odpowiedział i machnął klatką z biednym maluchem przed moją twarzą. W czasie kiedy się wypowiadał ja wyciągnęłam dłonie z lin. Chwała dla moich chudych dłoni. Zanim zdąrzył czwarty raz machnąć klatką, oberwał z pięści w twarz. Nie powaliło go to jednak. Tylko odwrócił głowę, lecz mimo to zdążyłam odebrać mu Ryuu. Posluesznie pobiegłam w stronę jakichś drzwi, lecz wtedy poczułam uderzenie w plecy, lecz tym razem nie dałam się powalić. Biegłam dalej. Słyszałam jaknten facet biegnie za mną kląc siarczyście. Nagle zamiast jego przekleństw, usłyszalam za sobą krzyk bólu. Czyżby ktoś mnie uratował? Nie wiem. Zmęczenie i brak tchu zaczynały mi już przysłaniać oczy. Za raz chyba padnę z nóg. Zdecydowanie muszę poprawić kondycję i walkę.
...
Czułam czyjeś silne ręce, a dziwnie znajomy głos cały czas próbował przywrócić mi przytomność, lecz po co otwierać oczy? Czułam się jak w najlepszym śnie, z którego nikt nie chce się budzić i nikt nie chce przerywać. Przynajmniej do czasu aż nie poczułam zapachu szpitala.
- jest nie nielrzytomna, ale oddycha. Została uderzona w głowę - słyszałam jak ktoś pokolei wymienia moje urazy. Powoli otwierałam oczy, lecz świat dalej był zamazany.
- proszę... proszę zawołać Adris - mruknęłam.
- Winry, trzeba ci opatrzyć głowę - poznałam  pielęgniarki.
- nie... mój smok, Ryuu jest ważniejszy, proszę wezwać Ardis, on jest troszkę poobijany - jęknęłam gładząc drobne łuski.
- proszę tak zrobić, skoro ona tego chce - ten głos.. na prawdę skądś go kojarzę, tylko kto...
Po chwili siedziałam już na łóżku. Pielęgniarka założyła mi bandaż, Adris sprawdzała, czy z małym jest wszystko w porządku. Będąc już w pełni przytomną i świadomą opowiedziałam co się stało. Po chwili odwróciłam się, by poznać tożsamość mego wybawiciela i wtedy moim oczom ukazał się... Edward. Tak! To na prawdę był on! Natychmiast podniosłam się z siedzienia i pobiegłam w stronę szklanych drzwi. Otworzyłam je i dosłownie rzuciłam się na przyjaciela.
- Ed! Ed, to na prawdę ty! - przytuliłam go.



<Edward? Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz