Więc Amarisa także chce się widzieć z naszą drogą Adris, w sumie to dobrze się składa, bo ja też chciałam do niej teraz iść. Naxia musi dostać swoje leki najszybciej jak to możliwe, poza tym mam z Adris do pogadania.
-- To pójdziemy razem, tylko wiesz, ogarnę się, bo z rana jestem nie do życia.. -- Jakby bez przekonania ruszyłam po schodach na dół, Właśnie w takich chwilach jak ta zastanawiam się, dlaczego nie zdecydowałam się zamieszkać w Akademii. Te schody z piekła rodem kiedy mnie wykończą, słowo daję. Nienawidzę ich. Przydreptałam jakoś do kuchni i wstawiłam sobie wodę na poranną herbatę. Kolejna rzecz jakiej nienawidzę, to kawa. Jak ludzie mogą pić to świństwo? Nie rozumiem tego... Zrobiłam gorący napój sobie i Amarisie, i jak to ja, w szufladzie wygrzebałam jakieś lizaki. Tak na marginesie, słodycze to chyba jedyna rzecz na świecie, za którą dam się pokroić. Zajadając się kanapką z kremem czekoladowy i popijając herbatką, spojrzałam na swój komunikator, który dostałam od Matayasa, jak wyruszałam do Dragoso.
O zgrozo..., 47 nieodebranych połączeń?! Bracia mnie zabiją.. Ale co mi tam, niech cierpią. Teraz wreszcie ich kolej. Zazwyczaj to ja nie mogłam się z nimi za żadne skarby skontaktować. Zaśmiałam się złośliwie pod nosem odkładając ustrojstwo na blat. Amarisa popatrzyła na mnie pytająco.
< Amarisa? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz