Przyjrzałam się dokładnie.
- tak, tam rzeczywiście coś jest... - mruknęłam bardziej do siebie - dosyć daleko, ale jest... dotarcie tam może nam zająć conajmniej pół godziny.. - określiłam - jest już południe. Trzeba będzie się pośpieszyć.
- najpierw się napijmy, z tego strumienia, nie wiadomo kiedy znowu nam się przytrafi okazja na coś do picia - stwierdziła Soraya. W odpowiedzi kiwnęłam głową i ruszyłam w dół.
Kiedy byłyśmy już na ziemi, sprawdziłyśmy czy woda nie jest zatruta, po czym zaczerpnęłyśmy ile się dało i ruszyłyśmy.
...
Minęło dużo czasu, trochę więcej niż się spodziewałam, jednak ważne, że dotarłyśmy przed zachodem. Przez gałęzie drzew prześwitywał nasz cel, lecz nadal trudno było określić czy to na pewno firteca.
<Soraya? Forteca, czy zmyłka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz