Zabijałyśmy pomioty ile się dało, lecz było ich co raz więcej. Jeszcze trochę i będziemy odciętę od ucieczki do fortecy, na dodatek skończyły mi się strzały. Razem z Sor spojrzałyśmy na siebie porozumiewawczo. Ona sięgnęła drugi miecz, a ja chwyciłam za swój. Kiwnęłyśmy do siebie głowami i ruszyłyśmy. Ja zabijałam tych, którzy pojawiali się przed nami a Soraya tych, którzy byli za nami. Wbiegłyśmy do środka i pobiegłyśmy do mniejszych korytarzy. Nie minęła chwila i znowu ich zobaczyłyśmy. Nasza przewaga była taka, że my dwie mieściłyśmy się tam idealnie i bez przeszkadzania sobie w walce a oni, poniważ są więksi, mieli z tym większy problem.
<Soraya? Teraz to nie mają szans>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz