Popatrzyłam na Winry z uśmiechem. To, że się o mnie martwi sprawiło, że poczułam znajome ciepło w środku. Moi bracia też się o mnie martwią, na każdym kroku, choć jestem od nich lepsza. Zabiłam więcej ludzi, niż oni razem wzięci.., ale to już historia na inny dzień.
-- Dobra Winry, zróbmy swoje i przejdźmy dalej. Co ty na to? -- spytałam wyciągając dłoń do dziewczyny tak, by mogła mi przybić piątkę. Uśmiechałam się szeroko, już nie mogłam się doczekać, aż skopiemy tyłki tym pomiotom.! -- Do dzieła, laska.!
Kiedy przybiłyśmy sobie piątkę, ramię w ramię ruszyłyśmy do boju. W międzyczasie zauważyłam, jak moja bransoletka dziwnie miga. Sprawdziłam co się dzieje i okazało się, że moje ciało szybko traci krew. To nie dobrze, wręcz fatalnie. Chyba ostatnie serum od Tobirayi okazało się za silne. Postanowiła, to na razie zignorować. Zauważyłam, jak jeden z pomiotów chciał podciąć mi nogi. Skoczyłam do góry, odbiłam się od jego wyciągniętego miecze i robiąc salto nad wrogiem, odcięłam mu głowę. Nic prostszego..!
Walczyłyśmy dalej, Winry dzielnie sobie radziła. Z łukiem szło jej znakomicie, nie wiem czemu, ale poczułam się dumna. Cieszyłam się, że jest razem ze mną.
Pomiotów przybywało, czego się spodziewałam. Jeden z nich drasnął mnie w lewę ramię, ale to nic poważnego. Kątem oka cały czas miałam Winry na widoku. Jak tylko jakiś patałach się do niej zbliżył od tyłu, pozbawiałam go głowy. Jak na razie szło nam dobrze, aczkolwiek liczba ciernistych ścierw nie malała. Chyba nadszedł czas na wejście na kolejny poziom walki. Nie chciałam tego robić, ale nie mam wyjścia. Sięgnęłam po drugi miecz.
< Winry? Co teraz zrobimy? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz