14 maja 2017

Od Sorayi Cd Alora / Orion

Alora uspokoiła się nieco, lecz nadal była potwornie blada. Niemal jak ja, tyle, że ja od urodzenia mam tak jasną karnację. Dziewczyna potarła mnie po ramieniu pytając, czy wszystko w porządku. Na dodatek podszedł do nas wielki, biały lew, który połasił się o moją nogę i mruknął na mnie cicho. Moją pierwszą reakcją na okazaną mi troskę było parsknięcie śmiechem. Podeszłam do najbliższej ściany i osunęłam się po niej w dół. Zimno i wilgoć tego przeklętego miejsca przytłaczały mnie. Zgniatały jak malutkiego robaczka. 
-- Nie jest w porządku.. -- wydusiłam z siebie po kilkuminutowej ciszy. -- Nic a nic nie jest ku*** w porządku! -- krzyknęłam na cały korytarz. Moja frustracja zaczęła osiągać swój limit. Zrezygnowana ukryłam twarz w dłoniach, zaś w mojej głowie elementy tajemniczej układanki zaczęły się łączyć w całość. Spojrzałam na lwa, w jego oczy. Były dziwnie znajome. Ta powaga, pewność siebie oraz zadziorność.., czyżby to był Orion? Wyczuwam w tym zwierzęciu niemal identyczną energię, co w białowłosym. Niewykluczone, że chłopak może być magiem, zupełnie jak mój najstarszy brat.
-- Zdajesz sobie sprawę z tego, że najprawdopodobniej tutaj utknęliśmy? -- spytałam patrząc prosto na Alorę. Postanowiłam nie dać po sobie poznać, że podejrzewam jakoś tego lwa. -- Ktoś, i chyba nawet wiemy kto, trzyma nas tu uwięzionych, i skoro, jest w stanie to robić, musi być blisko Eter. Wiesz co to znaczy, Alora? -- znowu spytałam tylko dziewczynę. W jej oczach widziałam, że także już domyśla się czegoś. -- Jeśli się same stąd nie wydostaniemy, umrzemy we śnie. Ty z powodu serca i trucizny, którą masz w sobie, a ja wykrwawię się na śmierć na łóżku szpitalnym. 

< Alora? Orion? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz