Doprawdy... Orion coś przeskrobał! Ale byłem niesamowicie ciekawy do czego doszło między moim braciszkiem a czarnowłosą pięknością. I jaką ważną rzecz posiadał dla panienki Dreyar, że ta miała aż tyle mordu w oczach. Jednak czułem, że tę młodą damę coś ciągnie do el Diablo. Tyle pasji w oczach!
Niemniej musiałem się pośpieszyć. W końcu czekał na mnie mój mały kapturek... Cieszyłem się, że żyje. Nie wiem co bym zrobił w przypadku jej śmierci. Była dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałem.
***
Wędrowałem korytarzami akademii w poszukiwaniu... no właśnie... kogoś. Zupełnie nie znałem drogi, a żadnej mapy nie miałem. Chociaż cząstkowe informacje o tym miejscu było ciężko zdobyć, co dopiero plan. Eh... Nici z szybkiego powrotu do Naxi. Będę musiał się nieźle tłum...
-REO!!!- aż wzdrygnąłem się na dźwięk tego głosu. Szukałem braciszka, ale on mnie szybciej znalazł. Nieco spięty odwróciłem się do Oriona, który mordował mnie wzrokiem. Co ja znowu zrobiłem?
-Mamy do porozmawiania- zaczął tym swoim zimnym tonem, od którego niejednej osobie krew w żyłach zamarzała. Czasem potrafił być tak przerażający właściwie nie robiąc niczego specjalnego.
Poczułem nagle, że coś mnie ciągnie za kołnierz. Czyżby Orion już nie wytrzymał i po wydobyciu ze mnie informacji okrutnymi torturami chciał mnie zakopać w krzakach? Masz ci mój los. Będę tęsknił kapturku!
Jednak chwilę zostałem ciągnięty. Nawet się nie opierałem bo po co. I tak nie miałem z el Diablo szans. Ale jednak nie zostałem zaciągnięty w krzaki. Wprost przeciwnie... Staliśmy właśnie przed wielkimi, okazałymi drzwiami, które zdobiły liczne złote zawijasy, klejnoty. Aż zapierało dech w piersiach.
W mgnieniu oka znaleźliśmy się po drugiej stronie.
Komnata była jeszcze piękniejsza niż drzwi. Musiałem wstrzymać oddech z zachwytu. Jednak jedna rzecz mnie zdziwiła... Na środku sali na bardzo licznych marmurowych kolumienkach stały/leżały przeróżne jaja o różnej wielkości, kolorze i zapewne fakturze. Były o wiele bardziej cudowniejsze niż te przeklęte drzwi czy sama komnata.
Brat puścił mnie w końcu i mogłem się wyprostować.
-Em... to co ja tutaj robię?- udawałem głupiego żeby tylko zdenerwować białowłosego. Nic mi nie mógł zrobić ponieważ tuż obok nas pojawiła się elfka, cudowna dama, a zarazem smocza opiekunka Adris.
-Witam piękną panią- ukłoniłem się i pocałowałem kobietę w rękę.
<Orionie? Adris piękna damo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz