Udaliśmy się na zachód. Nie mieliśmy co tracić czasu. Trzeba było jak najszybciej znaleźć twierdzę i zdobyć jakąś broń. Żadne z nas nie chciało zginąć a marnowanie czasu z pewnością nie sprzyjało temu.
Słońce nadal potwornie grzało aż musiałem zdjąć płaszcz. Ledwo co cokolwiek widzieliśmy przez jasne promienie. Co jakiś czas przemykało obok nas z dużą prędkością jakieś zwierze, zebry, antylopy i czasami przelatywały nad nami ptaki.
W pewnym momencie nad nami pojawiły się sępy. Zapewne czekające aż ich obiad umrze lub zostanie zabity i będą mogły się posilić. Wredne stworzenia.
W międzyczasie kiedy maszerowaliśmy przyjrzałem się swojej towarzyszce.
Nie wyglądała na słabą. Prawdę powiedziawszy była trochę jak chodząca zagadka. Ponętna blond zagadka. Ale ja cały czas gdzieś w pamięci miałem smak ust pewnej diabelnej kobiety.
Aż uśmiechnąłem się na jej wspomnienie. Była z Winry w parze podczas tego zadania. Powinny sobie obie poradzić. No... Musiałem wrócić myślami do siebie i swojej sytuacji.
-Widzisz coś?- zapytałem Zule czując w kościach, że byliśmy naprawdę naszego celu. Już niedaleko...
<Zula?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz