Wylądowaliśmy na Wyspach Dragoso, od razu odesłałem gryfa z powrotem do domu.. nie jest mi już potrzebny. Było dosyć ciemno, ale nie przeszkodziło mi to w ogarnięciu się gdzie się znajduję.
Byłem między lasem, a plażą..musiałem dostać się do budynku akademii Smoczych Jeźdźców.
Informacja, którą otrzymałem, mogła być kłamstwem, lecz wolałem się upewnić.. Jeśli znajduje się tu moja lady.. już nie pozwolę jej odejść, jak w tamtym dniu.
---
Przebiegłem całą plażę, aż dotarłem do schodów prowadzących w górę, do samej akademii.
Nie czekałem na nic, moje serce biło jak oszalałe.. jednak powstrzymywałem to bardzo łatwo. Nie mogę się zbytnio ponieść, ponieważ nie mam ochoty na przemianę w demona, chodź nie powiem, potrafię go kontrolować jak nikt inny, nawet sam Awisin nie potrafił poskromić swojego demona.
W akademii świeciły się pojedyncze światełka, oświetlony był tylko korytarz i niektóre miejsca gdzie znajdowała się straż. Po stanie budynku, mogłem się domyślić, iż rozegrała się tu bitwa z pomiotami..wyczuwałem również barierę słynnej Lilith, czyli pomioty nie stanowią na razie zagrożenia na tej wyspie. Biegłem korytarzem, sam nie wiem gdzie miałem znaleźć gabinet założyciela tej akademii..ale po chwili ujrzałem salę medyczną, pełną osób..
Byli uśpieni, brali udział w teście.. Podszedłem do szyby w drzwiach, moje oczy zabłysły na widok Ariany.. a więc moja lady stała się Smoczą Jeźdźczynią. Wszedłem po cichu do sali, jednak szybko ktoś mnie zauważył, kręcili się tu medycy.
-Kim jesteś?-zapytała brązowowłosa elfka. Skinąłem lekko.
-Nazywam się Vincent Avisso, jestem bliskim przyjacielem Ariany-powiedziałem. Elfka nie była zadowolona z mojej obecności, jednak pozwoliła mi zostać.
Usiadłem przy Ariś i ująłem jej dłoń.
-Jestem przy tobie. Nie pozwolę już ci odejść lady-szepnąłem jej do ucha.
C.D.N
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz