3 maja 2017

Od Oriona CD Soraya

Zobaczyłem jak na jej twarz powracają rumieńce. Stawała się coraz spokojniejsza. W pewnym momencie poczułem jak jej ciało rozluźnia się, a oddech normuje. Uśmiechnąłem się. Zasnęła.
Głaskałem ją jeszcze chwilę po głowie rozmyślając nad tym, co dalej mam zrobić. Nieoczekiwane starcie ze stworami Cienia diametralnie zmieniło moje plany.
Przybyłem na tą wyspę z zamiarem sprawdzenia jak zachowuje się mój krnąbrny brat Reo. Oczekiwałem, że wpadnie w kłopoty. Jednak żebym spotkał go na oddziale szpitalnym i to w akademii? Był zbyt dobry w walce żeby dać się tak łatwo zranić... W końcu sam go szkoliłem. Chyba, że jego przeciwnikiem był ktoś albo bardzo potężny, albo został zaskoczony. Z pewnością jak tylko mój diabełek wyzdrowieje będę musiał z nim poważnie porozmawiać.
Ale moim najważniejszym zadaniem było poszukanie jakiś informacji na temat pewnego nazwiska - Pierce. Bo otrzymaniu pewnego listu od już zmarłej, dobrze mi znanej osoby moje poglądy na temat przeszłości zmieniły się, diametralnie. Nic nie było takie jak do tej pory przypuszczałem. Przede wszystkim- za odejściem matki nie stała żadna chęć polepszenia bytu, choćby przez ucieczkę z bogatszym mężczyzną zostawiając z mężem - pijakiem - trójki dzieci. Pierce- to była wskazówka. Nadawca listu jasno dawał do zrozumienia, że to nazwisko było przyczyną wszystkich nieszczęść, które spotkały mnie oraz moich braci w dzieciństwie.
Spojrzałem na czarnowłosą. Ciekawe jaki ona miała cel przybywając na tą wyspę. Może wiązało się z jej rodzicami? Jakoś nie wierzyłem, że było to coś tak błahego jak zostanie smoczym jeźdźcem.
Wstałem delikatnie przy tym układając little devil wygodniej na moim łóżku. Ciekawe co by powiedział Drake na wieść, że Soraya przebywa w moim pokoju. Nie chciało mi się wierzyć, że mu nie zależało. Inaczej nie byłoby powodu, przez który aż tak by się wściekał na mój widok. Choć nie powiem, cieszyła mnie wizja wściekłego Axalla.
Pocałowałem czarnowłosą w czoło i chwytając po drodze swoją torbę skierowałem się do łazienki. Nie miałem zamiaru cały kolejny dzień chodzić w podartej i zakrwawionej koszuli. Byłoby to nieestetyczne, mało wygodne.
Zdjąłem pochwę z mieczem opierając ją o ścianę. Zdjąłem ostrożnie koszulę, potem resztę ciuchów aż stałem pośrodku łazienki całkiem nagi *lenny ;)*.
Odkręciłem kurek z zimną wodą i wszedłem pod lodowaty strumień. Nie przeszkadzała mi taka temperatura. Rzadko kiedy kąpałem się w wodzie, która miała więcej niż kilka stopni powyżej zera.
Niejako poczułem ulgę, że najwidoczniej będę musiał wydłużyć bardzo swój pobyt na wyspie. I nie chodziło o pewną czarnowłosą, wojownicza istotę. Cieszyła mnie perspektywa zostania w jednym miejscu na dłużej. Od paru ładnych lat wędrowałem nie zatrzymując się na więcej niż tydzień.
Koniec prysznica przerwał moje zbędne wspominki. Płynnym ruchem owinąłem sobie ręcznik wokół bioder i stanąłem przed lustrem. Zignorowałem fakt tygrysich tęczówek. Po czasie same powinny zniknąć. Tak jak drobne rany na klatce piersiowej i plecach.
Na lewym mięśniu z przodu zobaczyłem mój niedawno zrobiony tatuaż. Lilia wodna... Jego znaczenia nikt nigdy nie pozna.
Na plecach natomiast wzdłuż kręgosłupa miałem uskrzydlony miecz. Miał to być hołd ku mojemu byłemu przyjacielowi, który zmarł... z mojej ręki. Ale nie chciałem o tym sobie przypominać. Było co było.
Zacząłem się rozglądać za czystymi ubraniami, gdy uświadomiłem sobie, że wszystkie zdatne do noszenia rzeczy miałem w pokoju. No cóż... Ruszyłem licząc na to wciąż trwający sen little devil. Nie żebym się wstydził, ale raczej nie wiedziałem jak zareaguje na widok mnie w samym ręczniku przepasanym wokół bioder.

<Little devil mam nadzieję, że śpisz>



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz