Tego dnia wiedziałem, że coś się stanie, Z resztą, cała nasza trójka chodziła jak struta. Powód tego był jasny; coś się działo z naszą siostrą. Od kilku dni nie wysyła nam żadnych wiadomości.. To jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale by nie wysyłała nam danych odnoście sytuacji na Eterze..?
-- Nie wytrzymam tego dłużej..! Coś jej się stało, czuję to! -- W pewnym momencie nie wytrzymałem. Ja, zawsze spokojny i stonowany Matayas Dreyar, zacząłem tracić nad sobą kontrolę. Czułem głęboko w sobie, że coś zagraża mojej ukochanej i jedynej siostrze.
-- Mat uspokój się, jeszcze nas zdradzisz tymi krzykami..! -- Tobiraya popatrzył na mnie jak na dziecko specjalnej troski, ale ja miałem to kompletnie gdzieś.
-- Sam przestań udawać! Ty też to czujesz i ty.. -- spojrzałem na Oktaya -- ty tak samo. Coś się stało Sor..!
-- Masz rację, czuję coś, ale nie dajmy się ponieść emocjom.. Hej!!! -- Biri chciał mnie uspokoić, jednak ja już nie słyszałem jego wołania. Wpakowałem się na motor i ruszyłem ku siostrze z pomocą. Nie dam zrobić jej krzywdy, choć jest silniejsza ode mnie, to nadal moja młodsza siostrzyczka. Jestem jej potrzebny!
Całą trasę przemierzyłem w niecały dzień. Dobrze, że Okej wprowadził modyfikacje do mojej maszyny, muszę mu za to podziękować. Wracając do Sor, z pół roku jej nie widziałem. Kiedy rozstaliśmy się na południu, czułem, że jeden z nas powinien z nią iść. Jednak dałem się przekonać. Wyruszyła sama. Miała być tam bezpieczna, w końcu Eter to najdalej wysunięta wyspa od terenów zajętych przez Ciernia...
Dotarłem pod samą Akademię, przekraczając jej progi niczym burza. Przeczucie wiodło mnie do skrzydła szpitalnego. Nogi samie mnie niosły, wręcz biegły ile tylko miały sił. Nawet nie rozglądałem się po drodze, nic teraz dla mnie nie istniało, tylko siostra. Wparowałem na salę i omal nie zszedłem na zawał. W środku unosił się zapach krwi. Krwi mojej siostry. Taki intensywnym charakterystyczny, jak przystało na członka rodu Dreyarów.
Wiedziałem... Wiedziałem, że nie powinienem jej samej tu puszczać..! Obok mnie pojawiła się załamana Adris, poznała mnie od razu. Po jej wyrazie twarzy, a raczej z tego co odsłaniała maska, wywnioskowałem, że z moją siostrą jest tragicznie. Łzy pociekły z moich oczu i spłynęły po policzkach.
-- Krew, potrzebujemy krwi dla niej... -- Adris była po łokcie upaprana w szlachetną krew burzowej rodziny z wyspy Eter.
< Adris? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz