Dotarcie do Akademii zajęło mi więcej niż się spodziewałem. Dokładnie trzy dni później. Późnym popołudniem stanąłem u jej bram. Przyznam, że robiła wrażenie.
Chwyciłem ciężką, zdobioną kołatkę i uderzyłem nią trzykrotnie. Przez chwilę nic się nie działo. W tem rozległ się przeciągły jęk, przesuwanych łańcuchów i jedno ze skrzydeł bramy, uchyliło się. Spokojnie wszedłem do środka, rozglądając się na boki. Dziedziniec na, który wyszedłem był pusty. Nie wiedziałem co począć. Nagle Soren dziabnął mnie po głowie:
- Soren! Co ci odbiło?! - krzyknąłem i strąciłem ptaka z ramienia.
Ten jak gdyby nigdy nic przesiadł się na drugie ramię. Następnie zaszczycił mnie pogardliwym spojrzeniem. Pokręciłem lekko głową nie mogąc zrozumieć jak to się stało, że go przygarnąłem.
Przeszedłem przez dziedziniec i wszedłem po schodach. Rozejrzałem się powtórnie lecz i tym razem nikogo nie zobaczyłem.
Wszedłem do środka. Wtem dobiegły do mnie odgłosy krzontaniny. Poszedłem w tym kierunku.
Po chwili ujrzałem uchylone drzwi i cicho wsunąłem się do środka. Pomieszczenie, w którym się znalazłem najwyraźniej było pokojem szpitalnym. Wszyscy biegali i pokrzykiwali na siebie. Na łóżkach leżało tylko kilka osób ale najwyraźniej coś im się właśnie stało.
Wtem usłyszałem za sobą głos.
- Kim jesteś i co tu robisz?
< Ktoś? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz