5 maja 2017

Od Sorayi

Po skończonej rozmowie z Reo, ruszyłam w stronę domu. Wybrałam tą najszybszą drogę, przez obrzeże miasta, skrót lasem i już byłam na plaży przy mojej posiadłości. Serce nadal kołatało mi jak szalone. Prawą rękę przyłożyłam do klatki piersiowej, jakby to miało mi w czymś pomóc. Z medycznego punktu widzenia nie ma to najmniejszego sensu, zaś z psychologicznego śmiało mogę stwierdzić, że jest coś ze mną nie tak. W mej głowie szaleje istna burza myśli. Z jednej strony, jak mogłam poddać się Orionowi? Nigdy nikomu nie uległam, nawet Leonardowi, gdy mnie więził wraz Cierniem w jego mrocznym pałacu. Jednakże przy białowłosym nie mogłam się pohamować. To dziwne i niepokojące. Nigdy czegoś podobnego nie czułam. Takiej namiętności, żądzy. Miałam kilkoro chłopaków, ale to stare dzieje. Nadal nie może do mnie dojść to, co się stało w Akademii. Jak mogłam być tak głupia i się mu poddać?! Ale z drugiej strony, i co mnie niepokoi, podobało mi się to. To jak na mnie patrzył, jak dotykał, całował. Z każdą kolejną sekundą chciałam więcej i więcej. Całe szczęście, że w porę się opamiętałam, bo Bóg wie jak daleko byśmy się posunęli... Nie mogę pozwolić, by to się powtórzyło. Nie będzie kolejnego razu, już tego dopilnuję. Moje serce jest zamknięte dla każdego, z wyjątkiem moich braci, Any, żony Tobirayi, no i Winry. Ja nigdy nikogo nie pokocham. To jest niemożliwe. Nie ktoś taki jak ja. Potwór, potrafiący jedynie zabijać z czystą przyjemnością. 
W oddali dostrzegłam walczącego Drake'a z Arianą, chyba odbywali trening, jednak nie zauważyli mnie, i całe szczęście. Nie mam ochoty na żadne rozmowy. Nagle niebo przecięła błyskawica, a zaraz za nią rozległ się grom, który wprawił w drżenie całe moje ciało. 
O tak, uwielbiam to. Uwielbiam uczucie adrenaliny, które mi daje obcowanie z najpotężniejszą bronią natury. Moja rodzina od zarania dziejów utożsamia się z burzą. Bogowie Burzy mają w swojej opiece całe królestwo Dragoso tak długo, dopóki choć jeden Dreyar chodzi po ziemi. Z rodzinnych legend, które czytano i opowiadano mi do snu, jak byłam jeszcze dzieckiem, wnioskuje się, iż ród Dreyarów wynosi się z nieczystej linii od jednego z burzowych bóstw. Nikt nie udowodnił prawdziwości tych słów, jak i ich fałszu, dlatego wzięto to za legendę. Zwykłą bajkę na dobranoc. Szczur na moich ramionach pochrapywał cichutko, jak widać jej grzmoty i gromy nie przeszkadzają, co mnie cieszy. Od swojego wyklucia urosła znacznie, ledwo mieści się na moich barkach, do tego staje się coraz cięższa. Wygląda na to, że koniec z darmowym transportem jakim byłam ja. Od teraz szczur będzie chodził na własnych, kryształowych łapach.
Dotarłam do bramy w towarzystwie piorunów i pierwszych kropli deszczu, jakie spadły na moje rozwiane włosy. Nie podaruję Orionowi zabrania mi mojej ukochanej wstążki. Pożałuje, że się urodził. Przeszłam przez ganek i zaczęłam szukać kluczy od domu, bo jak to ja, zawsze zamykam wszystkie trzy zamki. Po minucie odszukałam pęczek kluczy w kurtce w wewnętrznej kieszeni, więc szybko włożyłam klucze w odpowiednie zamki, przekręciłam co trzeba i weszłam do środka zatrzaskując z hukiem drzwi wejściowe, przez co śpiąca na moich ramionach smoczyca kryształowa spadła z łoskotem na podłogę. 
-- Orientuj się szczurze.. -- rzekłam przez ramię. Niezadowolone pomruki rozległy się w mojej głowie, lecz ja postanowiłam je zignorować. Udałam się do holu, gdzie krętymi schodami weszłam na piętro. Szeroki korytarz z oszklonym sufitem, zrobionym na specjalne zamówienie mojego ojca lata temu, nadal prezentował się wspaniale. Burzowe chmury i błyski były idealnie widoczne niemal z każdego kąta w korytarzu. Przekroczyłam próg mojego pokoju, by od razu dopaść do okien i pootwierać je na oścież. Później zaczęłam przeszukiwać szuflady swojej nie takiej znowu małej szafy, w poszukiwaniu jakiś wygodniejszych ubrań i nowej wstążki do włosów. Nie będę paradować w rozpuszczonych kłakach. Poszukiwania mojego czarnego, luźnego podkoszulka z oderwanymi rękawami, który kiedyś gwizdnęłam Tobirayi i szare spodnie dresowe nadadzą się idealnie. Na koniec w najmniejszej szufladzie znalazłam swoją starą wstążkę, nie tak piękną, jak ta od mamy, ale wystarczającą, by spełnić swoje zadanie. Spięłam długie włosy w niedbałego koka i tak gotowa do działania, zeszłam na dół do laboratorium. 
Zasiadłam przed sprzętem, który kazałam sprowadzić na kilka dni przed moim przybyciem do Dragoso. Nie wiele osób o tym wie, ale jestem świetnym informatykiem i hakerem. Nie ma takiego kodu, którego bym nie złamała. Jako geniusz intelektualny od małego szkoliłam się w takich rzeczach, w końcu, oprócz wyglądu, spryt i intelekt odziedziczyłam po matce. 
Przystąpiłam do pracy. Złamanie zabezpieczeń Akademii to dla mnie bułka z masłem, poza tym, moja mama stworzyła wszystkie informatyczne zamki na specjalne żądanie Rady. Sprawnie dostałam się do plików dotyczących pacjentów akademickiego szpitala. Jak się mogłam tego spodziewać, moje i Naxii dane były lepiej zabezpieczone. Widać Euros się spisał. Bez chwili wahania skopiowałam zarówno moje wyniki, jak i Wilkokrwistej, a następnie wykasowałam szpitalną bazę danych. Później skontaktuję się z Adris w tej sprawie. Lepiej dmuchać na zimne, nie wiadomo w czyje łapy trafiły by tak poufne dane. Naxia to w połowie wilk, zaś ja mam DNA zwykłego człowieka. Niektórzy mogliby mnie posądzić o kontrolę nad magią, a za to dostałabym automatycznie karę śmierci. Nie mogę na to pozwolić.
Przejrzałam wszystkie wyniki Naxii. Od razu wiedziałam w czym tkwił problem. Jej organizm, mimo tylu udoskonaleń przez Matkę Naturę, znacznie gorzej radził sobie z wewnętrznymi problemami. To by było zrozumiałe. Nie można mieć wszystkiego, świat nie jest idealny, więc zamieszkujące go istoty też nie powinny. Zapoznała się listą lekarstw jakie jej podano i od razu przystąpiłam do działania. Spojrzałam na zegarek na dużym wyświetlaczu przede mną. Jest przez dziewiętnastą. Powinnam się z tym uwinąć w dwie góra trzy godziny, 
Ciszę i moją sprawną pracę przerywały jedynie przyprawiające o gęsią skórkę wyładowania burzowe i bawiąca się krysztalica... diablica.. little devil.. Boże, Soraya nie myśl o nim! Nie wolno ci. NIE WOLNO!!! Skup się na robocie, jesteś daleko w tyle. Axall zdążył złapać dwóch zdrajców a ty? Migdaliłaś się w najlepsze z jakimś napaleńcem. 
Ależ ja nisko upadłam.
Po niecałych trzech godzinach nowe serum dla Naxiii było gotowe. Teraz muszę je dostarczyć do Akademii, w sumie nie jest za późno. Moje plecy mają się dobrze, nie pulsują już tak jak kilka godzin wcześniej, poza tym.. Muszę skorzystać z okazji, bo kolejna nie wiadomo kiedy się nadarzy, i wykąpać się w morzu podczas burzy. Od małego kochałam to robić. I teraz to właśnie zamierzam zrobić. Wysłałam Adris wiadomość, że niebawem do jej domu dostarczę nowy lek, a sama posprzątałam w laboratorium, ogarnęłam się jako tako i wyszłam tylnym wyjściem. Jak tylko zrobiłam kilka kroków poza domem w moją twarz uderzył słonawy zapach morza, a skórę popieścił przyjemny dreszcz. Nie czekając zaczęłam się rozbierać w biegu. Nie miałam na sobie stanika, jedynie grube bandaże, które pewnie lekko już nasiąkły krwią i czarne figi. Wskoczyłam do wody, która była przyjemnie chłodna, i zanurkowałam pod wodę. 

< Ktoś chce się przyłączyć ?
Naszła mnie wena, zawsze tak jest, jak człowiek ma się pouczyć :D >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz