Po śniadaniu zagoniłam szczura na zewnątrz, by tam na mnie zaczekała. W myślach ostrzegłam ją, by się za daleko nie oddalała, bo nie mam najmniejszego zamiaru jej szukać po lasach. Oczywiście, smoczysko uniosło się swoją, jakże wielką dumą, po czym majestatycznie wyszła z domu, plując na moje buty kryształkami.
Zamorduję kiedyś tego gada, przysięgam to uroczyście.
Dzisiaj postanowiłam nie zakładać ciuchów takich jak zazwyczaj.
-- Zaczekasz na mnie? Muszę się przebrać.. -- rzuciłam szybko do Amari. Ta zgodziła się, dopijając swoją herbatę. Tymczasem ja pognałam do swojego pokoju, jednakże w progu przystanęłam na moment, ponieważ na moim łóżku leżał przepiękny bukiet z białych kwiatów i jakaś szkatułka? Powoli, bo ciągle byłam w lekkim szoku, podeszłam do łóżka, wzięłam kwiaty do rąk. Bukiet był wspaniały, nawet taka chłopczyca jak ja, potrafi docenić piękno tak szlachetnych kwiatów, jakimi są konwalie i róże, zwłaszcza białe. To moje ulubione rośliny wonne, skąd ten ktoś to wiedział? Przybliżyłam twarz do bukietu, by móc zaciągnąć się tym zniewalającym zapachem. Konwalie były ulubionymi kwiatami mojej mamy. Zawsze zbierałyśmy je, jak byłam mała i robiłyśmy wianki dla chłopaków. Ach, wspomnienia.
Usiadłam na krańcu niezaścielonego łóżka, dalej rozkoszując się wonią moich ulubionych kwiatów. Na mą twarz wkradł się lekki uśmiech. Odłożyłam prezent na pościel i sięgnęłam po tajemnicze pudełko. Trzymałam je przez chwilę, zastanawiając się, czy je otworzyć, czy też nie. Moja ciekawość, za zwyczaj nie znająca granic, i teraz zwyciężyła. Pudełko było małe, drewniane i rzeźbione w cudowne kwiatowe wzory. Było śliczne. Uchyliłam wieczko i omal nie upuściłam szkatułki z rąk. W środku spoczywała, ładnie złożona, moja czerwona wstążka!
Więc to znaczy, że.. Że ten.. Że Orion zakradł się nocą do mojego domu?! I że ten bukiet też jest od niego? Wyjęłam swoją wstążkę z pudełka, jej faktura nigdy nie przestaje mnie zaskakiwać. Jest wykonana z najdroższego materiały, ponadto wspomagana magią, by nigdy nie uległa uszkodzeniu. Już miałam zamknąć drewniane pudełeczko, lecz moim oczom ukazał się kawałek papieru na jego dnie. Szybko wyjęłam go i przeczytałam
-- Oddaję, co żem zabrał. Wyrażam skruchę i proszę o wybaczenie.. -- przeczytam na głos. W głowie powtórzyłam to zdanie chyba z piętnaście czy szesnaście razy. Moje serce znowu zaczęło uderzać o biedne żebra, niemal miażdżąc je z każdym kolejnym uderzeniem. Przypomniał mi się wczorajszy dzień i to, co zaszło między mną a Orionem w jego pokoju. Mój gniew nie był już tak duży jak wcześniej, przecież po części jestem sama sobie inna. Też tego chciałam. Poza tym, zwrócił mi mój szczęśliwy amulet, podarował bukiet.. Choć, nie ukrywam, powinien to zrobić osobiście. Jak się należy. A nie jak włamywacz jakiś..
Teraz moja kolej, w końcu ja mu wiszę koszulę. No, to dzisiaj zapowiada się kolejny dzień pełen wrażeń i.., właśnie wpadłam na pomysł. Oj Orionie, to TY nie wiesz z kim zadarłeś..hahaha.
Ale będzie zabawa!
Szybko odłożyłam bukiet i szkatułkę z listem na parapet. Pobiegłam do łazienki po jakiś wazon, nalałam wody i wstawiłam do niego kwiaty. Boże, jak one cudownie pachną...
Ubrałam się nieco inaczej, tak na szybko. Czyli czarne materiałowe spodnie oraz czerwoną koszulkę z oderwanymi rękawami, Jej koniec zawiązałam na brzuchu, ponieważ była mi o dwa rozmiary za duża. Włosy związałam odzyskaną wstążką w kolorze krwi i takim wydaniu zeszłam na dół.
Amarisa już na mnie czekała, więc wyszłyśmy prędko z domu. Szybko załatwiłam sprawy z Adris, zostawiając ją z Amaru, ja pognałam w stronę targu, aby kupić coś dla Winry. Została zaatakowana, także mam zamiar ją odwiedzić dzisiaj, wypytać co się dokładnie stało..
< Amarisa? Orion? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz