3 maja 2017

Od Saki

Leżałam chwilę na łóżku rozmyślając o wszystkim. Po pewnym czasie wstałam i dokładniej przyjrzałam się pomieszczeniu w którym obecnie przebywałam.
Pokój, a raczej komnata była bardzo duża i dobrze oświetlona. Popołudniowe promienie słońca, wpadały przez duże okna zasłonięte biało kremowymi zasłonami. Ściany były wykonane z jasnego kamienia, a wszystkie meble z drewna. W całej sali znajdowało się dwadzieścia łóżek. Wszystkie pościelone białą pościelą i oddzielone od siebie białymi zasłonami. Przy każdym z nich stała mała altażerka z lampką nocną. Natomiast w nogach każdego z nich stała drewniana skrzynia. Prawdopodobnie na przedmioty osobiste. Przy wyjściu stały szafki z lekami. Podłoga również była kamienną. Jednak ona w przeciwieństwie do ścian była oszlifowana, a do tego podgrzewania. Po drugiej stronie komnaty stał kominek i parę foteli. Tuż przed nim na podłodze leżały puchate owcze skóry.
Nagle usłyszałam kroki. Ktoś szedł w kierunku tej sali. Jednym szybkim ruchem znalazłam się w łóżku i ułożyłam się tak jak się obudziłam. Zamknęłam oczy uspokajając oddech. Do pomieszczenia ktoś wszedł. Chyba chłopak. Podszedł do mnie i lekko się nachylił. To był ten moment. Błyskawicznym ruchem podcięłam mu nogi, a gdy upadł zatkałam mu usta i założyłam dźwignie.

-Yurushimasu - przeprosiłam i uderzyłam go silnie w tył głowy, tak, że zemdlał

Potem sprawdziłam czy ma przy sobie jakąś broń. Niestety. Takowej nie posiadał. Wyszłam na korytarz i pobiegłem w lewo mając nadzieję na wyjście z tego dziwnego miejsca.
Biegłam chwilę pustym korytarzem. Wtem ktoś podniósł alarm. Ten chłopak musiał się obudzić. Dookoła ludzie wołali do siebie w jakimś dziwnym języku. Nie rozumiałam go. Gdzie ja byłam?
Wybiegłam z za zakrętu i praktycznie na kogoś wpadłam. Nie miałam żadnego narzędzia, nic czym mogłabym się obronić. Szepnęłam do siebie stare przysłowie z mojej ojczyzny: "Mój niepokój ma przy sobie broń”

<Ona nie umie mówić w waszym języku XD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz