Podanie serum nie było zbyt przyjemnie dla mnie. Ale ja po prostu nie lubiłem igieł. Wzdrygałem się na sam ich widok. Straszne były...
Nagle zrobiło mi się czarno przed oczami. Nie wiedziałem gdzie byłem, ile czasu minęło odkąd byłem w takim stanie. Ponownie w swoim życiu dryfowałem pośród ciemnej przestrzeni niezbyt świadomy czegokolwiek.
W pewnym momencie przede mną pojawiło się ostre światło. Nieświadomie zacząłem się zbliżać do niego aż jego blask ogarnął mnie całego. Nagle wróciłem do rzeczywistości.
Stałem pewnie na twardej ziemi. Poczułem przeszywające zimno. Rozejrzałem się. Wszędzie był... śnieg? I co jakiś czas jakaś większa zaspa. Poza tym nic specjalnego. Niebo miało kolor pomarańczowego jakby zaraz miało zajść słońce. Gdzie ja u diabła trafiłem?
Dobrze, że to był sen, ale... Nie posiadałem żadnych informacji o takim terenie. Głównie przebywałem na obszarach gdzie było o wiele cieplej i było... cokolwiek. A tu nie było nic oprócz śniegu. Cudownie!
-Reo?- usłyszałem za sobą pytanie. Wołaniem to na pewno nie było.
Gdy odwróciłem się ujrzałem mojego małego, białowłosego kapturka, która stała rozglądając się niepewnie.
Z radości aż pobiegłem do niej, podrzuciłem do góry i przytuliłem nie zważając na protesty wilkokrwistej.
-Mój mały kapturku!
<Kaptursiu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz