2 maja 2017

Od Reo CD Zorino, Naxia

Nie mogłem uwierzyć, że mój starszy bart tu był. El Diablo na pewno skróci mnie o głowę przy najbliższej okazji. Ale teraz najważniejsza była Naxia. Mój mały kapturek...
Przepiękna elfka imieniem Are, która najwyraźniej władała oddziałem szpitalnym miała nie mało roboty ze mną. Ledwo udało jej się zmusić mnie bym położył się na łóżku niedaleko mojej małej białowłosej a jeszcze chciała mnie opatrzyć. W konsekwencji jej starań i wielu gróźb siedziałem przy łóżku wilkokrwistej głaskając ją po śnieżnobiałej główce z całą obandażowaną klatką piersiową. Elfka nie zdołała mnie zmusić do leżenia. W pewnym momencie po prostu poddała się.
-Och mój mały kapturku... Czemu się dla mnie narażałaś?- mówiłem do Naxi licząc, że mnie usłyszy. 
Gdzieś przez chwilę mignęła mi ruda czupryna jej kolegi. Nie przepadałem za nim, ale rozumiałem jak mu trudno. Jego przyjaciółka? A może nawet miłość, leżała w śpiączce. Nie wiadomo czy się obudzi. Może umrzeć, jednak on nie może być pryz niej. 

<Naxio proszę, przeżyj, Zorino?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz