-No... Póki co jeszcze sobie pożyjesz - poczułem mocne klepnięcie w plecy - Ty szukaj tu swojego smoka tymczasem ja idę naprawić to co zrobiłem. Tylko błagam... Jak coś wykombinujesz... - zakończył warknięciem Orion i poszedł. Zniknął tak szybko jak wcześniej się pojawił. Ale nie obchodziło mnie to. Nawet jawna groźba z jego strony. Byłem zbyt zaadsorbowany jajami.
A właściwie dziwną energią jaka od nich emanowała. Każde było na swój sposób niezwykłe, niepowtarzalne... Każde z nich czekało na swojego jeźdźca... Tego wybranego, za którego będą w stanie umrzeć.
Chodziłem od jednego jaja do drugiego a wraz ze mną piękna elfka. Miałem ochotę dotknąć każdego... Ale ten pierwszy dotyk powinien należeć do właściwej osoby.
Nie wiem ile czasu minęło. Straciłem jakiekolwiek poczucie rzeczywistości. Jakby to było moje miejsce... Moje przeznaczenie...
W moim sercu zapanował spokój. Nie czułem strachu anie złości. Skupiony na smoczych jajach w pewnym momencie usłyszałem niezrozumiały szept... Po chwili stał się wyraźniejszy... Bardziej słyszalny... Jakby... męski?
Reo... Reo..
Jedno z jaj! Ten głos dobiegał z tamtej strony! Szybko ruszyłem na drugi koniec sali. Niemal nie myśląc...
<Adris?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz