Soraya... Chciała aby wszystko szło po jej myśli. Jeżeli chciała mnie sprowokować to ledwo się jej udało. Nawet nie wiem, w którym momencie postanowiłem dalej ciągnąć tę grę, tym razem na poważniej.
Może w momencie kiedy uwolniła swoje lśniące, czarne włosy spod jarzma czerwonej wstążki? Miałem ochotę westchnąć z zachwytu kiedy zobaczyłam jak opadają aż do bioder i... ud. Miała dziewczyna kształty, którym ciężko było się oprzeć. Ale to chyba kiedy przygryzła dolną wargę zgubiło mnie. Nie całkowicie, ale dałem się ponieść.
Chwyciła moją twarz i pocałowała namiętnie. Na początku złośliwie udawałem, że się wzbraniam, ale bardzo szybko zatraciliśmy się w namiętnej walce o dominację. W pewnym momencie przyszpiliłem ją do ściany jedną ręką przytrzymując jej ręce w górze i zacząłem schodzić namiętnymi pocałunkami niżej, na szyję. W kilku miejscach zrobiłem malinki, za które przyjdzie mi pewnie zapłacić, ale warto było. Szyja, podbródek aż wreszcie wpiłem się w jej usta w prowokując kolejny pocałunek.
<Sor? Dzisiaj krótko, bo na początek nie będę odkrywać kart ha ha. Nie ma zboczuszki>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz