Rola nauczyciela jakoś nigdy nie leżała mi za dobrze. Moją ostatnią, powiedzmy uczennicą, była Soraya, ale ona też mnie w między czasie uczyła, więc uznajmy to za działanie dla wspólnych korzyści.
-- Och, Ariś, wiedziałem, że mnie o to poprosisz, ale w tej Akademii jest, sam nie wierzę, że to mówię, lepszy ode mnie w walce mieczem. Choć, nie ukrywam. Jestem mistrzem. Zgoda będę cię uczyć, ale pamiętaj.. -- Przystanąłem nagle. Podparłem się pod boki i z góry spojrzałem na małą, niepozorną, brunetkę. -- Jestem wymagającym nauczycielem, który nie uznaje półśrodków.
Ariś uśmiechnęła się, jakbym powiedział jej jakiś żart. Ja, oczywiście też w żartach, obraziłem się na nią. -- No co? To Czysta prawda! -- Nie skończyłem dobrze mówić, a sam się uśmiechnąłem. - Dobra młoda, pora wracać. Jestem padnięty, w dodatku taki jeden wystawił dzisiaj moją cierpliwość na próbę..
Tak właśnie znaleźliśmy się w Akademii, po drodze minęliśmy Adris, która się dokądś spieszyła, lecz nawet to nie powstrzymało mnie przed rzuceniem jej figlarnego uśmiechu, na który odpowiedziała mocnymi rumieńcami. Nagle poczułem uderzenie w ramię. To była Ariana. Patrzyła na mnie z dezaprobatą.
-- No co? -- Powtórzyłem swoje wcześniejsze pytanie.
< Ariana? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz