15 maja 2017

Kilka moich prywatnych opowiadań.

Witajcie Kochani !
Któreś z Was poprosiło mnie o opublikowanie prywatnych opowiadań.. Miałam problem z wyborem ale wybrałam te. Chętnie przeczytam opinie na ich temat. Także piszcie w komentarzach które was najbardziej zaciekawiło itp. Może macie jakieś uwagi do nich ? Jestem osobą przyjmującą krytykę także nie bać się!
Przejdźmy do tych opowiadań.

1.Od Oromisa
Avira zrzuciła wszystko co było na tarczy i po chwili tarcza zniknęła. Wszystko było zawalone, żadnego wyjścia.
-Co teraz?-zapytała Smitra. Zaczęła przelatywać nad gruzami w poszukiwaniu wyjścia.
-Czy smoki nas usłyszą?-zaptała Adris.
-Zaraz zobaczę- rzekłem i zacząłem przywoływać Glaedr'a, potem Klinao i tak po kolei, jednak żadne nie odpowiedziało.
-Niestety, nie odpowiadają- powiedziałem.
-A nie możemy się z stąd prze teleportować?-zapytała Avira. Złapałem się za głowę, zupełnie o tym zapomniałem,że mamy moce... tak rzadko ich używam.
-Ja mogę wszystkich prze teleportować- zaproponowała Adris. Wszyscy zbiegli się do niej. -musicie się mnie trzymać- powiedziała, tak uczyniliśmy. Po chwili widziałem przed oczami tylko trąbę światła. Wylądowałem na ziemi, szybko wstałem. Tu było wejście do jaskini, byliśmy na powierzchni, szybko smoki do nas przyleciały. Pogładziłem Glaedr'a.
-To co teraz? Ciemno już- powiedziała Adris. Smitra była bardzo zadowolona, wszyscy na nią spojrzeli. Jej towarzyszka również była zachwycona.
-Jaki to powód?- zapytała Adris. Smitra z ucieszonym pyszczkiem spojrzała na nas.
-Dziś sylwester kochani !-zawołała. -Chodźcie na fajerwerki- rzekła.
-Zupełnie nie łapie się w czasie- rzekła Avira. No cóż ja także nie wiedziałem ,że to już tyle czasu minęło od zaczęcia wyprawy.
---------------
Wszyscy siedzieliśmy na górze, to było mieszkanie Smitry. Ona sama poszła do jaskini i przyniosła całą górę fajerwerk. Poustawiała je na dole w różnych miejscach, było ich chyba z pięćdziesiąt. Potem wróciła na górę i popatrzyła na Adris.
-Użyczyłabyś mocy i zapaliła wszystkie?-zapytała. Adris się uśmiechnęła.
-Jasne ,a która godzina?-zapytała. Smitra szybko poleciała do jaskini i wróciła.
-Za 45 sekund 00:00- rzekła z zachwytem. Zaczęliśmy odliczać ,tuż po tym jak Smitra przyniosła szampana i kieliszki.
-zero!-wszyscy zawołaliśmy i Adris zapaliła mocą wszystkie ustawione fajerwerki. Wznieśliśmy toast za nowy rok i wypiliśmy szampana. Wszyscy życzyliśmy sobie szczęśliwego nowego roku. Po pewnym czasie podeszłam do Aviry i razem zapatrzyliśmy się w fajerwerki.
-Dziękuję,że dołączyłeś ze mną do wyprawy- powiedziała po chwili i przytuliła się do mnie. Uśmiechnąłem się lekko. Smitra i Adris rozmawiały z Gnari.


2. Od Avii (opo ze sfory, do której kiedyś należałam)
Biegłam, tylko to mi pozostało. Dlaczego on mnie goni?! Niech zostawi mnie w spokoju! Muszę, biec najszybciej jak tylko mogę. Mało co widzę, słońce schowało się już dawno, cały teren spowiła ciemność. Mimo wszystko starałam się wytężyć wzrok i odszukać jakąś kryjówkę. Co jakiś czas odwracałam się i sprawdzałam odległość jaka dzieli mnie od wilczura.
  Jest! Jest tam! Szybko wbiegłam w norę, była trochę ciasna, ale co innego mi pozostało. Nie słyszałam już od kilku minut odgłosu wilczura. Może dał sobie już spokój? Może mnie zgubił?
Powoli i ostrożnie wychyliłam głowę na powierzchnię. Poczułam tylko ostry ból w karku, szarpnięcie i już byłam cała na powierzchni. Wilczur był większy ode mnie, a co za tym idzie silniejszy.. Warczał na mnie, co chwila zadawając mi obrażenia. Miał zęby ostre jak brzytwa, nigdy nie życzyłabym nikomu tego doświadczyć. Kiedy powalił mnie na ziemię, stało się coś niespodziewanego, ktoś zwalił go ze mnie, po czym szybko pomógł mi wstać i uciekaliśmy. Psem, który mi pomógł był owczarek niemiecki czarno podpalany, z tego co zauważyłam miał błękitne oczy. Sama nie wiedziałam do końca czy mogę mu ufać, ale pomógł mi.. Tylko co teraz? Wilczur nadal nas goni..
-Nazywam się Delgado, pomogę ci od niego uciec-rzekł poważnie, patrzył tylko i wyłącznie przed siebie, byłam przy nim mała i drobna. Delgado, chce mi pomóc...ale w jaki sposób?
-Jestem Avia, skorzystam z pomocy tylko jeśli sam nie ucierpisz-powiedziałam. Owczarek wydawał się zamyślony, wzdychnął tylko.
-Biegnij i schowaj się bardzo bobrze!-zawołał i tym samym stanął.
-Ale..ale jak to? A ty?!-zapytywałam.
-Zaufaj mi..biegnij i się schowaj daleko stąd, a o mnie się nie martw.-rzekł i puścił mi oczko. Jak mogę tak po prostu go tu zostawić? Może on na prawdę wie co robi.. Pobiegłam dalej, ostatni raz tylko spojrzałam na Delgado, potem przysłoniła ciemność. Tyle go widziałam.
  Ukryłam się w jaskini, chodziłam od ściany do ściany nie mogąc uspokoić myśli. Adrenalina spadła mi do zera, czego wynikiem było to, że poczułam cały ból w ciele. Teraz zaczęłam się przejmować krwawiącymi ranami, które nie dawały ani chwili spokoju. Położyłam się w kącie jaskini, nawet nie wiedziałam kiedy moje oczy się zamknęły i udałam się w głęboki sen.
Obudziłam się, głównie pod wpływem bólu, jednak nie zwracałam na to większej uwagi. Muszę wrócić tam, i sprawdzić czy wszystko dobrze z Delgado.
Rozglądałam się w miejscu gdzie ostatnio widziałam owczarka. Widziałam jedynie znaki walki, co mnie zaniepokoiło.
-Avia-usłyszałam głos.
-Delgado!-zawołałam. Tak się cieszyłam, że nic mu nie jest.
-Wilczur już nie wróci, jesteś bezpieczna.Już pora na mnie, będę musiał wracać-powiedział z uśmiechem.
-Dziękuję ci...czy ty..należysz do jakiejś sfory?-zapytałam ciekawa. Nasza alfa na pewno nie była by zła, że przyprowadziłabym kogoś nowego.
-Jestem psem leśniczego, to tam jest mój dom. Żegnaj, być może jeszcze się spotkamy!-powiedział i pobiegł w las. Tyle go widziałam. Cóż teraz pora bym i ja wróciła na tereny sfory.

3.Chłopak i Anielica
Wstałam i otarłam zaspane oczy, nadal nie mogłam uwieżyć w to co się stało. Dlaczego moi rodzice nie chcieli mi o tym powiedzieć? Myśleli, że się nie dowiem? Jestem półaniołem, a to wszystko jest dla mnie bardzo zagmatwane. Co teraz będzie z Tsu? Jak ja mu to powiem? Będę musiała jakoś wytłumaczyć, dlaczego nie było mnie tak długo.. jakby policzyć to nie było mnie trzy miesiące. Utknęłam tutaj w chmurach, lecz teraz mogę wrócić na Ziemię. Moje skrzydła na szczęście nie będą problemem, zobaczą je tylko ci którzy mnie kochają i ci na którym na to pozwolę.
---
Zleciałam na dół do ludzi i pierwsze co zrobiłam to pobiegłam do szkoły, miałam głęboką nadzieję, że właśnie tam spotkam Tsu.
-Hej Mari!-wszyscy których spotkałam witali mnie, było to bardzo miłe. Jednak nigdzie nie mogłam znaleźć Tsu.. Powiedziano mi, że od miesiąca nie chodzi do szkoły i unika ludzi. Zaniepokoiłam się, to wszystko prze ze mnie.. Jak mogłam zostawić go bez słowa wyjaśnienia?! Gdzie on teraz jest? Jedno, jedno miejsce przychodziło mi do głowy. Stary ogród, nasza ławeczka, na której pierwszy raz się pocałowaliśmy, na której stwierdziliśmy ,że naszym przeznaczeniem jest bycie razem. Bez chwili zamyślenia udałam się w owe miejsce.
Tak jak myślałam.. Brunet siedział na ławce, patrzył na wiśniowe drzewo. Powoli zaczęłam podchodzić, mimo tego, że nasza miłość jest taka silna, jakoś nie mogłam się przemóc by po prostu do niego pobiec..
Usiadłam cicho na ławce i objęłam dłoń chłopaka, ten od razu to spostrzegł. Siedział cicho jakby nigdy nic.
-Tsu..ja-zaczęłam.
-Mari!-przerwał mi i objął mnie, czułam jak po moich policzkach spływają pojedyńcze łzy. Ręką rozczesywałam jego włosy.
-Wszystko ci wytłumaczę-szepnęłam.

4. Wybranka Wampira
Moje łowy nie były udane, nie mogłem wyczuć żadnej zwierzyny, w które mógłbym wbić moje kły. Ciemność władała całym lasem, wszystko widziałem doskonale, drzewa ruszały się pod wpływem wiatru. W powietrzu unosił się zapach.. zapach śmiertelnika, i to nie byle jaki, było w nim coś wyjątkowego...magicznego...tak bardzo pociągającego.
Postanowiłem znaleźć moją nową zwierzynę, było to łatwe, ponieważ jej woń była bardzo silna.
Byłem blisko mego domu, widziałem jak chłopak rzuca dziewczyną o ziemię, a potem grozi jej nożem, czyż to nie zabawne? W tych czasach śmiertelnicy dziwnie wyznają swoje uczucia.. haha.
Chwilkę stałem przy drzewie i patrzyłem na parkę, lecz po chwili wpadłem na pomysł. Gdyby tak jej pomóc, dam jej schronienie u nas, będzie mi to winna, chłopacy będą zadowoleni z dania głównego.
  Rzuciłem się z zawrotną szybkością na faceta, tym samym uwalniając dziewczynę. Wbiłem kły w jego ciało, zabiłem go. Otarłem krew z ust i zwróciłem się w kierunku brunetki. Jej woń była tak kusząca, aż nie mogłem się doczekać kiedy wbije moje kły w jej szyję.
-Witaj Pani. Nic ci nie jest?-zapytałem grzecznie ,patrząc prosto w jej fioletowe oczy. Widać było, że dziewczyna nie jet zbyt ufna.
-Dziękuję ci-powiedziała w końcu.
-Jestem Orion, a ty pani?-zapytałem całując ją w rękę, ta lekko zmieszana w końcu odpowiedziała.
-Nazywam się Valora...czy wiesz może gdzie mogłabym przenocować?-zapytała. Jej imię..coś mi mówiło, lecz nie byłem pewien co.
-Otóż moja miła, tak się składa, że rozmawiasz z właścicielem tego zamku. Jestem w stanie zapewnić ci schronienie. -powiedziałem nie odrywając z niej wzroku. Dziewczyna wydawała się być trochę niepewna. -Skoro nie chcesz skorzystać z mojej propozycji to pozwól,że już pójdę-rzekłem, obróciłem się na pięcie i zacząłem odchodzić.
-Poczekaj!Zgadzam się!-zawołała. Uśmiechnąłem się i wyciągnąłem rękę w jej stronę, ta chwilę przyglądała się mi, w końcu złapała mnie za dłoń.

5. A to jedno z moich najnowszych opowiadań
Rozstaliśmy się w namiętnym pocałunku..który będę zawsze pamiętał, jej dłoń ostatni raz zmierzwiła moje kruczoczarne włosy, a jej przepiękne błękitne oczy nie odrywały się nawet na sekundę od moich żółtych. Nie dam jej skrzywdzić.. Muszę odkręcić to co zniszczyłem. Gildia Czarnych Kruków szuka mnie..to mnie chcą..ale posuną się nawet do tego by zabić moich najbliższych.. Tella ma być bezpieczna..dlatego wysyłam ją do miasteczka Sherlod, będzie tam pod opieką Abrozji i mego brata Aven'a..który mam nadzieję nie zawiedzie mnie.. Tella to mój skarb..bez niej moje życie nie miałoby sensu.. To ona pokazała mi że można żyć inaczej..że aby żyć nie trzeba zabijać kraść i być tym za jakiego ma cię większość kraju.. To dzięki niej moje życie obróciło się o 360 stopni..
Wróciłem do gospody..na start już mi coś nie pasowało.. Kiedy tylko wszedłem zrobiło się kompletnie cicho..wszystkie prowadzone rozmowy zniknęły..poza jedną..
-Naprawdę nie mam pojęcia gdzie on jest..ja..-Edward tłumaczył się przed zamaskowaną osobą. Od razu wiedziałem kim on jest.. Gdy Edward spojrzał na mnie zdradził mą obecność, nagle poczułem jak ktoś mnie chwyta..unieruchomili mnie.. I uderzyli w głowę z taką siłą iż utraciłem kontakt z rzeczywistością.
...
Nadgarstki miałem związane do dwóch słupów.. Wisiałem na linach prawie nie dotykając ziemi..moje ręce przez mój ciężar ciała pobolewały.. Znajdowałem się w ciemnym, brudnym pomieszczeniu.. Bez wątpienia znajdowałem się w bazie Czarnych Kruków. W ustach miałem smak siarki.. Całe ciało było napięte i domagało się odpoczynku.. Po moich skroniach przepływały służki potu.. Po chwili poczułem zimny podmuch powietrza. Do pomieszczenia wszedł sam dowódca Czarnych Kruków-Drelnus. Stał na wprost mnie i patrzył na mnie przenikliwym wzrokiem. Odziany był w czarny gruby płaszcz..jego blond włosy zakryte były pod kapturem.
Chwycił mnie za włosy i podniósł do góry.
-Długo moi chłopcy nie mogli cię znaleźć, ale nie przejmuj się, jestem cierpliwy-mówił. -Z dziewczyną poradzą sobie lepiej-dokończył. Ogarnęła mnie złość.. próbowałem się wyszarpać, uciec stąd..ale nic nie mogłem..
-Ona nic ci nie zrobiła i nie jest w to zamieszana!-zawołałem ciężko oddychając. Facet uśmiechnął się wrednie i spojrzał mi prosto w oczy.
-Mówisz o tej szmacie, która podała nam twoją kryjówkę? Czy może o panience Telli, która mówiąc szczerze bardzo by mi się przydała. Ma wiedzę jakiej nikt tu z obecnych nie posiada, jest cennym źródłem informacji.-powiedział pewnie i wyszedł.
-Nie! Zostaw ją gnoju!-krzyczałem..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz