Było już południe, a ja krzątałam się w domu. Moje labo i sypialnia wyglądają jakby przeszło przez nie tornado. A dlaczego? Ponieważ gdzieś zapodział się mój awaryjny czytnik pamięci. Powoli zaczęłam wierzyć w to, że szczur go zjadł, w końcu to jest wiecznie głodne! Jak ja, ale to tam szczegół...
Właśnie przewalałam kolejną stertę papierów w laboratorium, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Na początku wydawało mi się, że się przesłyszałam, ale po kilkusekundowym nasłuchiwaniu stwierdziłam, że jednak ktoś się dobija. Wyszłam z gabinetu, zamykając za sobą drzwi, W korytarzu poprawiłam sterczące włosy przed lustrem, po czym sięgnęłam po klamkę. W pierwszej chwili myślała, że to Amarisa lub Orion, z kolejnymi przeprosinami, ale kiedy otworzyłam drzwi na nimi nikogo nie było.Zmarszczyłam brwi, już chciałam je zamknąć z powrotem, lecz dziecięcy głos mnie przed tym powstrzymał.
-- Dzień dobry.. -- Spojrzałam w dół. Byłam mocno zszokowana, widząc obce dziecko na ganku.
-- Dzień dobry, mały. Zgubiłeś się? -- Spytałam patrząc na malca zainteresowana.
< Ikou? Ciocia Sor się tobą zajmie :) >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz