Przerażenie niemal rozsadzało mi serce w klatce piersiowej od środka. Czysty, paniczny strach płynął w moich żyłach. Mimo otaczających mnie płomieni, które spowiły las czułam zimno. Czy to śmierć już chciała zabrać moje ciało?
-Zginiesz jak ten sku****, twój brat- usłyszałam tylko i poczułam chłód stalowego ostrza na swojej szyi.
***
Obudziłam się zalana potem. Po raz kolejny śnił mi się ten sam koszmar. Usiadłam próbując łapczywie złapać oddech. Nawet kiedy, teoretycznie, powinnam być bezpieczna zagrożenie przypominało o sobie nigdy nie dając mi spokoju. Taki był już mój los.
-Przeklęty pazerny ród mój - zacytowałam swojego przodka. To było nawet zabawne. Potężny czarnoksiężnik przeklął swoją własną rodzinę a ja byłam ostatnią, żyjącą jego potomkinią. I niby byłam do niego podobna. Też coś! Te dwa fakty łączyły się ze sobą siły by wpędzić mnie do grobu. Dlatego chciałam się odciąż jak najszybciej od pamięci o mojej rodzinie. By przeżyć, co z każdą chwilą wydawało mi się mniej prawdopodobne.
Wstałam z łóżka w fatalnym humorze. Moje ręce drżały nadal trawione przerażeniem. Nigdy nie mogłam się uspokoić po tym koszmarze.
***
Jak tylko ogarnęłam się na tyle by wyjść do ludzi wzięłam szybką kąpiel i zeszłam na dół do głównej sali w karczmie na śniadanie. Nie było ono jakoś wybitnie smaczne ponieważ skacowany kucharz ledwo trzymał się na nogach oraz z oczywistych powodów nie chciało mu się mnie obsługiwać. Jedynie wizja nikłego zarobku zmusiła go do przyrządzenia mi marnej jakości jajecznicy podanej z sucharami. Ale lepsze to niż nic.
Zjadłam przyrządzone mi wątpliwej jakości danie nawet nie zwracając uwagi na smak. Moje myśli zaprzątał ten koszmar oraz list, który wczoraj udało mi się wysłać cioci Fairin, która uczyła w Smoczej Akademii. Chciałam ja uprzedzić o moim przybyciu by nie zadawała mi potem pytań o rodzinę. Nie chciałam rozmawiać o zmarłych.
Gdy skończyłam się posilać grzecznie podziękowałam i wyszłam z budynku. Niebawem wrócę po swoje rzeczy, by następnie wyruszyć w dalszą drogę. Tymczasem iść na spacer, przewietrzyć się.
***
Ewidentnie ktoś mnie obserwował. Aż moje włosy przybrały zieloną barwę irytacji. Żałowałam, że zapomniałam założyć czapkę. Teraz każdy przechodzień będzie się na mnie dziwnie gapił. Już wcześniej moje naturalnie niebiesko-czarne włosy zwracały na siebie uwagę. A teraz? Zielony to chyba był jeszcze bardziej nienaturalny. Spokojnie Shur... Musisz się uspokoić.
Próbowałam się choć minimalnie skoncentrować. Jednak w efekcie moich starań włosy zakręciły się co wskazywało na zwiększoną intensywność moich uczuć.
-Ech... Lepiej nie będzie - zrezygnowana usiadłam na najbliższej ławeczce niedaleko pewnego niskiego dębu nadal czując na sobie, tym razem mocniej, czyjeś spojrzenie. Cholera... Chociaż by się pokazał.
<Podglądaczu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz