Odstawiłem ją na ziemię w końcu i zacząłem się rozglądać.W zasadzie otaczało nas nic. Tylko z oddali wychylały się nieśmiało jakieś większe pagórki. Kto wie, może i nawet niedaleko góry były. Ech, będziemy musieli w końcu podjąć jakąś decyzję.
Ponownie chwyciłem Naxie w ramiona i usadziłem sobie ją na barkach. Lepiej żeby się na razie nie męczyła. Już i tak w realnym świecie była niezwykle słaba a nie do końca rozumiałem świat senny. Wszystko mogło się stać. Zacząłem iść na północ. W między czasie cały czas rozmawialiśmy.
-Przeszedłem już próbę przejścia i wybrał mnie smok magii. Jeszcze nie wiem jak go nazwę. Może kapturek? Choć to samiec- zaśmiałem się na widok jej miny.
***
Maszerowaliśmy już jakiś czas ledwo kontaktując. Przynajmniej mały kapturek prawie mi usypiał na barkach. Nie przeszkadzało mi to wcale. Nawet poprawiało humor.Nagle zobaczyłem dziwną rzecz, a mianowicie kostki brukowe. Z każdym krokiem było ich więcej aż w końcu ukazał nam się most a po jego drugiej stronie lodowa twierdza. Powiedziałbym imponująca gdyby nie przeszły mnie ciarki. Klepnąłem Naxie po nodze.
-Śnieżko pora wstawać!
<Kaptursiu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz