Wschodni wiatr przyniósł ze sobą charakterystyczną słoną woń morza. Ciężkie od deszczu obłoki, powoli, jakby z trudem, przesuwały się w głąb lądu. Nadchodził deszcz.
Zatrzymałem się na chwilę i przykładając otwartą dłoń do czoła, tak aby osłonić oczy przed promieniami zachodzącego słońca, uważnie przyjrzałem się linii nabrzeża. Tuż nad wodą kręciło się sporo ludzi. To zapewne rybacy. Do uszu doszedł mnie gwar ludzkich rozmów. Co chwilę dało się słyszeć wybuchy śmiechu czy sprzeczki.
Oblizalem wargi.
- Kolacja czeka! - to rzekłszy przyspieszyłem kroku, kierując się w stronę miasta.
Przechodziłem właśnie w pobliżu większego budynku gdy zauważyłem wysoką, odzianą na czarno postać mężczyzny. Nie mogłem się oprzeć… Zbyt mnie kusiło. Zbliżyłem się i udając niepewność zaczepiłem nieznajomego.
- Przepraszam najmocniej… Wie pan może gdzie znajdę budynek poczty? - spytałem z niewinnym uśmiechem. Jednocześnie niezauważalnie wręcz przesuwając wzrokiem po sylwetce obcego
Gdzie sakiewka? A może by tak…. W tem na jego plecach dojrzałem potężny miecz. Oj… chyba jednak sobie podaruję...
<Przepraszam za tak krótki odpis >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz