- Sam bym sobie poradził. - Odparł dzieciak, jednocześnie chytrze się śmiejąc. Następnie wyminął mnie zabierając mi sztylet, gdyby nie fakt że wszystkie moje rzeczy są przeze mnie wypaczone pewnie bym nie zauważył tego, jednak w takiej sytuacji bez problemu to zauważyłem, jednak reakcja z mojej strony była raczej nie potrzebna. - Na przyszłość lepiej pilnuj broni. - Odparł wbijając sztylet obok mojej stopy.
- Broni może i tak, ale nie takich zabawek. - Odparłem i schowałem sztylet. - A teraz zrób to w czym jesteś pewnie najlepszy, znikaj, no chyba że chcesz pokazać tamtym dzieciakom jak to sobie z nimi poradzisz, cokolwiek postanowisz, powodzenia. - Skończyłem moją małą przemowę, odwróciłem się i odszedłem.
Mam jednak złe przeczucia co do niego, chciałbym mieć już na dziś spokój, ale pewnie nie będzie mi to dane. Warto spróbować.
Następne minuty było szybkim marszem z mojej strony, nie jestem aż tak zdesperowany by nagle zacząć biegnąć bezpowodu, jednak im dalej od złodzieja tym lepiej, on jest przeciwieństwem mojej definicji spokoju.
- Ukradłeś to, prawda?! - Była to treść krzyku który wyrwał mnie z namysłu. Odwróciłem się w tamtą stronę i widziałem jak sklepikarz, który sprzedawał owoce, wskazywał na kogoś, a tłum jak to tłum, przyglądał się i szeptał między sobą.
- Mówię po raz kolejny, że nic nie ukradłem! - odparł dobrze znany mi głos… Skąd on się tu wziął? Skrót, mały użył skrótu między budynkami, jeżeli jeszcze miał przy tym większą prędkość przemieszczania się, to jest to możliwe.
- Ach tak?! Zdejmuj ubrania, już ja cię zaraz przeszukam, ty cholerny złodzieju! - wykrzyczał sprzedawca.
Okej, do trzech razy sztuka…
- Co tu się dzieje? - Po tym, jak w szybkim krokiem dostałem się na miejsce zdarzenia, zapytałem obie strony konfliktu jak i obserwatorów, o dziwo wszyscy nagle zamilkli. - Pytałem o coś. - Tym razem było to skierowane do sprzedawcy.
- T-ten mały hultaj, ukradł mi owoce! I to jeszcze te najlepsze! Takim to powinno się odcinać ręce! - Chłop się odpalił i strach zniknął, jednak kiedy było mówione o obcinaniu rąk, złodziejaszek trochę zbladł.
- Bierz i się już ucisz. - Rzuciłem temu krzykaczowi monetę o sporym nominale, kilka krotność tego co w jego wersji wydarzeń ukradł młody.
Problem zażegnany, więc znikam.
***
Jestem już prawie w domu ale…
- Czemu za mną idziesz? - Zapytałem mojego niechcianego towarzysza podróży. Kiedy wychodziłem z placu gdzie były targowiska, on poszedł za mną…
< Yael? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz