Pożegnałam się z
Simonem, który niechętnie wypuścił mnie ze swojego, w zasadzie to
już naszego świata. Pora najwyższa wrócić do obowiązków.
Umówiliśmy się, że wieczorem wpadnie do mnie do domu. Dzieciaki
mojego rodzeństwa rosną jak na drożdżach. Bliźniaki, jak i mała
Lyra, stali się moimi oczkami w głowie. Nigdy bym się nie
spodziewała, że dzieci tak bardzo zawrócą mi w głowie...
Wchodząc do akademii
zaczepił mnie w biegu Oktay. Złapał mnie za łokieć, obracając
przy tym o jakieś dziewięćdziesiąt stopni. Zrobił to z taką
siłą, omal nie odcinając mi przepływu krwi.
– Co ty robisz? –
spytałam jednocześnie wyszarpnęłam swoją biedną kończynę z
jego łapy. – Zaraz masz zajęcia. Znowu zapomniałeś, ty cieciu
jeden?
– Już chciałem
powiedzieć, że jak miło cię widzieć, ale jednak nie. – Posłał
mi złośliwy uśmiech patrząc na mnie z góry. Przy nim czułam się
zawsze taka mała, a przecież nie jestem niska. – Słuchaj, jest
sprawa. Musisz mnie dzisiaj zastąpić na zajęciach.
– To już trzeci raz w
tym tygodniu!
– Lyra jest ostatnio
bardzo marudna. Nie śpi po nocach. Arrow jest wykończona. Muszę
zająć się małą. Proszę siostra, zgódź się.
– No ok, Tym razem
masz sensowne wytłumaczenie. Zastąpię cię dzisiaj. Ale wisisz mi
przysługę. – Zgodziłam się, bo co miałam zrobić? Odkąd mój
brat został ojcem już tak nie szlajał się po melinach, nie
zaliczał każdej napotkanej dziewczyny. Zmienił się na lepsze, a
raczej zaczął być taki jak kiedyś. Okeś powoli do nas wracał, z
czego bardzo się cieszyłam. My wszyscy zaczynaliśmy być tacy jak
dawniej. No, prawie. Jeszcze Matayas nikogo sobie nie przygruchał.
Przed rozpoczęciem
zajęć udałam się do Eurosa, aby poinformować go o dzisiejszym
zastępstwie za mojego starszego brata. Dyrektor nie miał nic
przeciwko temu. Zanim Oktay został jednym z nauczycieli w akademii
to mi pierwszej zaproponowano to stanowisko. Nie zgodziłam się
wtedy. Stanowczo odmówiłam. Nie chciałam uczyć swoich znajomych.
Już wystarczająco zażenowana czułam się siedząc na niektórych
wykładach.
Na dwie minuty przed
rozpoczęciem wykładu weszłam do sali, w której zebrali się już
prawie wszyscy. Dostrzegłam również kilka nowych twarzy, co lekko
mnie zdziwiło. Jak widać wciąż nowi jeźdźcy się pojawiając. W
sumie to nawet i dobrze. Oznacza to bowiem większą szansę na
szybsze znalezienie wybrańca. Przyjrzałam się jeszcze tylko całej
grupie, po czym stanęłam na środku sali. Uniosłam do góry rękę,
aby zwrócić uwagę zebranych.
– Oktayowi znowu coś
dzisiaj wypadło, przez co nie może poprowadzić dzisiejszych zajęć.
Ja go znowu zastąpię. Dla informacji tych, co są nowi i mnie nie
znają, nazywam się Soraya Dreyar. Tak samo jak wy uczę się w
akademii, jednak jestem na poziomie zaawansowanym. – Po upływie
kilku sekund ciszy, jaka zapadła ponownie zabrałam głos. –
Powtórzymy sobie krótko ostatnie zagadnienie z poprzedniego
wykładu, czyli zastosowanie teorii w praktyce: technologia w życiu
codziennym. Pytanie do was, czy technika na obecnym poziomie jest w
stanie konkurować z magią? Na koniec napiszemy może jakiś test,
tak na szybko, by sprawdzić ile wynieśliście jak dotąd z zajęć...
– Po sali rozeszły się jęki i pomruki niezadowolenia.
Uśmiechnęłam się do studentów nieco szerzej niż zazwyczaj. –
Spokojnie! Tylko spokojnie. To Oktay będzie sprawdzać prace, więc
na pewno wszyscy zdadzą.
I tak minęły nam trzy
godziny. Starałam się poprowadzić zajęcia tak, by każdy mógł
dodać coś od siebie. Wypowiedzieć się o swoich dotychczasowych
doświadczeniach, też przygodach. Przybliżyłam słuchaczom też
to, iż jako jeźdźcy nie mamy bezpośredniego kontaktu z magią.
Technologia, którą stosujemy w życiu, jak i w walce czy w
treningach może być uznana jako zamiennik za magię. Nie zawsze,
ale jednak. Opowiedziałam im też o magii, którą posługują się
nasze smoki. Jak to jest w ich przypadku.
– Co do naszych
smoczych towarzyszy, jest to bardziej skomplikowane. Istnieje również
jeden wyjątek od reguły. Otóż smoki obdarzają swoich jeźdźców
własną energią poprzez więź jaka ich łączy. Próbowano
wytłumaczyć to jakoś za pomocą naukowych teorii, jednak do
dzisiaj nic nie udowodniło tego, by smoki wybierały jeźdźców z
naukowych punktów widzenia. To jest i zawsze już będzie magią.
Istnieje jednak odpowiedź na pytanie: dlaczego dokonują takich, a
nie innych wyborów. Odpowiedź ta jest niezwykle prosta; to energia.
Nazywana inaczej aurą. Energia jest wszędzie, we wszystkim, jak i w
każdym z nas. To główny budulec wszechświata. Główny składnik,
z którego Bogowie stworzyli nasz świat, jak i swój. Energia to
źródło życia, jak i niestety śmierci. Gdyby jej zabrakło, lub
użyto w niewłaściwy sposób, nic nie mogłoby przetrwać. Istnieją
mity o boskiej energii, możecie o nich poczytać w bibliotece. Nie
ma ich zbyt wiele. W sumie to są to różne wersje tej samej
historii o tym, jak to Dreyar, jeden z wielkiej boskiej piątki
wyrzekł się swojego boskiego „ja”.
Wracając do sprawy,
smok w chwili wybierania jeźdźca decyduje się na daną osobę
wtedy, gdy jego energia przyciągnie, a następnie... zespoli się w
jedność z energią przyszłego jeźdźca. Jeśli chodzi o mnie i
moją smoczycę jest dokładnie na odwrót. Owszem, razem tworzymy
jedność, ale to ja jej daję energię. Ze względu na moje
pochodzenie tak właśnie jest. Jednak zasada jedności pozostaje
taka sama. Żadna technologia nigdy nie będzie w stanie idealnie
dopasować smoka z jeźdźcem. – Skończyłam mówić, a słuchający
mnie ludzie nadal się na mnie patrzyli. Cisza, jaka panowała
spowodowała, że obdarzyłam najbliższe osoby łagodnym uśmiechem.
Poprawiłam włosy, odrzucając czarne pasmo na plecy.
– To by było dzisiaj
na tyle. Teraz wyciągnijcie coś do pisania, za chwilę podam wam
pytania do testu... – chciałam dodać coś jeszcze, lecz poczułam
delikatne wibracje w kieszeni. To kryształ, który dostałam od
swojej smoczycy. Po kolejnych kilku sekundach usłyszałam w głowie
jej nieco wyniosły, ale i przyjemny głos.
– Sorayo, lecę na
stały ląd zapolować. Wrócę jutro
– zakomunikowała mi. Nic więcej nie powiedziała. Taka właśnie
jest nasza relacja. Niby chłodna, zdystansowana, jednak Nicris
zawsze przybędzie mi na ratunek, jak ja jej.
Po
teście poprosiłam nieznaną i jak dotąd, szarowłosą dziewczynę
o zebranie wszystkich kartek od pozostałych. Zabrało jej to może z
minutę. W tym czasie sala zrobiła się niemal całkowicie pusta.
Zostałam w niej ja i ta o to nowa dziewczyna. Przyjrzałam się jej
uważniej. Wyglądała na spokojną i rozważną osobę. Ciekawe. Gdy
skończyła podeszła do mnie z plikiem kartek w ręku. Podała mi
go, mrucząc pod nosem ciche ''proszę''.
–
Dzięki. Mogę wiedzieć jak się nazywasz? – spytałam się jej, w
tym samym czasie badając emanującą od niej energię.
< Libby? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz