25 listopada 2018

Od Sorayi Cd Libby


      Pożegnałam się z Simonem, który niechętnie wypuścił mnie ze swojego, w zasadzie to już naszego świata. Pora najwyższa wrócić do obowiązków. Umówiliśmy się, że wieczorem wpadnie do mnie do domu. Dzieciaki mojego rodzeństwa rosną jak na drożdżach. Bliźniaki, jak i mała Lyra, stali się moimi oczkami w głowie. Nigdy bym się nie spodziewała, że dzieci tak bardzo zawrócą mi w głowie...
     Wchodząc do akademii zaczepił mnie w biegu Oktay. Złapał mnie za łokieć, obracając przy tym o jakieś dziewięćdziesiąt stopni. Zrobił to z taką siłą, omal nie odcinając mi przepływu krwi.
– Co ty robisz? – spytałam jednocześnie wyszarpnęłam swoją biedną kończynę z jego łapy. – Zaraz masz zajęcia. Znowu zapomniałeś, ty cieciu jeden?
– Już chciałem powiedzieć, że jak miło cię widzieć, ale jednak nie. – Posłał mi złośliwy uśmiech patrząc na mnie z góry. Przy nim czułam się zawsze taka mała, a przecież nie jestem niska. – Słuchaj, jest sprawa. Musisz mnie dzisiaj zastąpić na zajęciach.
– To już trzeci raz w tym tygodniu!
– Lyra jest ostatnio bardzo marudna. Nie śpi po nocach. Arrow jest wykończona. Muszę zająć się małą. Proszę siostra, zgódź się.
– No ok, Tym razem masz sensowne wytłumaczenie. Zastąpię cię dzisiaj. Ale wisisz mi przysługę. – Zgodziłam się, bo co miałam zrobić? Odkąd mój brat został ojcem już tak nie szlajał się po melinach, nie zaliczał każdej napotkanej dziewczyny. Zmienił się na lepsze, a raczej zaczął być taki jak kiedyś. Okeś powoli do nas wracał, z czego bardzo się cieszyłam. My wszyscy zaczynaliśmy być tacy jak dawniej. No, prawie. Jeszcze Matayas nikogo sobie nie przygruchał.
      Przed rozpoczęciem zajęć udałam się do Eurosa, aby poinformować go o dzisiejszym zastępstwie za mojego starszego brata. Dyrektor nie miał nic przeciwko temu. Zanim Oktay został jednym z nauczycieli w akademii to mi pierwszej zaproponowano to stanowisko. Nie zgodziłam się wtedy. Stanowczo odmówiłam. Nie chciałam uczyć swoich znajomych. Już wystarczająco zażenowana czułam się siedząc na niektórych wykładach.
       Na dwie minuty przed rozpoczęciem wykładu weszłam do sali, w której zebrali się już prawie wszyscy. Dostrzegłam również kilka nowych twarzy, co lekko mnie zdziwiło. Jak widać wciąż nowi jeźdźcy się pojawiając. W sumie to nawet i dobrze. Oznacza to bowiem większą szansę na szybsze znalezienie wybrańca. Przyjrzałam się jeszcze tylko całej grupie, po czym stanęłam na środku sali. Uniosłam do góry rękę, aby zwrócić uwagę zebranych.
– Oktayowi znowu coś dzisiaj wypadło, przez co nie może poprowadzić dzisiejszych zajęć. Ja go znowu zastąpię. Dla informacji tych, co są nowi i mnie nie znają, nazywam się Soraya Dreyar. Tak samo jak wy uczę się w akademii, jednak jestem na poziomie zaawansowanym. – Po upływie kilku sekund ciszy, jaka zapadła ponownie zabrałam głos. – Powtórzymy sobie krótko ostatnie zagadnienie z poprzedniego wykładu, czyli zastosowanie teorii w praktyce: technologia w życiu codziennym. Pytanie do was, czy technika na obecnym poziomie jest w stanie konkurować z magią? Na koniec napiszemy może jakiś test, tak na szybko, by sprawdzić ile wynieśliście jak dotąd z zajęć... – Po sali rozeszły się jęki i pomruki niezadowolenia. Uśmiechnęłam się do studentów nieco szerzej niż zazwyczaj. – Spokojnie! Tylko spokojnie. To Oktay będzie sprawdzać prace, więc na pewno wszyscy zdadzą.
      I tak minęły nam trzy godziny. Starałam się poprowadzić zajęcia tak, by każdy mógł dodać coś od siebie. Wypowiedzieć się o swoich dotychczasowych doświadczeniach, też przygodach. Przybliżyłam słuchaczom też to, iż jako jeźdźcy nie mamy bezpośredniego kontaktu z magią. Technologia, którą stosujemy w życiu, jak i w walce czy w treningach może być uznana jako zamiennik za magię. Nie zawsze, ale jednak. Opowiedziałam im też o magii, którą posługują się nasze smoki. Jak to jest w ich przypadku.
– Co do naszych smoczych towarzyszy, jest to bardziej skomplikowane. Istnieje również jeden wyjątek od reguły. Otóż smoki obdarzają swoich jeźdźców własną energią poprzez więź jaka ich łączy. Próbowano wytłumaczyć to jakoś za pomocą naukowych teorii, jednak do dzisiaj nic nie udowodniło tego, by smoki wybierały jeźdźców z naukowych punktów widzenia. To jest i zawsze już będzie magią. Istnieje jednak odpowiedź na pytanie: dlaczego dokonują takich, a nie innych wyborów. Odpowiedź ta jest niezwykle prosta; to energia. Nazywana inaczej aurą. Energia jest wszędzie, we wszystkim, jak i w każdym z nas. To główny budulec wszechświata. Główny składnik, z którego Bogowie stworzyli nasz świat, jak i swój. Energia to źródło życia, jak i niestety śmierci. Gdyby jej zabrakło, lub użyto w niewłaściwy sposób, nic nie mogłoby przetrwać. Istnieją mity o boskiej energii, możecie o nich poczytać w bibliotece. Nie ma ich zbyt wiele. W sumie to są to różne wersje tej samej historii o tym, jak to Dreyar, jeden z wielkiej boskiej piątki wyrzekł się swojego boskiego „ja”.
      Wracając do sprawy, smok w chwili wybierania jeźdźca decyduje się na daną osobę wtedy, gdy jego energia przyciągnie, a następnie... zespoli się w jedność z energią przyszłego jeźdźca. Jeśli chodzi o mnie i moją smoczycę jest dokładnie na odwrót. Owszem, razem tworzymy jedność, ale to ja jej daję energię. Ze względu na moje pochodzenie tak właśnie jest. Jednak zasada jedności pozostaje taka sama. Żadna technologia nigdy nie będzie w stanie idealnie dopasować smoka z jeźdźcem. – Skończyłam mówić, a słuchający mnie ludzie nadal się na mnie patrzyli. Cisza, jaka panowała spowodowała, że obdarzyłam najbliższe osoby łagodnym uśmiechem. Poprawiłam włosy, odrzucając czarne pasmo na plecy.
– To by było dzisiaj na tyle. Teraz wyciągnijcie coś do pisania, za chwilę podam wam pytania do testu... – chciałam dodać coś jeszcze, lecz poczułam delikatne wibracje w kieszeni. To kryształ, który dostałam od swojej smoczycy. Po kolejnych kilku sekundach usłyszałam w głowie jej nieco wyniosły, ale i przyjemny głos.
Sorayo, lecę na stały ląd zapolować. Wrócę jutro – zakomunikowała mi. Nic więcej nie powiedziała. Taka właśnie jest nasza relacja. Niby chłodna, zdystansowana, jednak Nicris zawsze przybędzie mi na ratunek, jak ja jej.
Po teście poprosiłam nieznaną i jak dotąd, szarowłosą dziewczynę o zebranie wszystkich kartek od pozostałych. Zabrało jej to może z minutę. W tym czasie sala zrobiła się niemal całkowicie pusta. Zostałam w niej ja i ta o to nowa dziewczyna. Przyjrzałam się jej uważniej. Wyglądała na spokojną i rozważną osobę. Ciekawe. Gdy skończyła podeszła do mnie z plikiem kartek w ręku. Podała mi go, mrucząc pod nosem ciche ''proszę''.

– Dzięki. Mogę wiedzieć jak się nazywasz? – spytałam się jej, w tym samym czasie badając emanującą od niej energię. 



< Libby? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz