Patrzyłem na dziewczynę. Starałem się jej przyjrzeć uważnie. W duchu odniosłem wrażenie, że skądś znam tę pannę, ale... Jakoś nie mogłem jej skojarzyć. Cóż, mówi się trudno. Westchnąłem ciężko, po czym podniosłem się ze swojego miejsca. Rozprostowałem plecy, w których coś nieprzyjemnie strzeliło, co wywołało krzywy grymas na mojej twarzy. Przeczesałem sobie już suche włosy ręką.
- Jak masz na imię? - spytałem. Gdy nie usłyszałem żadnej odpowiedzi zadałem jej kolejne pytanie, jednocześnie podchodząc do ognia i dokładając nieco drwa. Uklęknąłem przy palenisku, by ogrzać sobie dłonie. - Jesteś z Eter? - I to pytanie najwidoczniej poszybowało w kosmos, ponieważ dziewczyna i na nie nie odpowiedziała. Spojrzałem na nią ponownie. - Nie znasz mojego języka? A może jesteś głucha? - Gdy tak na nią patrzyłem coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że ją znam. Nie mogłem tylko sobie przypomnieć skąd. Ach, ta moja dziwna głowa. Tyle dziwactw się w niej kłębi. Gonitwa myśli, plątanina wspomnieć, szepty z przeszłości... Za dużo tego było.
Zwróciłem spojrzenie z powrotem na ogień. Płomienie tak przyjemnie ogrzewały mi skórę. Jego gorąco, energia... Była niezwykle przyjemna. Potem zdałem sobie sprawę, iż nie tylko ta energia taka była. Ta należąca do nieznajomej była niemal równie pociągająca co ta należąca do płomieni.
- Odezwiesz się, czy masz zamiar tak milczeć? - Zadałem jej jeszcze jedno pytanie, przy czym po raz kolejny dołożyłem nieco drewna do ognia. Posłałem jej mały uśmiech. Może to ją nieco ośmieli, kto wie? Albo wręcz odwrotnie! Moja szpetna gęba ją zrazi do mnie i nigdy nie poznam choćby jej imienia. To możliwe. Żyjemy w czasach, w których wszystko jest możliwe.
< Eshia? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz