Zapamiętać. Zasada numer jeden. NIGDY NIE WCHODŹ NA CZYJŚ TEREN BEZ ZAPOWIEDZI! Zasada numer dwa? ZORIENTUJ SIĘ CZYJA TO DZIELNIA! Te reguły wbijano mi, niekiedy dosłownie, do głowy od najmłodszych lat. A ja właśnie jak ostatni debil i idiota złamałem większość Zasad Ulicy. No to fajnie. Pierwszy dzień w nowym mieście, a już co najmniej sześć osób pragnie mojej śmierci. A dokładnie sześć bardzo wkurzonych osób przypierających mnie do muru.
Za plecami doskonale wyczuwam chłód bijący od ściany. Nie jestem jakoś specjalnie przerażony. Bardziej zirytowany, bo właśnie przez takie akcje mogę stracić czas, który normalnie poświęcam na zdobycie pożywienia.
Naraz stojące wokół mnie osoby przybliżają się do tego stopnia, że bez prostowania ręki sięgnę każdego z nich. W tym też momencie do moich uszu dobiega świst stali wyciąganej płynnym ruchem z pochwy, a następnie kątem oka dostrzegam błysk w dłoni jakiegoś przechodnia.
Już po chwili z niejakim zdumieniem obserwuje jak nieznajomy rozpędza na ten godny pożałowania gang ulicznych dzieciaków.
- Jesteś cały? - potężna czarną sylwetka zbliża się do mnie, jednocześnie chowając słusznych rozmiarów sztylet na swoje miejsce
- Sam bym sobie poradził - mówię z chytrym uśmieszkiem rozpoznając moją niedoszłą ofiarę. A raczej ofiarę.
Przechodząc obok niego, podrzucam do góry mały sztylet, który wcześniej należała do nieznajomego.
- Na przyszłość lepiej pilnuje broni - oczy skrzą mi z radości gdy zostawiam milczącego czarnokapturego z małym sztyletem wbitym trzy całe od jego lewego buta
< Mam nadzieję, że się nie obrazisz na tego łobuza :D >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz