30 marca 2017

Od Sorayi

  


Ledwo co uniknęłam zderzenia z tamtym chłopakiem, to w zamian za to, zderzyłam się, bo jakżeby inaczej, z jakąś nastolatką. Nie zauważyłam jej, z resztą nie zwróciłabym uwagi na jej impertynenckie zachowanie, gdyby po prostu mnie zignorowała. Przez nią jajo, które dopiero co otrzymałam wypadło mi z rąk i poturlało się gdzieś w dół po chodach. Pięknie. Jeśli wykluje się z niego jakiś niepełnosprawny, niedorozwinięty umysłowo jaszczur, to przysięgam, że tą dziewuchę poćwiartuję moimi katanami, a ja zawsze dotrzymuję obietnic.
        Moja płaska pupa zaliczyła niemiłe spotkanie z kamiennymi schodami, a ja już czułam pulsujący ból pochodzący od kości ogonowej. Zignorowałam go totalnie, przecież nie będę tu beczeć z tak błahego powodu jak bolący tyłek! Syknęłam jedynie pod nosem kiedy próbowałam wstać, lecz wtem ujrzałam przed sobą wyciągniętą, drobną dłoń. Uniosłam głowę lekko w górę, by zza kurtyny mojej gęstej grzywki ujrzeć ciemnowłosą, młodszą ode mnie dziewczynę ze znudzoną miną. Wyciągała do mnie tą rękę, jakby robiła mi wielką łaskę. Wystarczyło mi jedno spojrzenie w jej oczy, aby ocenić jaka ona jest. Uśmiechnęłam się w duchu, jednocześnie przybierając swoją standardową maskę olewającej wszystko i wszystkich zołzy.
        – Ktoś ty? – spytałam tonem jakby odpowiedź na moje pytanie i tak mało mnie obchodziła.
        – Ariana – odpowiedziała oschle. Wyczuwałam w jej postawie wrogość, może nie do końca uzasadnioną, ale rozumiałam ją. Czasami sama tak reagowałam na obcych, zwłaszcza na takich, którzy zaszli mi za skórę. Rezygnując z jej pomocnej dłoni, sama wstałam powoli otrzepując swoje kościste dupsko z kurzu i Bóg wie z czego jeszcze... Minęłam Arianę bez słowa i ruszyłam w kierunku, gdzie spoczywało moje nieszczęsne jajo. Dziewczynie chyba się to nie spodobało, bo odwróciła się w moją stronę zagniewana. Kiedy byłam w połowie drogi, jakiś młody, najwyżej trzydziestoletni mężczyzna, pochwycił moją czarną własność. Załączył się we mnie mój, nie taki znowu mały, agresor, po czym przyspieszyłam kroku. Wyciągnęłam mój sekretny nóż z schowka na udzie moich czarnych spodni i z prędkością światła rzuciłam nim w mężczyznę. Ostrze zadało mu draśnięcie na lewym policzku i z dużą siłą wbiło się w pień pobliskiego drzewa. Facet, przestraszony, upuścił jajo, a te poturlało się w moją stronę. Nie bałam się, że coś mu się stanie. W końcu to Smok Kryształu.
        – To nie należy do ciebie – warknęłam na tyle głośno, by delikwent zwrócił na mnie uwagę. Z jego ranki na poliku spłynęła pojedyncza kropla szkarłatnej krwi. Przestraszył się mnie i zawinął nogi za pas. Uciekał tak szybko, że unosiły się za nim tumany brudnego, ulicznego kurzu. Uśmiechnęłam się zadowolona. Nie ma to jak wzbudzić trochę strachu, zwłaszcza w takich, co sami lubią go zadawać. Wzięłam do rąk moje czarne jajko, okręciłam się na pięcie w międzyczasie wyczuwając, że Ariana stanęła tuż za mną. Nadal w dobrym nastroju spojrzałam na nią z góry, co było możliwe dzięki temu, że byłam od niej wyższa. Przeczesałam swoje czarne jak skrzydła kruka, związane w kuca włosy lewą ręką, trzymając w prawej mojego smoczego pisklaka.
        – Ja jestem Soraya.


< Ariana? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz