Wybrał mnie. Ten głupi szczur mnie wybrał. Nie. To nie może być prawda! Przecież.., przecież ja nienawidzę smoków! Gardzę nimi, a ten mały niedorozwój mnie wybrał?! To jego głos usłyszałam w głowie. Jego szept zmusił mnie, bym dotknęła to przeklęte jajo. Dlaczego? Dlaczego, pytam się.?! Adris podeszła do mnie, kątem oka widziałam jak razem z Eurosem się uśmiechają. Nie wiem z czego tak się cieszą...
– Wybrała cię Smoczyca Kryształu. – Kryształu? No tak, ojciec wspominał mi kiedyś, że w jego linii wszyscy jeźdźcy otrzymują smoki tego gatunku.
– Rozpoczynasz naukę w naszej Akademii, Sorayo! – Entuzjazm dyrektora aż mnie powalił, oczywiście w tym negatywnym sensie. Na Bogów, nadal nie mogę w to wszystko uwierzyć...
– Smoczyca wykluje się za dwa tygodnie, do tego czasu musisz mieć ją na oku, nie wolno ci jej powierzyć nikomu, nawet zaufanej osobie. Chroń ją, a kiedy się wykluje będziecie się chronić wzajemnie – powiedziała Smocza Opiekunka. Powoli uniosłam głowę i zmierzyłam ją chłodnym spojrzeniem. Zarówno ona jak i dyrektor oczekiwali bym zabrała głos. Postanowiłam spełnić ich prośbę.
– Czy jest możliwość oddania tego... – popatrzyłam na czarne jajo w moich rękach – tego i zrezygnowanie? – Powiedziałam to niemal śmiertelnie poważnym tonem, czym wprawiłam stojącą przede mną dwójkę w osłupienie.
– Jak to oddania? Teraz już nie możesz się wycofać! Smok cię wybrał! Oddając go teraz skażesz to stworzenie na śmierć..! – Adris niemal spiorunowała mnie wzrokiem, ale ja się nie ugięłam. Nie tak łatwo jest mnie złamać.
– Sorayo – do moich uszu dobiegł surowy głos dyrektora. – Nie masz już możliwości odwrotu. Smok podjął decyzję. Wybrał ciebie i nikogo innego już nie wybierze. Zaakceptuj to. To ogromny zaszczyt być wybranym.
– Rozumiem. – Tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić. Spojrzałam śmiało w oczy starca, w których dostrzegłam zaintrygowanie oraz przestrogę. – W takim razie niech będzie. Zatrzymam to jajo i także zacznę uczęszczać do akademii. Jeśli to wszystko, to chciałabym już się oddalić. Jestem po długiej podróży, a nawet się jeszcze nie zakwaterowałam.
– Naturalnie, dziecko. Jeśli będziesz mieć jakieś trudności ze znalezieniem lokum, zgłoś się do mnie. Coś zaradzimy. – Jego niby serdeczny ton nie zmącił mojej czujności. Wyczytałam z jego oczu, że nie ufa mi do końca. Nie jest mnie pewny. – Jeśli mogę spytać – rzekł, kiedy ja już odwróciłam się na pięcie by wyjść i opuścić to cudaczne miejsce. – Jak się nazywasz?
Wiedziałam. Wiedziałam, że to pytanie padnie prędzej czy później. Nie mam najmniejszego zamiaru zdradzać im mojego nazwiska. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Odwróciłam się powoli tak, by część mojego profilu była widoczna dla Smoczej Opiekunki i dyrektora.
– Wystarczy, że znacie moje imię. Reszta jest nieistotna. – Rzekłszy to, udałam się do wyjścia. Kiedy szłam dość szybko przez korytarze, w rękach cały czas miałam to głupie jajo. Postanowiłam, że przemyślę całą tą sytuację, jak już znajdę sobie jakiś kont. To było w tym momencie najlepsze rozwiązanie.
Kiedy schodziłam już ze schodów prowadzących do wejścia głównego smoczej akademii, natknęłam się na dwójkę biegnących, chłopaka i dziewczynę. Chyba rozmawiali między sobą, więc mnie nie zauważyli. Ciemnowłosy prawie na mnie wpadł, lecz dzięki mojej zręczności udało mi się wykonać efektowny unik, ocalając tym samym moje jajo... Zaraz, czy ja pomyślałam moje?! Nie zwracając większej uwagi na tamtą dwójkę ruszyłam dalej przed siebie, zostawiając tamtych w tyle.
< Ktoś? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz