26 listopada 2018

Od Adris (Próba przejścia Libby Hill)


Gratulacje Libby przeszła Próbę Przejścia!
Żywioł Smoka: woda.  Płeć: samica


Wygląd gdy dorośnie:

25 listopada 2018

Od Libby CD Sorayi


Sprawdzian? Na sam wstęp? Zapowiada się niesamowicie. Widać, że dziewczyna jest wymagająca. No nic, i tak te tematy już znam. Przed rozstaniem z rodzeństwem dużo wkuwałam, żeby wysiłek mojego brata nie poszedł na marne. Trzy godziny ciągnęły się w nieskończoność, ponieważ na dworze było tak ciepło. Moje myśli już chodziły po akademii, zwiedzając ją. Natychmiast zebrałam kartkówki i oddałam czarnowłosej. Usłyszałam pytanie co do mojego imienia. Szczerze nie sądziłam, że ją to zainteresuje. Z tego co widziałam to jest jeszcze kilka nowych uczniów, więc czemu ja?
- Libby, ale można mi mówić Lib - uśmiechnęłam się. - A jak zwracać się do pani?
- Soraya, nie lubię gdy mówi się do mnie pani - odparła.
-Dobrze pani profesor. - Wyszczerzyłam mój uśmiech jeszcze bardziej.
Pożegnałam się z nią i wyszłam z sali. Trochę pochodziłam po akademii zwiedzając ją z grubsza, ale wciąż nie wiedziałam co jest gdzie. Po kilkunastu minutach zorientowałam się, że musiałam gdzieś źle skręcić. Wynik był taki, że nie miałam zielonego pojęcia jak z stąd wyjść.
- Zgubiłaś się? - Usłyszałam już znajomy głos. Odwróciłam się przodem do Sorayi.
- To za dużo powiedziane. Bardziej pomyliłam kierunki. - Wzruszyłam ramionami.
- Chodź, pokażę ci gdzie co jest. I jak trafić do wyjścia. - W tym momencie chyba usłyszałam delikatny śmiech. Trafić bym trafiła - kiedyś. Chyba jednak skorzystam z szybkiego rekonesansu.
- Tu znajduje się biblioteka... Tu sala muzyczna... Na końcu gabinet lekarski. - Idąc po akademii, czarnowłosa co nieco o niej opowiadała. Widziałam też tor dla koni, czy na łyżwy. Miejsc było sporo, a podwórko robiło niesamowite wrażenie. Moim ulubionym miejscem stał się ogród pod kopułą i plaża. Coś gdzie można w spokoju odpocząć i zebrać myśli. 
- Dziękuję za pomoc - powiedziałam gdy znaleźliśmy się w części mieszkań akademickich. -Gdyby nie ty pewnie błąkała bym się niczym duch. 
- Nie ma sprawy. 
Rozstałyśmy się na skraju i wróciłam do mojego pokoju. Dzisiejszy dzień jakoś mi się dłużył i dłużył. Postanowiłam wziąć szybki prysznic i iść odpocząć. Nie lubiłam tu długo siedzieć, bo przez hałasy na korytarzu myśli mi się plątały. O dziwo wbiłam się w luźną sukienkę i ruszyłam w stronę ciepłej, piaszczystej plaży.


<Soraya? Może chcesz dołączyć do plażingu ? XD >

Od Cor'a Cd Yael


- Sam bym sobie poradził. - Odparł dzieciak, jednocześnie chytrze się śmiejąc. Następnie wyminął mnie zabierając mi sztylet, gdyby nie fakt że wszystkie moje rzeczy są przeze mnie wypaczone pewnie bym nie zauważył tego, jednak w takiej sytuacji bez problemu to zauważyłem, jednak reakcja z mojej strony była raczej nie potrzebna. - Na przyszłość lepiej pilnuj broni. - Odparł wbijając sztylet obok mojej stopy. 
- Broni może i tak, ale nie takich zabawek. - Odparłem i schowałem sztylet. - A teraz zrób to w czym jesteś pewnie najlepszy, znikaj, no chyba że chcesz pokazać tamtym dzieciakom jak to sobie z nimi poradzisz, cokolwiek postanowisz, powodzenia. - Skończyłem moją małą przemowę, odwróciłem się i odszedłem. 
Mam jednak złe przeczucia co do niego, chciałbym mieć już na dziś spokój, ale pewnie nie będzie mi to dane. Warto spróbować. 
Następne minuty było szybkim marszem z mojej strony, nie jestem aż tak zdesperowany by nagle zacząć biegnąć bezpowodu, jednak im dalej od złodzieja tym lepiej, on jest przeciwieństwem mojej definicji spokoju. 
- Ukradłeś to, prawda?! - Była to treść krzyku który wyrwał mnie z namysłu. Odwróciłem się w tamtą stronę i widziałem jak sklepikarz, który sprzedawał owoce, wskazywał na kogoś, a tłum jak to tłum, przyglądał się i szeptał między sobą. 
- Mówię po raz kolejny, że nic nie ukradłem! - odparł dobrze znany mi głos… Skąd on się tu wziął? Skrót, mały użył skrótu między budynkami, jeżeli jeszcze miał przy tym większą prędkość przemieszczania się, to jest to możliwe. 
- Ach tak?! Zdejmuj ubrania, już ja cię zaraz przeszukam, ty cholerny złodzieju! - wykrzyczał sprzedawca. 
Okej, do trzech razy sztuka…
- Co tu się dzieje? - Po tym, jak w szybkim krokiem dostałem się na miejsce zdarzenia, zapytałem obie strony konfliktu jak i obserwatorów, o dziwo wszyscy nagle zamilkli. - Pytałem o coś. - Tym razem było to skierowane do sprzedawcy. 
- T-ten mały hultaj, ukradł mi owoce! I to jeszcze te najlepsze! Takim to powinno się odcinać ręce! - Chłop się odpalił i strach zniknął, jednak kiedy było mówione o obcinaniu rąk, złodziejaszek trochę zbladł. 
- Bierz i się już ucisz. - Rzuciłem temu krzykaczowi monetę o sporym nominale, kilka krotność tego co w jego wersji wydarzeń ukradł młody. 
Problem zażegnany, więc znikam. 

***

Jestem już prawie w domu ale… 
- Czemu za mną idziesz? - Zapytałem mojego niechcianego towarzysza podróży. Kiedy wychodziłem z placu gdzie były targowiska, on poszedł za mną…



< Yael? >

Od Sorayi Cd Libby


      Pożegnałam się z Simonem, który niechętnie wypuścił mnie ze swojego, w zasadzie to już naszego świata. Pora najwyższa wrócić do obowiązków. Umówiliśmy się, że wieczorem wpadnie do mnie do domu. Dzieciaki mojego rodzeństwa rosną jak na drożdżach. Bliźniaki, jak i mała Lyra, stali się moimi oczkami w głowie. Nigdy bym się nie spodziewała, że dzieci tak bardzo zawrócą mi w głowie...
     Wchodząc do akademii zaczepił mnie w biegu Oktay. Złapał mnie za łokieć, obracając przy tym o jakieś dziewięćdziesiąt stopni. Zrobił to z taką siłą, omal nie odcinając mi przepływu krwi.
– Co ty robisz? – spytałam jednocześnie wyszarpnęłam swoją biedną kończynę z jego łapy. – Zaraz masz zajęcia. Znowu zapomniałeś, ty cieciu jeden?
– Już chciałem powiedzieć, że jak miło cię widzieć, ale jednak nie. – Posłał mi złośliwy uśmiech patrząc na mnie z góry. Przy nim czułam się zawsze taka mała, a przecież nie jestem niska. – Słuchaj, jest sprawa. Musisz mnie dzisiaj zastąpić na zajęciach.
– To już trzeci raz w tym tygodniu!
– Lyra jest ostatnio bardzo marudna. Nie śpi po nocach. Arrow jest wykończona. Muszę zająć się małą. Proszę siostra, zgódź się.
– No ok, Tym razem masz sensowne wytłumaczenie. Zastąpię cię dzisiaj. Ale wisisz mi przysługę. – Zgodziłam się, bo co miałam zrobić? Odkąd mój brat został ojcem już tak nie szlajał się po melinach, nie zaliczał każdej napotkanej dziewczyny. Zmienił się na lepsze, a raczej zaczął być taki jak kiedyś. Okeś powoli do nas wracał, z czego bardzo się cieszyłam. My wszyscy zaczynaliśmy być tacy jak dawniej. No, prawie. Jeszcze Matayas nikogo sobie nie przygruchał.
      Przed rozpoczęciem zajęć udałam się do Eurosa, aby poinformować go o dzisiejszym zastępstwie za mojego starszego brata. Dyrektor nie miał nic przeciwko temu. Zanim Oktay został jednym z nauczycieli w akademii to mi pierwszej zaproponowano to stanowisko. Nie zgodziłam się wtedy. Stanowczo odmówiłam. Nie chciałam uczyć swoich znajomych. Już wystarczająco zażenowana czułam się siedząc na niektórych wykładach.
       Na dwie minuty przed rozpoczęciem wykładu weszłam do sali, w której zebrali się już prawie wszyscy. Dostrzegłam również kilka nowych twarzy, co lekko mnie zdziwiło. Jak widać wciąż nowi jeźdźcy się pojawiając. W sumie to nawet i dobrze. Oznacza to bowiem większą szansę na szybsze znalezienie wybrańca. Przyjrzałam się jeszcze tylko całej grupie, po czym stanęłam na środku sali. Uniosłam do góry rękę, aby zwrócić uwagę zebranych.
– Oktayowi znowu coś dzisiaj wypadło, przez co nie może poprowadzić dzisiejszych zajęć. Ja go znowu zastąpię. Dla informacji tych, co są nowi i mnie nie znają, nazywam się Soraya Dreyar. Tak samo jak wy uczę się w akademii, jednak jestem na poziomie zaawansowanym. – Po upływie kilku sekund ciszy, jaka zapadła ponownie zabrałam głos. – Powtórzymy sobie krótko ostatnie zagadnienie z poprzedniego wykładu, czyli zastosowanie teorii w praktyce: technologia w życiu codziennym. Pytanie do was, czy technika na obecnym poziomie jest w stanie konkurować z magią? Na koniec napiszemy może jakiś test, tak na szybko, by sprawdzić ile wynieśliście jak dotąd z zajęć... – Po sali rozeszły się jęki i pomruki niezadowolenia. Uśmiechnęłam się do studentów nieco szerzej niż zazwyczaj. – Spokojnie! Tylko spokojnie. To Oktay będzie sprawdzać prace, więc na pewno wszyscy zdadzą.
      I tak minęły nam trzy godziny. Starałam się poprowadzić zajęcia tak, by każdy mógł dodać coś od siebie. Wypowiedzieć się o swoich dotychczasowych doświadczeniach, też przygodach. Przybliżyłam słuchaczom też to, iż jako jeźdźcy nie mamy bezpośredniego kontaktu z magią. Technologia, którą stosujemy w życiu, jak i w walce czy w treningach może być uznana jako zamiennik za magię. Nie zawsze, ale jednak. Opowiedziałam im też o magii, którą posługują się nasze smoki. Jak to jest w ich przypadku.
– Co do naszych smoczych towarzyszy, jest to bardziej skomplikowane. Istnieje również jeden wyjątek od reguły. Otóż smoki obdarzają swoich jeźdźców własną energią poprzez więź jaka ich łączy. Próbowano wytłumaczyć to jakoś za pomocą naukowych teorii, jednak do dzisiaj nic nie udowodniło tego, by smoki wybierały jeźdźców z naukowych punktów widzenia. To jest i zawsze już będzie magią. Istnieje jednak odpowiedź na pytanie: dlaczego dokonują takich, a nie innych wyborów. Odpowiedź ta jest niezwykle prosta; to energia. Nazywana inaczej aurą. Energia jest wszędzie, we wszystkim, jak i w każdym z nas. To główny budulec wszechświata. Główny składnik, z którego Bogowie stworzyli nasz świat, jak i swój. Energia to źródło życia, jak i niestety śmierci. Gdyby jej zabrakło, lub użyto w niewłaściwy sposób, nic nie mogłoby przetrwać. Istnieją mity o boskiej energii, możecie o nich poczytać w bibliotece. Nie ma ich zbyt wiele. W sumie to są to różne wersje tej samej historii o tym, jak to Dreyar, jeden z wielkiej boskiej piątki wyrzekł się swojego boskiego „ja”.
      Wracając do sprawy, smok w chwili wybierania jeźdźca decyduje się na daną osobę wtedy, gdy jego energia przyciągnie, a następnie... zespoli się w jedność z energią przyszłego jeźdźca. Jeśli chodzi o mnie i moją smoczycę jest dokładnie na odwrót. Owszem, razem tworzymy jedność, ale to ja jej daję energię. Ze względu na moje pochodzenie tak właśnie jest. Jednak zasada jedności pozostaje taka sama. Żadna technologia nigdy nie będzie w stanie idealnie dopasować smoka z jeźdźcem. – Skończyłam mówić, a słuchający mnie ludzie nadal się na mnie patrzyli. Cisza, jaka panowała spowodowała, że obdarzyłam najbliższe osoby łagodnym uśmiechem. Poprawiłam włosy, odrzucając czarne pasmo na plecy.
– To by było dzisiaj na tyle. Teraz wyciągnijcie coś do pisania, za chwilę podam wam pytania do testu... – chciałam dodać coś jeszcze, lecz poczułam delikatne wibracje w kieszeni. To kryształ, który dostałam od swojej smoczycy. Po kolejnych kilku sekundach usłyszałam w głowie jej nieco wyniosły, ale i przyjemny głos.
Sorayo, lecę na stały ląd zapolować. Wrócę jutro – zakomunikowała mi. Nic więcej nie powiedziała. Taka właśnie jest nasza relacja. Niby chłodna, zdystansowana, jednak Nicris zawsze przybędzie mi na ratunek, jak ja jej.
Po teście poprosiłam nieznaną i jak dotąd, szarowłosą dziewczynę o zebranie wszystkich kartek od pozostałych. Zabrało jej to może z minutę. W tym czasie sala zrobiła się niemal całkowicie pusta. Zostałam w niej ja i ta o to nowa dziewczyna. Przyjrzałam się jej uważniej. Wyglądała na spokojną i rozważną osobę. Ciekawe. Gdy skończyła podeszła do mnie z plikiem kartek w ręku. Podała mi go, mrucząc pod nosem ciche ''proszę''.

– Dzięki. Mogę wiedzieć jak się nazywasz? – spytałam się jej, w tym samym czasie badając emanującą od niej energię. 



< Libby? >

24 listopada 2018

Od Yael'a Cd. Cora


    Zapamiętać. Zasada numer jeden. NIGDY NIE WCHODŹ NA CZYJŚ TEREN BEZ ZAPOWIEDZI! Zasada numer dwa? ZORIENTUJ SIĘ CZYJA TO DZIELNIA! Te reguły wbijano mi, niekiedy dosłownie, do głowy od najmłodszych lat. A ja właśnie jak ostatni debil i idiota złamałem większość Zasad Ulicy. No to fajnie. Pierwszy dzień w nowym mieście, a już co najmniej sześć osób pragnie mojej śmierci. A dokładnie sześć bardzo wkurzonych osób przypierających mnie do muru. 
     Za plecami doskonale wyczuwam chłód bijący od ściany. Nie jestem jakoś specjalnie przerażony. Bardziej zirytowany, bo właśnie przez takie akcje mogę stracić czas, który normalnie poświęcam na zdobycie pożywienia. 
        Naraz stojące wokół mnie osoby przybliżają się do tego stopnia, że bez prostowania ręki sięgnę każdego z nich. W tym też momencie do moich uszu dobiega świst stali wyciąganej płynnym ruchem z pochwy, a następnie kątem oka dostrzegam błysk w dłoni jakiegoś przechodnia. 
       Już po chwili z niejakim zdumieniem obserwuje jak nieznajomy rozpędza na ten godny pożałowania gang ulicznych dzieciaków.
    - Jesteś cały? - potężna czarną sylwetka zbliża się do mnie, jednocześnie chowając słusznych rozmiarów sztylet na swoje miejsce
      - Sam bym sobie poradził - mówię z chytrym uśmieszkiem rozpoznając moją niedoszłą ofiarę. A raczej ofiarę. 
    Przechodząc obok niego, podrzucam do góry mały sztylet, który wcześniej należała do nieznajomego.
     - Na przyszłość lepiej pilnuje broni - oczy skrzą mi z radości gdy zostawiam milczącego czarnokapturego z małym sztyletem wbitym trzy całe od jego lewego buta


< Mam nadzieję, że się nie obrazisz na tego łobuza :D >

23 listopada 2018

Od Libby do Soray


     Pobudka nie była dla mnie zbyt przyjemna. Pod wpływem nagłego dźwięku budzika boleśnie sturlałam się na podłogę.
        -Psia mać! -krzyknęłam
       Chwilę mi zajęło zanim podniosłam swój zad i ruszyłam pod prysznic. W akademii byłam od niedawna i przyzwyczajenie się zajmowało mi sporo czasu. Poranne pobudki też nie zależały do mojej mocnej strony. Chwilę później z szafy wygrzebałam czarną koszulkę i dżinsy. Na szybkiego spakowałam książki, założyłam trampki i ruszyłam w stronę sal lekcyjnych. Nie znałam jeszcze wszystkich nauczycieli, ale już usłyszałam że mamy pierwsze zastępstwo. I to z siostrą nauczyciela. Ha rodzinny biznesik? -prychnęłam w myślach. Ciekawe czy babka będzie bardzo wymagająca. Nie zastanawiając się dłużej weszłam do sali i zajęłam moje ulubione miejsce -przy oknie. Nie ważne gdzie byłam lubiłam obserwować co dzieje się na zewnątrz. Wyłożyłam książki na stół i czekałam na profesor. Moje myśli wędrowały gdzie indziej, więc nawet się nie spostrzegłam że nauczyciel jest już w sali. Moje oczy nagle zrobiły się jak pięcio złotówki. Na środku stała młoda dziewczyna, pewnie nie wiele starsza ode mnie. Jej postawa była wyprostowana, a jej wzrok podążał po całej klasie. To będzie ciekawe - pomyślałam i się uśmiechnęłam. Oparłam się wygodnie na krześle, i zaczęłam przyglądać się nowej "koleżance" bo na profesora to była jeszcze za młoda.


<Soraya wybacz, że tak słabo>

22 listopada 2018

Od Libby ( Próba przejścia)


     Dzisiejszy poranek był dość rześki. Słońce delikatnie przebijało się przez chmury na niebie, jednak nie było zbyt ciepło. Wstałam wcześniej niż zwykle i ubrałam elegancką czerwono czarną sukienkę. Włosy na wpół spięłam i zarzuciłam na siebie narzutkę. Weszłam do wielkiej sali gdzie na środku znajdowały się przeróżne jaja. Kolor, kształt, wielkość. Wszystkie były inne, jednak tak samo zachwycające. Na samym początku stała Adris, która mi wszystko wyjaśniła. Euros i Alarin stali na końcu, przyglądając się każdemu mojemu ruchowi. Nie byłam zestresowana ani nie panikowałam. Czułam tylko spokój. Zrobiłam pierwszy krok i wtedy moje nogi stały się jak z waty. Jednak trochę się przejmowałam tym co będzie. Wzięłam głęboki wdech i niezatrzymujący się już więcej, szłam dalej. Powoli chodziłam między jednym rzędem a kolejnym, delikatnie dotykając każdego jajka. Moje serce waliło jak szalone, nie wiedząc co może mnie czekać. Lawirowałam dalej szukając jakiegoś znaku, że jakiś smok może do mnie pasować. Wtedy usłyszałam głos, wołający moje imię. Nie był ani cichy ani głośny. Wołał tak, jak by zapraszał mnie na intrygującą przygodę. Nie mogąc się oprzeć przyśpieszyłam szukając źródła. W końcu dotarłam do jajka, które tak mnie wołało. Przeciągnęłam dłoń wzdłuż uśmiechając się. Poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu i się obróciłam. Adris stała tuż za mną dokładnie przyglądając się mojej twarzy. Uśmiechnęłam się i do niej i jeszcze raz pogłaskałam jajko.


Adris?

21 listopada 2018

Libby Hill



Imię i nazwisko: Libby Hill
Przezwisko: Lib
Wiek: Wiecznie młoda
Płeć: Kobieta
Stanowisko: Młody jeździec
Specjalizacje
-jest hakerką 
-dobrze się wspina
-nauczyła się samoobrony
-jej bronią są cienkie linki, którymi dusi ofiary
Rodzice: Oboje nie żyją.
Rodzeństwo:
- Ryan - brat bliźniak
- Abby - młodsza siostra, która ma nieuleczalną chorobę
Partner: Lib to wolna dusza
Potomkowie: Brak.
Smok: Mona
Pupil: Tubi
Charakter: Libby jest opanowaną oraz cierpliwą osobą, która stara się myśleć racjonalnie. Kiedy czuje, że traci kontrolę stara się odseparować od innych. Co ciekawe jej cierpliwość jest wprost proporcjonalna do jej gniewu gdy ktoś go jakimś cudem wywoła Na zewnątrz może wydawać się zimna i stanowcza, jednak w rzeczywistości jest inaczej. Pragnie ciepła i towarzystwa , lecz nie wie, jak to osiągnąć. Jest zamknięta w sobie i wycofana ale jak się przed kimś otworzy to nie ma zmiłuj.
Historia: Jej rodzina niczym się nie wyróżniała. Posiadała kochających rodziców, brata ćwoka i młodszą siostrę. Pewnego dnia matka zginęła w wypadku a ich życie zaczęło się sypać. Okazało się, że Abby jest śmiertelnie chora i wymaga natychmiastowego leczenia. Niestety ojciec nie potrafił sobie z tym poradzić i popełnił na oczach bliźniaków samobójstwo. Rodzeństwo nie miało innego wyboru jak wziąć sprawy w swoje ręce. Zapadła decyzja o rozdzieleniu się i Ryan zabrał Abby do kliniki, a Libby postanowiła dołączyć do akademii i trochę zarobić.
Właściciel: Brixi125
Pochwały/Upomnienia: (0/0)
GłosAViVA - BRN
Zbroja: -
Miecz/Łuk: -
Przedmioty: - 2 zniżki 10%
Punkty: 0
Monety: 112
Punkty Umiejętności
WYTRZYMAŁOŚĆ: 30 / SIŁA:22 / SZYBKOŚĆ: 40 / ZWINNOŚĆ: 30 / PANCERZ: 0  




PUPIL



Imię: Tobi
Wiek: 6 miesięcy
Płeć: Samiec
Rasa: Nazwijmy to magiczną tchórzofretką
Żywioł: Nieodkryty
Moce:
- niewidzialność
- widzenie w ciemności
- wyostrzone zmysły
Charakter: Tubi jest nieśmiałym zwierzakiem, którego łatwo spłoszyć. Często się chowa lub staje się niewidzialny. Jeśli jest na widoku, to tylko z kimś kogo zna. Jest młody i ciekawski, dlatego kocha rozrabiać. 
Właściciel: Libby






SMOK

Imię: Mona
Wiek: Dorosły
Płeć: samica
Żywioł: woda
Moce:
-Kontroluje wodę i wszystkie jej stany skupienia
Charakter: Mona jest żywiołową i energiczną smoczycą. Lubi się wszędzie pchać i odkrywać nowe rzeczy. Nie wie co to strach i szybko ściąga na siebie kłopoty. Lubi jak poświęca się jej uwagę, a zwłaszcza jak się za nią lata. Jest przyjacielsko nastawiona i nie pogardzi dużą dawką czułości.
Właściciel: Libby
Punkty Umiejętności: WYTRZYMAŁOŚĆ: 30 /SIŁA: 35 /SZYBKOŚĆ: 40 /ZWINNOŚĆ: 40 /PANCERZ:45



20 listopada 2018

Od Cora do Yaela





     - Przepraszam najmocniej… Wie pan może gdzie znajdę budynek poczty? - spytał mnie jakiś młody chłopak, jednak patrząc na to jak przeleciał po mnie wzrokiem pewnie jest tylko drobnym złodziejem. Utwierdził mnie w tym przekonaniu fakt że kiedy dostrzegł broń w jego oczach można było zobaczyć iskierkę niepokoju.
      - Chciałbyś mi może o czymś powiedzieć? - Zapytałem, a on od razu zrozumiał że koniec przedstawienia, szybko sprawdził otoczenie w poszukiwaniu drogi ucieczki, ale zbyt się przejmuje, nie mam zamiaru łapać każdego kto się nawinie.
       - Uciekaj i najlepiej by było gdybyś więcej tego nie próbował. - Ten szybko kiwnął głową i szybko zniknął… muszę przyznać że potrafi szybko biegać. Szansa że przestanie kraść jest marna, ale niech przynajmniej lepiej dobiera sobie cele.
Jako, że nie miałem teraz nic nagłego do zrobienia, postanowiłem się przejść po bardziej zapuszczonym rejonie miasta. Ciemne uliczki i podejrzane typy, jakże znajoma sceneria, nie muszę się nawet starać by się wtopić w tło, jak miło. 
       Po dziesięciu minutach takie spaceru, coś przykuło moją uwagę, a mianowicie jak grupka dzieciaków okrążyła dzieciaka-złodzieja z wcześniej. Jednak jak go złapali? Nie wygląda na kogoś kto dałby się tak łatwo złapać, a już na pewno nie amatorom jak te dzieciaki. 
Postanowiłem poczekać chwilę i poobserwować sytuację, ale kiedy jeden z grupki wyciągnął nóż, szybko wkroczyłem i zakończyłem problem. Nie ważne o co chodziło, jakoś nie widzi mi się zszywanie dzieciaka z ulicy. 
       - Jesteś cały? - Zapytałem nowego znajomego.



< Yael? >







16 listopada 2018

Od Eshii Cd. Logan


Czy on właśnie wziął mnie za niemowę? Przez moje myśli przeleciało lekkie rozbawienie. Naprawdę? On mnie nie pamięta. Doprawdy, szczęście w nieszczęściu!
To nawet dobrze, że myśli o mnie jak o kalece. Już wiele osób zwracało mi uwagę, że posiadam bardzo “melodyjny i śpiewny głos”. Kiedyś radowało mnie to spostrzeżenie, ale od kiedy trudniłam się morderstwami na zlecenia, charakterystyczny głos nie był pomocny. Nigdy przecież nie wiadomo kto może cię usłyszeć. Dlatego właśnie, gdy zakładałam swój strój, poza czarną chustką przesłaniającą większą część twarzy, zawiązywałam czerwoną wstążkę na ustach. To zawsze za wczasu przypominało mi, że mam trzymać język za zębami. Czemu więc nie ciągnąć tej gry? Jeśli się nie odezwę będzie mniejsze prawdopodobieństwo, że przypomni mu się moja osoba.
Na trzy sekundy przymknęłam powieki, aby stworzyć swoją nową “maskę”. Miałam wcielić się w głupiutką uczennicę akademii, która zgubiła się podczas misji. Na dodatek jest niemową od urodzenia i potrzebuje nieustannej pomocy swojego smoka.
Zaraz też uśmiechnęłam się słodko. Wskazałam na swoje usta by po chwili, że smutnym wyrazem twarzy pokręcić przecząco głową.



< I co ty na to XD>

12 listopada 2018

Od Logana Cd Eshia



          Patrzyłem na dziewczynę. Starałem się jej przyjrzeć uważnie. W duchu odniosłem wrażenie, że skądś znam tę pannę, ale... Jakoś nie mogłem jej skojarzyć. Cóż, mówi się trudno. Westchnąłem ciężko, po czym podniosłem się ze swojego miejsca. Rozprostowałem plecy, w których coś nieprzyjemnie strzeliło, co wywołało krzywy grymas na mojej twarzy. Przeczesałem sobie już suche włosy ręką.
               - Jak masz na imię? - spytałem. Gdy nie usłyszałem żadnej odpowiedzi zadałem jej kolejne pytanie, jednocześnie podchodząc do ognia i dokładając nieco drwa. Uklęknąłem przy palenisku, by ogrzać sobie dłonie. - Jesteś z Eter? - I to pytanie najwidoczniej poszybowało w kosmos, ponieważ dziewczyna i na nie nie odpowiedziała. Spojrzałem na nią ponownie. - Nie znasz mojego języka? A może jesteś głucha? - Gdy tak na nią patrzyłem coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że ją znam. Nie mogłem tylko sobie przypomnieć skąd. Ach, ta moja dziwna głowa. Tyle dziwactw się w niej kłębi. Gonitwa myśli, plątanina wspomnieć, szepty z przeszłości... Za dużo tego było.
               Zwróciłem spojrzenie z powrotem na ogień. Płomienie tak przyjemnie ogrzewały mi skórę. Jego gorąco, energia... Była niezwykle przyjemna. Potem zdałem sobie sprawę, iż nie tylko ta energia taka była. Ta należąca do nieznajomej była niemal równie pociągająca co ta należąca do płomieni.
            - Odezwiesz się, czy masz zamiar tak milczeć? - Zadałem jej jeszcze jedno pytanie, przy czym po raz kolejny dołożyłem nieco drewna do ognia. Posłałem jej mały uśmiech. Może to ją nieco ośmieli, kto wie? Albo wręcz odwrotnie! Moja szpetna gęba ją zrazi do mnie i nigdy nie poznam choćby jej imienia. To możliwe. Żyjemy w czasach, w których wszystko jest możliwe. 


< Eshia? >

3 listopada 2018

Od Yael'a Cd. Cora


       Wschodni wiatr przyniósł ze sobą charakterystyczną słoną woń morza. Ciężkie od deszczu obłoki, powoli, jakby z trudem, przesuwały się w głąb lądu. Nadchodził deszcz.

          Zatrzymałem się na chwilę i przykładając otwartą dłoń do czoła, tak aby osłonić oczy przed promieniami zachodzącego słońca, uważnie przyjrzałem się linii nabrzeża. Tuż nad wodą kręciło się sporo ludzi. To zapewne rybacy. Do uszu doszedł mnie gwar ludzkich rozmów. Co chwilę dało się słyszeć wybuchy śmiechu czy sprzeczki.
Oblizalem wargi.

            - Kolacja czeka! - to rzekłszy przyspieszyłem kroku, kierując się w stronę miasta.

          Przechodziłem właśnie w pobliżu większego budynku gdy zauważyłem wysoką, odzianą na czarno postać mężczyzny. Nie mogłem się oprzeć… Zbyt mnie kusiło. Zbliżyłem się i udając niepewność zaczepiłem nieznajomego.

         - Przepraszam najmocniej… Wie pan może gdzie znajdę budynek poczty? - spytałem z niewinnym uśmiechem. Jednocześnie niezauważalnie wręcz przesuwając wzrokiem po sylwetce obcego

         Gdzie sakiewka? A może by tak…. W tem na jego plecach dojrzałem potężny miecz. Oj… chyba jednak sobie podaruję...



<Przepraszam za tak krótki odpis >