Jak miło z jego strony, że użyczył mi swojego konia. Takkkk…. Chyba jednak podziękuję. Spojrzałam na niego z nienawiścią i niejakim obrzydzeniem. Jak byłam więźniem to nie był tak miły. Starając się udawać w miarę normalną podniosłam dłoń do ust i wkładając dwa palce między wargi dmuchnęłam. Powietrze przeciął wysoki, świdrujący gwizd. Zaraz też przy moim boku pojawił się nadal obrażony Haru. Nie wsiądę na jego konia. Umiem o siebie zadbać, A jego “jestem dżentelmenem” może wsadzić sobie głęboko gdzieś. Jednym sprawnym ruchem usadowiłam się na grzbiecie swojego smoka. Jak zwykle jego mięśnie pracowały pod pokrytą łuskami skórą, odprężając mój umysł.
Haru postąpił parę kroków w kierunku Logana i warknął groźnie. Dźwięk ten przypominał daleki grzmot, który jednak zbliżał się coraz bardziej.
Może miałam złudne wrażenie, ale wydawało mi się, że Logan nieco odsunął się od smoka, zachowując bezpieczną odległość. Tchórz.
Klasnęłam delikatnie językiem, a jaszczur jakiego dosiadałam, ruszył dość żwawym krokiem w stronę gdzie mieściła się Akademia. Obejrzałam się jeszcze przez ramię aby upewnić się, że Logan podąża za mną, po czym wygonie ułożyłam się w siodle, opierając klatkę piersiową i głowę o szyję Haru. Po chwili też pozwoliłam sobie na przymknięcie powiek. Potwornie wymęczyło mnie rozgromienie tego knypka podającego się za Scorpiusa. Przez takich właśnie idiotów traciłam tylko czas oraz energię. A prawdziwy złoczyńca wciąż był na wolności.
<Logan?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz