8 stycznia 2019

Od Logana Cd Eshia


Gdy Niema i jej "kumple" byli już gotowi do drogi poprowadziłem ich na zewnątrz jaskini. Powietrze jeszcze pachniało nocnym deszczem. Rosa skrzyła się na źdźbłach trawy. Odetchnąłem głęboko, wdychając tym samym świeże powietrze do płuc. Od bardzo dawna nie czułem czegoś takiego - uczucia bycia wolnym. Niezależnym od nikogo człowiekiem. Zapomniałem już jak to jest. Czasy dzieciństwa pamiętałem jak przez mgłę. Zupełnie jakbym go prawie nie miał. Jedynie obraz mamy w głowie się zachował. Wciąż ostry, wyraźny... i taki przygnębiający. Umarła dawno temu, zostawiając mnie na tym okrutnym świecie samego. Mimo tego i tak za nią tęsknię. Za kobietą, która jako jedyna mnie kochała. Jako jedyna o mnie dbała i troszczyła się o mnie. Pamiętam uczucie bycia kochanym. Pamiętam też, jak to jest samemu kochać, jednakże od lat nie darzyłem takim uczuciem nikogo. Zdążyłem przekonać samego siebie, że zdolność odczuwania miłości jest mi kompletnie niepotrzebna, że jest bezużyteczna. Osłabia człowieka, staje się jego słabym punktem, a to doprowadza do porażki, a przecież ja nie znoszę przegrywać...
- Niema, pospiesz się. Nie mamy czasu na przypudrowanie noska. Zaraz wyruszamy. - Tym razem moje słowa zabrzmiały nieco mniej przyjaźnie. Zaryzykowałbym tez stwierdzenie "oschle". Wyszedłem sam z groty. Nie zważając już na rosę niszczyłem ją z każdym postawionym krokiem na jasnozielonej trawie. Podszedłem do swojego konia, którego w nocy przywiązałem do dnia drzewa. Rozłożyste konary okazały się doskonałym schronieniem dla mojego wierzchowca.
Poklepałem zwierze po jego grzebiecie, następnie sprawdziłem, czy siodło i cała reszta nadal jest dobrze umocowana. Odwróciłem głowę do tyłu, by zobaczyć, czy dziewczyna była już gotowa do drogi. Kiedy ujrzałem ją za sobą wyszykowaną ponownie poklepałem konia po jego grzbiecie.
- Wskakuj. Ja pójdę pieszo.


< Eshia? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz