Parę godzin pracy nad specyfikiem opłaciło się, tuż po udanej próbie zleciłem Risarowi by poleciał na zwiad. Powinien teraz dużo lepiej wyczuwać każdą jedną energię. Jeśli On tu jest, Risar o tym będzie wiedział, będzie miał szansę się przygotować. Zacząłem sprzątać stanowisko pracy nie zważając za bardzo na ból w głowie, który od kilku dni mi towarzyszył. Wyciągnąłem z pojemnika fiolkę ze mieniącym się w świetle błękitnym płynem i przyłożyłem do ust opróżniając całą zawartość.
~ Została Ci już jedna fiolka, co jeśli nie starczy za długo? - Risar martwił się o mnie, codziennie zapytywał jak się czuję, jak to wszystko sobie wyobrażam.
~ W tedy stanie się co stanie wiesz o tym doskonale - odpowiedziałem mu i uciszyłem kontakt. Wyrzuciłem fiolkę do kosza, stałem w bezruchu jeszcze przez moment, po czym padłem na podłogę.
***
- Jesteś tak słaby, że nie umiesz żyć bez ich krwi? Żałosny jesteś, żałosne jest też to iż myślisz że mnie pokonasz. Daemon tego nie potrafi, nie odważyłby się, a co dopiero taka pokraka jak Ty. Powodzenia Simon'ie.
***
Pomału otwarłem oczy, zmrużyłem je zaraz gdy przeszkadzać zaczęło jasne światło laboratorium. W kuchni zacząłem przyrządzać późny obiad, nie wysiliłem się jednak co do tego, nie starałem jak zawsze, zjadłem umyłem po sobie i wyszedłem. Po drodze na jeden z tarasów rzuciłem swoją koszulkę i zacisnąłem pięści, by w moich dłoniach pojawiły się miecze. Biegiem dostałem się na główną 'arenę' gdzie zacząłem naparzać w słup ćwiczebny. Po 30-minutowym ćwiczeniu, miecze zniknęły kiedy rozkazałem. Ubrałem rękawice i waliłem w wór z całych sił, po mym ciele spływały krople potu, było mi gorąco, czułem napływającą agresję.. Waliłem z całej siły, do czasu gdy wór poleciał na drugi koniec areny, wtedy dałem sobie spokój, zdjąłem rękawice i usiadłem na ławce ciężko oddychając. Oczy stały się czarniejsze niż zwykle, a z nosa zaczęła cieknąć błękitna krew...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz