8 stycznia 2019

Od Simon'a


Parę godzin pracy nad specyfikiem opłaciło się, tuż po udanej próbie zleciłem Risarowi by poleciał na zwiad. Powinien teraz dużo lepiej wyczuwać każdą jedną energię. Jeśli On tu jest, Risar o tym będzie wiedział, będzie miał szansę się przygotować. Zacząłem sprzątać stanowisko pracy nie zważając za bardzo na ból w głowie, który od kilku dni mi towarzyszył. Wyciągnąłem z pojemnika fiolkę ze mieniącym się w świetle błękitnym płynem i przyłożyłem do ust opróżniając całą zawartość. 
~ Została Ci już jedna fiolka, co jeśli nie starczy za długo? - Risar martwił się o mnie, codziennie zapytywał jak się czuję, jak to wszystko sobie wyobrażam. 
~ W tedy stanie się co stanie wiesz o tym doskonale - odpowiedziałem mu i uciszyłem kontakt. Wyrzuciłem fiolkę do kosza, stałem w bezruchu jeszcze przez moment, po czym padłem na podłogę. 

***

- Jesteś tak słaby, że nie umiesz żyć bez ich krwi? Żałosny jesteś, żałosne jest też to iż myślisz że mnie pokonasz. Daemon tego nie potrafi, nie odważyłby się, a co dopiero taka pokraka jak Ty. Powodzenia Simon'ie.

***

Pomału otwarłem oczy, zmrużyłem je zaraz gdy przeszkadzać zaczęło jasne światło laboratorium. W kuchni zacząłem przyrządzać późny obiad, nie wysiliłem się jednak co do tego, nie starałem jak zawsze, zjadłem umyłem po sobie i wyszedłem. Po drodze na jeden z tarasów rzuciłem swoją koszulkę i zacisnąłem pięści, by w moich dłoniach pojawiły się miecze. Biegiem dostałem się na główną 'arenę' gdzie zacząłem naparzać w słup ćwiczebny. Po 30-minutowym ćwiczeniu, miecze zniknęły kiedy rozkazałem. Ubrałem rękawice i waliłem w wór z całych sił, po mym ciele spływały krople potu, było mi gorąco, czułem napływającą agresję.. Waliłem z całej siły, do czasu gdy wór poleciał na drugi koniec areny, wtedy dałem sobie spokój, zdjąłem rękawice i usiadłem na ławce ciężko oddychając. Oczy stały się czarniejsze niż zwykle, a z nosa zaczęła cieknąć błękitna krew...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz