12 stycznia 2019

Od Sorayi Cd Libby


- Spokojnie, znajdziemy twojego smoka - uspokoiłam dziewczynę,a  raczej próbowałam. Libby zmartwiła się nagłym zniknięciem świeżo wyklutego smoczątka. Postanowiłam jej pomóc, bo przecież nie puściłabym jej do tych podziemnych tuneli. Zgubiła się w akademii, co dopiero tu...
- Poczekaj chwilę, postaram się ją znaleźć... - Podeszłam do najbliższej ściany. Położyłam prawą dłoń ma kryształowej powierzchni. Niemal od razu poczułam ciepło i energię drzemiącą w smoczych klejnotach, a następnie skupiłam się zamykając przy tym oczy, na wyczytaniu z nich tego, co akurat chciałam wiedzieć. Kryształy przekazały mi natychmiast dokąd poszło smoczątko Libby. Po kilku minutach już wiedziałam wszystko. W takich chwilach właśnie jak ta byłam wdzięczna za posiadanie takiego daru. Czasami przydaje się być Dreyarem.
- Mona, na całe szczęście jest niedaleko. Nie zdążyła się oddalić. Ubierzmy się i chodźmy po nią. Poszła w kierunku tuneli prowadzących pod miasto. - Migiem sięgnęłam po swoje suche ubrania. Włosy, choć wciąż ociekające wodą, zawiązałam w kok za po mocą czerwonej wstążki, z którą praktycznie nigdy się nie rozstaję. - Dobra chodźmy. W tę stronę. - Poprowadziłam nas w przeciwny korytarz. Wokół panowała absolutna cisza, co jakoś niespecjalnie mi przeszkadzało. Całe szczęście, że kryształy oświetlały nam drogę. Mogłam własną energią wpłynąć na intensywność światła, jednak różnica była niewielka. Wolałam oszczędzać siły na treningi z Simonem, czy w ogóle, by nie paść, jak to się stało po balu. Kto by mnie tu odratował w tym podziemnym labiryncie...? Stop. Nie mogę myśleć o tym. Muszę się wciąć w garść i zacząć myśleć pozytywnie, bo nie mogę umrzeć. Mam dla kogo żyć. Mam Simona, rodzinę... i Orion gdzieś na pewno tam jest. Czuję to. Spojrzałam z ukosa na dziewczynę po mojej lewej stronie.
- Libby, dlaczego postanowiłaś zostać jeźdźcem? - spytałam, by jakoś zacząć rozmowę i wreszcie przestać myśleć o własnej "chorobie". Nie dostałam od razu odpowiedzi na swoje pytanie. Cóż, nie zdziwiło mnie to. Może ten temat był dla niej przykry i nie chciała go poruszać, zwłaszcza przy osobie nieznanej. - Powiem ci, że ja tak na serio nigdy nie myślałam o zostaniu jeźdźcem. Nie chciałam tego. Nawet gdy stanęłam przed komnatą, gdzie odbywa się Próba. Gdyby nie Nicris i jej przyzwanie nie byłoby mnie tu dzisiaj. Jej wezwanie było tak silne, że nie musiałam nawet przechodzić przez próg, by je usłyszeć w swojej głowie... - Lekko się uśmiechnęłam przypominając sobie, jak to było. Oj tak, smoczyca nie wołała mojego imienia, ona się darła, wydawała wręcz rozkaz, by podejść. - Z początku nasza relacja nie była... normalna. Nie miałam takiej więzi ze swoim smokiem, jak to inni jeźdźcy. Byłam na nią zamknięta, no i charakterek Nigrum też wcale nie ułatwiał sprawy. O lataniu na smoku, gdy już osiągnęła odpowiednie rozmiary nie było mowy. Dopiero po ostatniej bitwie ze sługusami Ciernia coś się w nas odblokowało. Wreszcie czuję więź ze swoim smokiem. Obie przebiłyśmy nasze zbroje, którymi się otoczyłyśmy, by dotrzeć do siebie nawzajem...
Ponownie spojrzałam na Libby, tym jednak razem posyłając jej szerszy uśmiech. - Taka to moja i Nicris historia. To, że wybierze mnie kryształowiec było czystą formalnością. Od zawsze w mojej rodzinie, ze względu na nasze pochodzenie, są tylko i wyłącznie smoki kryształowe. Dobra, dość o mnie. Wybacz, że cię zanudzam, ale próbuję odgonić od siebie ponure myśli i wizje. Przepraszam...



< Libby? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz