28 stycznia 2019

Od Eshii Cd. Logan


Jak miło z jego strony, że użyczył mi swojego konia. Takkkk…. Chyba jednak podziękuję. Spojrzałam na niego z nienawiścią i niejakim obrzydzeniem. Jak byłam więźniem to nie był tak miły. Starając się udawać w miarę normalną podniosłam dłoń do ust i wkładając dwa palce między wargi dmuchnęłam. Powietrze przeciął wysoki, świdrujący gwizd. Zaraz też przy moim boku pojawił się nadal obrażony Haru. Nie wsiądę na jego konia. Umiem o siebie zadbać, A jego “jestem dżentelmenem” może wsadzić sobie głęboko gdzieś. Jednym sprawnym ruchem usadowiłam się na grzbiecie swojego smoka. Jak zwykle jego mięśnie pracowały pod pokrytą łuskami skórą, odprężając mój umysł. 

Haru postąpił parę kroków w kierunku Logana i warknął groźnie. Dźwięk ten przypominał daleki grzmot, który jednak zbliżał się coraz bardziej.

Może miałam złudne wrażenie, ale wydawało mi się, że Logan nieco odsunął się od smoka, zachowując bezpieczną odległość. Tchórz.

Klasnęłam delikatnie językiem, a jaszczur jakiego dosiadałam, ruszył dość żwawym krokiem w stronę gdzie mieściła się Akademia. Obejrzałam się jeszcze przez ramię aby upewnić się, że Logan podąża za mną, po czym wygonie ułożyłam się w siodle, opierając klatkę piersiową i głowę o szyję Haru. Po chwili też pozwoliłam sobie na przymknięcie powiek. Potwornie wymęczyło mnie rozgromienie tego knypka podającego się za Scorpiusa. Przez takich właśnie idiotów traciłam tylko czas oraz energię. A prawdziwy złoczyńca wciąż był na wolności.

<Logan?>

12 stycznia 2019

Od Sorayi Cd Libby


- Spokojnie, znajdziemy twojego smoka - uspokoiłam dziewczynę,a  raczej próbowałam. Libby zmartwiła się nagłym zniknięciem świeżo wyklutego smoczątka. Postanowiłam jej pomóc, bo przecież nie puściłabym jej do tych podziemnych tuneli. Zgubiła się w akademii, co dopiero tu...
- Poczekaj chwilę, postaram się ją znaleźć... - Podeszłam do najbliższej ściany. Położyłam prawą dłoń ma kryształowej powierzchni. Niemal od razu poczułam ciepło i energię drzemiącą w smoczych klejnotach, a następnie skupiłam się zamykając przy tym oczy, na wyczytaniu z nich tego, co akurat chciałam wiedzieć. Kryształy przekazały mi natychmiast dokąd poszło smoczątko Libby. Po kilku minutach już wiedziałam wszystko. W takich chwilach właśnie jak ta byłam wdzięczna za posiadanie takiego daru. Czasami przydaje się być Dreyarem.
- Mona, na całe szczęście jest niedaleko. Nie zdążyła się oddalić. Ubierzmy się i chodźmy po nią. Poszła w kierunku tuneli prowadzących pod miasto. - Migiem sięgnęłam po swoje suche ubrania. Włosy, choć wciąż ociekające wodą, zawiązałam w kok za po mocą czerwonej wstążki, z którą praktycznie nigdy się nie rozstaję. - Dobra chodźmy. W tę stronę. - Poprowadziłam nas w przeciwny korytarz. Wokół panowała absolutna cisza, co jakoś niespecjalnie mi przeszkadzało. Całe szczęście, że kryształy oświetlały nam drogę. Mogłam własną energią wpłynąć na intensywność światła, jednak różnica była niewielka. Wolałam oszczędzać siły na treningi z Simonem, czy w ogóle, by nie paść, jak to się stało po balu. Kto by mnie tu odratował w tym podziemnym labiryncie...? Stop. Nie mogę myśleć o tym. Muszę się wciąć w garść i zacząć myśleć pozytywnie, bo nie mogę umrzeć. Mam dla kogo żyć. Mam Simona, rodzinę... i Orion gdzieś na pewno tam jest. Czuję to. Spojrzałam z ukosa na dziewczynę po mojej lewej stronie.
- Libby, dlaczego postanowiłaś zostać jeźdźcem? - spytałam, by jakoś zacząć rozmowę i wreszcie przestać myśleć o własnej "chorobie". Nie dostałam od razu odpowiedzi na swoje pytanie. Cóż, nie zdziwiło mnie to. Może ten temat był dla niej przykry i nie chciała go poruszać, zwłaszcza przy osobie nieznanej. - Powiem ci, że ja tak na serio nigdy nie myślałam o zostaniu jeźdźcem. Nie chciałam tego. Nawet gdy stanęłam przed komnatą, gdzie odbywa się Próba. Gdyby nie Nicris i jej przyzwanie nie byłoby mnie tu dzisiaj. Jej wezwanie było tak silne, że nie musiałam nawet przechodzić przez próg, by je usłyszeć w swojej głowie... - Lekko się uśmiechnęłam przypominając sobie, jak to było. Oj tak, smoczyca nie wołała mojego imienia, ona się darła, wydawała wręcz rozkaz, by podejść. - Z początku nasza relacja nie była... normalna. Nie miałam takiej więzi ze swoim smokiem, jak to inni jeźdźcy. Byłam na nią zamknięta, no i charakterek Nigrum też wcale nie ułatwiał sprawy. O lataniu na smoku, gdy już osiągnęła odpowiednie rozmiary nie było mowy. Dopiero po ostatniej bitwie ze sługusami Ciernia coś się w nas odblokowało. Wreszcie czuję więź ze swoim smokiem. Obie przebiłyśmy nasze zbroje, którymi się otoczyłyśmy, by dotrzeć do siebie nawzajem...
Ponownie spojrzałam na Libby, tym jednak razem posyłając jej szerszy uśmiech. - Taka to moja i Nicris historia. To, że wybierze mnie kryształowiec było czystą formalnością. Od zawsze w mojej rodzinie, ze względu na nasze pochodzenie, są tylko i wyłącznie smoki kryształowe. Dobra, dość o mnie. Wybacz, że cię zanudzam, ale próbuję odgonić od siebie ponure myśli i wizje. Przepraszam...



< Libby? >

11 stycznia 2019

Od Mirajane do Avena

Odeszłam. Przynajmniej tak się miało zdawać Avenowi. Nie ma takiej możliwości, abym go opuściła. Wrócę. Nawet gdyby miał mnie zabić. Przenigdy nie dam nikomu odebrać ode mnie Avena. Przecież się kochamy i żaden zły człowiek mi go nie odbierze! Nikt! Od dzisiaj istnieję tylko ja... Ja i on... My. Kiedy wyszłam, wezwałam Bianaida, aby był gotowy. Ja... Ja nie chciałam żyć bez mojego ukochanego... Dlatego też po chwili wróciłam do miejsca, gdzie wcześniej mnie rozebrał ten obleśny porywacz.
- Aven... Wróciłam i nie wyjdę bez ciebie... Albo z Tobą, albo nigdy. - powiedziałam, mając zdeterminowany wzrok pełen łez. - J-Ja...
Nie zdołałam dokończyć porywacz podszedł do mnie i wbił mi w ramię ostry nóż, a potem kopnął, abym upadła na ziemię. Wrzasnęłam z przeciągłym piskiem, kiedy przebita ręka zderzyła się z ziemią...
- Bierz ją, sługo. - powiedział mężczyzna, a Aven na mnie skoczył.
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach, po czym przytuliłam sie do miękkiego futra... Czyżby to był ostatni raz? Czy już ostatni raz będę obejmowała mego ukochanego? Spojrzałam w te piękne, turkusowe oczęta i ucałowałam zimny, mokry nos tygrysa.
- Kocham cię, Aven... - szepnęłam. - Zabij mnie, bo... Nie chce żyć, jeżeli ciebie nie będzie obok... Chcę, abyś... Był przy mnie... Przecież... Obiecałam ci całkiem pozbyć się tej klątwy... Nie dotrzymałam słowa... A teraz jeszcze ciebie straciłam... Bianaid... Przepraszam cię... Aven... Przepraszam... - powiedziałam, czując wręcz lejące się z moich oczu łzy.
Pochwyciłam dłonią nóż wbity w ramię i wyjęłam go z wrzaskiem. Podałam tygrysowi ostrze, trzymając za zakrwawioną ostrą część. Uśmiechnęłam sie lekko, po czym jednak zaczelam płakać.
- Kocham cię! Zabij mnie do cholery! Bez ciebie nie ma sensu! Nic nie ma sensu! - wrzasnęłam.
Aven wytrącił mi łapą z ręki nóż, a ja... Pstryknęłam zaczelam bez końca pstrykać, albo ja zginę z własnej reki, albo zrobi to on... Z nosa pociekła mi krew, tęczowy świat zaczynał mi się robić dziwnie szary... Coraz więcej krwi... Moje błękitne oczy zaświeciły się również błękitem... Co jest... Dlaczego nie umieram. Zaczelam szybciej strzelac palcami, krew ciągle ubywala z mego ciała. Z ust, z nosa, spod paznokci, z rany... Aven... Aven prosze... Zabij mnie, albo... Wróć ze mną...

< Aven? Zostańmy w tym podziemiu prosze ;) >

8 stycznia 2019

Od Avena CD Mirajane

Powolnie otwarłem oczy i kilka razy zamrugałem.. Musiałem odzyskać świadomość.. Moje uszy bolały, słyszałem z natężeniem każdy dźwięk nie mogąc się przyzwyczaić do żadnego. Wyczuwałem wiele.. Nagle otworzyłem swoje tygrysie oczy szerzej, widziałem Mirę..całą we krwi..całą nagą..nie mogła się ruszyć.. A tuż obok był on.. Momentalnie wstąpiła we mnie furia, wstałem i zacząłem napierać na kraty by w końcu puściły.. Znowu to samo.. Znowu to samo..
Kiedy zobaczyłem, że Mira się poddała nie mogłem.. Naraziłem ją na niebezpieczeństwo, to przeze mnie tak się dzieje. Zacisnąłem oczy i zmieniłem się mimo bólu w człowieka.
-Zostaw ją, a będę Twój na wieki. Zostaw ją, a nic Ci nie zrobię.. Będę Twój, będę służył Ci i robił wszystko co zechcesz, tylko ją puść.. Proszę-powiedziałem spokojnie ale pewnie. Niebieskowłosa spojrzała na mnie, widziałem że nie podobało jej się to, ale to nie jej ma się to podobać. Zrobię co muszę by ją uwolnić i by była bezpieczna. Arrix odłożył narzędzia tortur i podszedł do mojej celi i spojrzał w moje oczy.
-Złóż świętą przysięgę, a w tedy uwierzę
-Nie! Aven!-Mira krzyczała.
-Nic nie zrobisz panienko, kiedy złoży przysięgę będzie tylko mój, wyrzeknie się człowieczeństwa.-powiedział. Przełknąłem ślinę.. Biłem się z myślami.. Mam ponownie trafić do niewoli.. Ale myśl o bezpieczeństwie Miry była większa. Uklęknąłem i schyliłem głowę w dół.
-Przyżekam na Bogów, iż staję się Twój. Wyrzekam się ludzkiego życia, stając się tygrysem na wieki służby. Tyś jeden moim Panem, tyś jeden na wieki.-po wypowiedzeniu ostatniego słowa, przeżyłem ogromny ból zmieniając się w tygrysa. Arrix otworzył moją celę, po czym uzdrowił Mirajane i odpiął ją od pasów, na jej ciele ponownie zaistniało ubranie. Błękitnowłosa miała zamiar się na niego rzucić, lecz byłem pierwszy przed nim i nie pozwoliłem go tknąć. Spojrzałem Mirze głęboko w oczy.
~Uciekaj stąd i zapomnij o mnie, nie powinnaś być nigdy przy mnie.. Wcześniej również. Sprowadziłaś na siebie niebezpieczeństwo. Teraz ja mogłem tylko zapewnić bezpieczeństwo Tobie w ten jeden sposób. Odejdź i zapomnij. Nie chcę Cię już widzieć księżniczko.. Jeśli wrócisz, nie będę sobą, na jego polecenie będę w stanie Cię nawet zabić.-przesłałem jej wiadomość myślą. Widziałem jak w jej oczach zbierają się łzy.. Zrobiła krok w moją stronę, ale zaryczałem.. momentalnie się cofnęła. Musiałem..musi wiedzieć że to wszystko na poważnie. Dziewczyna założyła słuchawki i nagle zniknęła.
Mira? C.D.N

Od Adris (Próba Przejścia Yael'a)

Gratulacje Yael przeszedł Próbę Przejścia!
Żywioł Smoka: Magia  Płeć: samiec


Wygląd gdy dorośnie:

Od Cor'a Cd Yael


Nie miałem do zrobienia nic innego jak doglądanie go. Utrata przytomności była chwilowa, wręcz na jedną sekundę. Później zaczął się wiercić machać głową na boki, w głowie miał pewnie prawdziwy kocioł myśli, no cóż nic się nie poradzi, jednak mam nadzieję że szybko się to skończy… 
Kiedy powoli zaczął się uspokajać, jego oczy zrobiły się szklane, jednak powstrzymał się od płaczu. Następnie potężna siła odrzuciła go do tyłu, oczywiście zainterweniowałem i złapałem go i poprawiłem jego postawę. Ostatkiem sił który mu pozostała wyrwał się do przodu, przed czym go nie powstrzymywałem, padł na ziemię, a jedyne czego chciał to złapać jajko, w końcu mu się udało, przycisnął je do siebie i po raz kolejny stracił przytomność. 
- Jakie to kłopotliwe, eh. - Mruknąłem do siebie i czekałem na dalszy rozwój wypadków.


< Yael? >

Od Logana Cd Eshia


Gdy Niema i jej "kumple" byli już gotowi do drogi poprowadziłem ich na zewnątrz jaskini. Powietrze jeszcze pachniało nocnym deszczem. Rosa skrzyła się na źdźbłach trawy. Odetchnąłem głęboko, wdychając tym samym świeże powietrze do płuc. Od bardzo dawna nie czułem czegoś takiego - uczucia bycia wolnym. Niezależnym od nikogo człowiekiem. Zapomniałem już jak to jest. Czasy dzieciństwa pamiętałem jak przez mgłę. Zupełnie jakbym go prawie nie miał. Jedynie obraz mamy w głowie się zachował. Wciąż ostry, wyraźny... i taki przygnębiający. Umarła dawno temu, zostawiając mnie na tym okrutnym świecie samego. Mimo tego i tak za nią tęsknię. Za kobietą, która jako jedyna mnie kochała. Jako jedyna o mnie dbała i troszczyła się o mnie. Pamiętam uczucie bycia kochanym. Pamiętam też, jak to jest samemu kochać, jednakże od lat nie darzyłem takim uczuciem nikogo. Zdążyłem przekonać samego siebie, że zdolność odczuwania miłości jest mi kompletnie niepotrzebna, że jest bezużyteczna. Osłabia człowieka, staje się jego słabym punktem, a to doprowadza do porażki, a przecież ja nie znoszę przegrywać...
- Niema, pospiesz się. Nie mamy czasu na przypudrowanie noska. Zaraz wyruszamy. - Tym razem moje słowa zabrzmiały nieco mniej przyjaźnie. Zaryzykowałbym tez stwierdzenie "oschle". Wyszedłem sam z groty. Nie zważając już na rosę niszczyłem ją z każdym postawionym krokiem na jasnozielonej trawie. Podszedłem do swojego konia, którego w nocy przywiązałem do dnia drzewa. Rozłożyste konary okazały się doskonałym schronieniem dla mojego wierzchowca.
Poklepałem zwierze po jego grzebiecie, następnie sprawdziłem, czy siodło i cała reszta nadal jest dobrze umocowana. Odwróciłem głowę do tyłu, by zobaczyć, czy dziewczyna była już gotowa do drogi. Kiedy ujrzałem ją za sobą wyszykowaną ponownie poklepałem konia po jego grzbiecie.
- Wskakuj. Ja pójdę pieszo.


< Eshia? >

Od Simon'a


Parę godzin pracy nad specyfikiem opłaciło się, tuż po udanej próbie zleciłem Risarowi by poleciał na zwiad. Powinien teraz dużo lepiej wyczuwać każdą jedną energię. Jeśli On tu jest, Risar o tym będzie wiedział, będzie miał szansę się przygotować. Zacząłem sprzątać stanowisko pracy nie zważając za bardzo na ból w głowie, który od kilku dni mi towarzyszył. Wyciągnąłem z pojemnika fiolkę ze mieniącym się w świetle błękitnym płynem i przyłożyłem do ust opróżniając całą zawartość. 
~ Została Ci już jedna fiolka, co jeśli nie starczy za długo? - Risar martwił się o mnie, codziennie zapytywał jak się czuję, jak to wszystko sobie wyobrażam. 
~ W tedy stanie się co stanie wiesz o tym doskonale - odpowiedziałem mu i uciszyłem kontakt. Wyrzuciłem fiolkę do kosza, stałem w bezruchu jeszcze przez moment, po czym padłem na podłogę. 

***

- Jesteś tak słaby, że nie umiesz żyć bez ich krwi? Żałosny jesteś, żałosne jest też to iż myślisz że mnie pokonasz. Daemon tego nie potrafi, nie odważyłby się, a co dopiero taka pokraka jak Ty. Powodzenia Simon'ie.

***

Pomału otwarłem oczy, zmrużyłem je zaraz gdy przeszkadzać zaczęło jasne światło laboratorium. W kuchni zacząłem przyrządzać późny obiad, nie wysiliłem się jednak co do tego, nie starałem jak zawsze, zjadłem umyłem po sobie i wyszedłem. Po drodze na jeden z tarasów rzuciłem swoją koszulkę i zacisnąłem pięści, by w moich dłoniach pojawiły się miecze. Biegiem dostałem się na główną 'arenę' gdzie zacząłem naparzać w słup ćwiczebny. Po 30-minutowym ćwiczeniu, miecze zniknęły kiedy rozkazałem. Ubrałem rękawice i waliłem w wór z całych sił, po mym ciele spływały krople potu, było mi gorąco, czułem napływającą agresję.. Waliłem z całej siły, do czasu gdy wór poleciał na drugi koniec areny, wtedy dałem sobie spokój, zdjąłem rękawice i usiadłem na ławce ciężko oddychając. Oczy stały się czarniejsze niż zwykle, a z nosa zaczęła cieknąć błękitna krew...

5 stycznia 2019

(Próba Przejścia) Od Yael'a Cd. Cor

Małe, mieszczące się w dwóch dłoniach jajo znalazło swoje miejsce w moim sercu. To TO. Skąd wiem? Nie mam bladego pojęcia. Po prostu czuję to w środku. Głęboko w sobie. Tak jak mówił Staruszek Far “Czujesz to w mielcu*!”. Co to znaczyło? Nigdy tego nie wyjaśnił. Nie musiał. Rozumieliśmy się bez słów. Był dla mnie dziadkiem. Jednak z niezrozumiałych dla mnie powodów nie mogę przypomnieć sobie co się z nim stało. Tak jak by był jedynie sennym marzeniem. Bardzo przyjemnym. Jednak nieprawdziwym. Pod moimi powiekami zatańczyły niechciane łzy. Jednak zmusiłem je do powrotu. To nie czas na płacz. Muszę go dotknąć.
Wyciągnąłem drżącą dłoń do przodu, jednak jakaś potężna siła wyrwała z mojej piersi oddech. Zachwiałem się, by za chwilę paść do tyłu. W ostatniej chwili coś mnie powstrzymało przed upadkiem. Znowu.
Teraz jednak coś innego zajmowało moje myśli. Oddech. Musiałem złapać oddech. Dusiłem się. Z mojego gardła zamiast krzyku dochodziło jedynie rzężenie i chrzest podobny do młócenia żwiru.
Musiałem dotknąć jaja. Ostatnim wysiłkiem woli rzuciłem się do przodu. Gdy tylko poczułem pod palcami skorupę, przycisnąłem maleństwo do piersi.

< Przepraszam, że taka beznadzieja...>