Aven zabił? Dlaczego zabił? Nie, nie, on kogoś po prostu kryje. A nawet jeśli to on, nigdy nie pozwolę mu odejść. Chwilę myślałam o tym, ale wiedziałam już co zrobię. Wybiegłam za nim, po czym wciągnęłam go za sobą ponownie do pokoju. Zatrzasnęłam głośno drzwi, stojąc przed nimi i broniąc je tak, aby on nie mógł wyjść. Miałam w oczach łzy, patrząc na niego z powagą. Zaczęłam głośno płakać.
-Nie pozwolę ci odejść! Kocham cię! Nie chcę tego, abyś mnie zostawiał, nie chcę ciebie zostawiać! Będę się do ciebie zbliżać, bo jesteś kimś na kim mi zależy! Nie... Nie... -pisnęłam, po czym rzuciłam się w jego stronę.
Zarzuciłam mu dłonie na szyję, a następnie go namiętnie pocałowałam w usta. Zacisnęłam dłonie na jego plecach, ale po chwili przeniosłam je na jego policzki, patrząc mu w oczy. Nadal po policzkach płynęły mi łzy, nigdy nie czułam się tak źle.
-Aven... Nie zostawię ciebie od tak... P-Przeżyliśmy wiele chwil gorszych i lepszych, ale... Razem zawsze będziemy szczęśliwi, rozumiesz? Nie obchodzi mnie to, że zabiłeś. Wiem, że nigdy byś tego sam z siebie nie zrobił. To nie byłeś wtedy ty... -szepnęłam, stykając nasze czoła razem, kiedy stanęłam na palcach.-Kocham cię... P-Proszę... N-Nie zostawiaj mnie... N-Nie każ mi być samej... A-Aven... M-Możemy nawet uciec... W-We dwoje... N-Nie chcę, aby ciebie o to oskarżyli... T-To nie byłeś ty... Aven...
Ciągle płakałam, a dłonie zsunęłam z jego policzków i splotłam palce naszych dłoni z sobą. Był taki ciepły... To nie on zabił... To nie była jego wina... Nie zrobił tego sam z siebie.
<Aven?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz