Patrzyłem na dziewczynę.. doskonale wiedziałem, że to co powiedziałem i w jaki sposób, zabolało ją.
Mogłem łagodniej, jednak byłem..jestem zdenerwowany. Trucizna w moim organizmie pałętała się jakby była u siebie.. A ja coraz bardziej to odczuwałem. Muszę wyjść i przemienić się. A Mira nie może się dowiedzieć co jest prawdziwą przyczyną..
~Aven jak się czujesz? Czuję że coś jest nie tak..i to bardzo-głos mojej smoczycy przeszedł mi przez głowę, jednak nie odpowiedziałem. Westchnąłem lekko i wyprostowałem się, zamierzałem wyjść.
~Aven!-krzyk Tieli sprawił, że aż głowa mnie rozbolała, przez moje ciało przeszło coś w rodzaju porażenia elektrycznego.. Moje oczy zmieniły się na tygrysie, widziałem wyraźniej. Zamknąłem je i spróbowałem się uspokoić.. tylko nie to, nie chcę takiej przemiany.
-Mira przepraszam cię z całego serca.. Nie chciałem byś poczuła się zraniona. Teraz wybacz ale muszę wyjść.. a a ty, musisz tu zostać. Nie idź za mną, obiecaj że nie pójdziesz za mną.-powiedziałem mając nadal zamknięte oczy. Nie usłyszałem już jej głosu...słyszałem wszystko z nadmierną głośnością, ale nie jej głos..
Odszedłem od ludzi po czym wybiegłem z sali, kierując się do wyjścia z tego budynku.
Biegnąc korytarzem, raz po raz upadałem na ziemię i walczyłem z przemianą.. Jeśli się zmienię, zabije..wszystkich. Ta trucizna miesza mi w głowie..Jako tygrys nie będę wiedział co robię, będę zabijał, usuwał z drogi wszystko co napotkam.
Trucizna.. ten kelner zginie śmiercią tragiczną.
Nie mogąc już siłować się ze sobą, wybiegłem trzaskając wrotami od akademii i lądując na ziemi.
Z moich palców wyrosły pazury.. Podniosłem się i w miarę możliwości wycofałem się w gęsty las.
Kiedy oddałem się przemianie, moja świadomość i całe człowieczeństwo zniknęło..została tylko żądza krwi i zabijania, tak jak było na samym początku.
----
Obudziłem się pod jakąś chatką, na ziemi.. Oddychałem ciężko, nadal czułem cały gorąc.. ale nic..nic nie pamiętałem. Wstając spostrzegłem, że moje dłonie są całe we krwi..jednak nie była to moja krew.
Szybko rozejrzałem się wokoło, jednak nikogo w pobliżu nie było..całe szczęście. Może jako tygrys złapałem zwierzę.. błagam niech tak będzie.
Zmieniłem się w tygrysa, mając już nad sobą pełną kontrolę.. Jednak nadal czułem że mój organizm walczył z trutką.. Poszedłem nad jezioro, gdzie kiedyś kąpałem się z Arianą. Ciekawe w sumie co tam u niej.. Było by trzeba wyjaśnić zniknięcie jej ulubionego tygryska. Zaśmiałem się w myślach i wskoczyłem do wody zmywając z siebie cały brud i krew.
Gotowy ruszyłem do akademii.
----
Około trzynastej godziny dotarłem pod same wrota, którymi jeszcze wczoraj trzasnąłem uciekając od wszystkich, by tylko ich nie zabić. Przełknąłem ślinę i wszedłem do środka, od razu zobaczyłem poruszenie, Adris wraz z Alarinem i Eurosem rozmawiali bardzo żywo i nie wyglądało na to, że rozmawiają o czymś przyjemnym..byli zasmuceni.
-Nigdy coś takiego się nie zdarzało, co się dzieje?-Euros był niespokojny.
-Zwierzęta z Eter, każde bez wyjątku nie zabiło by człowieka.. To musiało być co innego..-tłumaczyła Adris broniąc zwierząt.
-Muszę zająć się pogrzebem...-szepnął Alarin i odszedł od pozostałych.
Nie podobało mi się to..nie podobało.. Podszedłem do nich i udając, że wszystko w porządku postanowiłem dowiedzieć się o co chodzi.
-Witajcie.. Co się stało? Dopiero przyszedłem i nie wiem..co się dzieje-powiedziałem. Oboje na mnie spojrzeli i przez chwilę milczeli w smutku.
-Jakieś zwierze rozszarpało..zabiło uczennicę akademii oraz jej dwie koleżanki.-powiedział staruszek. W moim gardle urosła gula.. A oczy prawie wydały łzy, jednak powstrzymałem to.
-Luna nie żyje..-odparła Adris.
Nie mogąc nic wydusić z siebie postanowiłem opuścić głowę, po czym udałem się do pokoju.
Zabiłem je.. Wiem o tym.. To ja je zabiłem..
Myśl nie dawała mi spokoju..
Jestem potworem.. groźnym stworem, który nie powinien w ogóle przychodzić tutaj..
----
Zamknąłem drzwi od pokoju i opadłem na ziemię opierając się o łóżko Miry, tylko tu mogłem przyjść..swojego pokoju nie mam. Nie było jej jednak tutaj, ale na wieszaku była jej suknia, a pościel była w nieporządku,czyli była tu.. spała..sama.
Kiedy usłyszałem kroki na korytarzu zmieniłem się w tygrysa, nie mogłem w tym stanie rozmawiać.
Do pokoju weszła Mira, była lekko poruszona, na pewno dowiedziała się o śmierci..o zabójstwie Luny i tych dwóch dziewczyn.
-Aven! Gdzie ty byłeś? Martwiłam się o ciebie.. Kiedy dowiedziałam się o śmierci tych dziewczyn..bałam się, że mogło się coś Tobie stać.. że ty też mogłeś..-zaczęła płakać obejmując mój łeb. Bała się o mnie..tym czasem to ja jestem zabójcą grasującym na Eter.. Odsunąłem się od niej i popatrzyłem na nią. Taka dobra, kochana istota nie zasługuje na to by być z kimś takim jak ja..z potworem. Zmieniłem się w człowieka, moje oczy pokazywały już wszystko co czuję.. łzy leciały mi na poliki, jednak mimo to byłem twardy.
-Nie możesz być ze mną..-powiedziałem.
-Co ty.. co ty mówisz? Aven co się dzieje? Proszę powiedz mi..-mówiła.
-Nie możesz być z potworem..-mówiłem dalej.
-Co? nie jesteś nim!-krzyknęła.
-Mira..-zacząłem, ale ta rzuciła mi się na szyję i pocałowała.
-Nie jesteś..nie skrzywdziłbyś nikogo, a zwłaszcza mnie, jesteś dobry..-mówiła. Odsunąłem ją od siebie i spojrzałem na nią z bólem. Mira jednak próbowała ponownie się do mnie zbliżyć, mówiła że jestem dla niej ważny i że jestem dobry. Nie mogłem tego znieść...Myliła się co do mnie.
-To ja zabiłem te dziewczyny!-krzyknąłem w końcu. Dziewczyna znieruchomiała i zamilkła nagle..
-Nie zbliżaj się do mnie już nigdy więcej-rzekłem. Cholernie bałem się, że i ona mogłaby się stać moją ofiarą..
Ominąłem ją i wyszedłem z pokoju, nie ruszyła się stamtąd.. dobrze.
Postanowiłem wrócić do lasu.. znaleźć miejsce, gdzie nikomu nie zrobię krzywdy, a przynajmniej mieć taką nadzieję.. A może zwyczajnie oddam się w ręce służb..
<Mirajane?>
~Aven jak się czujesz? Czuję że coś jest nie tak..i to bardzo-głos mojej smoczycy przeszedł mi przez głowę, jednak nie odpowiedziałem. Westchnąłem lekko i wyprostowałem się, zamierzałem wyjść.
~Aven!-krzyk Tieli sprawił, że aż głowa mnie rozbolała, przez moje ciało przeszło coś w rodzaju porażenia elektrycznego.. Moje oczy zmieniły się na tygrysie, widziałem wyraźniej. Zamknąłem je i spróbowałem się uspokoić.. tylko nie to, nie chcę takiej przemiany.
-Mira przepraszam cię z całego serca.. Nie chciałem byś poczuła się zraniona. Teraz wybacz ale muszę wyjść.. a a ty, musisz tu zostać. Nie idź za mną, obiecaj że nie pójdziesz za mną.-powiedziałem mając nadal zamknięte oczy. Nie usłyszałem już jej głosu...słyszałem wszystko z nadmierną głośnością, ale nie jej głos..
Odszedłem od ludzi po czym wybiegłem z sali, kierując się do wyjścia z tego budynku.
Biegnąc korytarzem, raz po raz upadałem na ziemię i walczyłem z przemianą.. Jeśli się zmienię, zabije..wszystkich. Ta trucizna miesza mi w głowie..Jako tygrys nie będę wiedział co robię, będę zabijał, usuwał z drogi wszystko co napotkam.
Trucizna.. ten kelner zginie śmiercią tragiczną.
Nie mogąc już siłować się ze sobą, wybiegłem trzaskając wrotami od akademii i lądując na ziemi.
Z moich palców wyrosły pazury.. Podniosłem się i w miarę możliwości wycofałem się w gęsty las.
Kiedy oddałem się przemianie, moja świadomość i całe człowieczeństwo zniknęło..została tylko żądza krwi i zabijania, tak jak było na samym początku.
----
Obudziłem się pod jakąś chatką, na ziemi.. Oddychałem ciężko, nadal czułem cały gorąc.. ale nic..nic nie pamiętałem. Wstając spostrzegłem, że moje dłonie są całe we krwi..jednak nie była to moja krew.
Szybko rozejrzałem się wokoło, jednak nikogo w pobliżu nie było..całe szczęście. Może jako tygrys złapałem zwierzę.. błagam niech tak będzie.
Zmieniłem się w tygrysa, mając już nad sobą pełną kontrolę.. Jednak nadal czułem że mój organizm walczył z trutką.. Poszedłem nad jezioro, gdzie kiedyś kąpałem się z Arianą. Ciekawe w sumie co tam u niej.. Było by trzeba wyjaśnić zniknięcie jej ulubionego tygryska. Zaśmiałem się w myślach i wskoczyłem do wody zmywając z siebie cały brud i krew.
Gotowy ruszyłem do akademii.
----
Około trzynastej godziny dotarłem pod same wrota, którymi jeszcze wczoraj trzasnąłem uciekając od wszystkich, by tylko ich nie zabić. Przełknąłem ślinę i wszedłem do środka, od razu zobaczyłem poruszenie, Adris wraz z Alarinem i Eurosem rozmawiali bardzo żywo i nie wyglądało na to, że rozmawiają o czymś przyjemnym..byli zasmuceni.
-Nigdy coś takiego się nie zdarzało, co się dzieje?-Euros był niespokojny.
-Zwierzęta z Eter, każde bez wyjątku nie zabiło by człowieka.. To musiało być co innego..-tłumaczyła Adris broniąc zwierząt.
-Muszę zająć się pogrzebem...-szepnął Alarin i odszedł od pozostałych.
Nie podobało mi się to..nie podobało.. Podszedłem do nich i udając, że wszystko w porządku postanowiłem dowiedzieć się o co chodzi.
-Witajcie.. Co się stało? Dopiero przyszedłem i nie wiem..co się dzieje-powiedziałem. Oboje na mnie spojrzeli i przez chwilę milczeli w smutku.
-Jakieś zwierze rozszarpało..zabiło uczennicę akademii oraz jej dwie koleżanki.-powiedział staruszek. W moim gardle urosła gula.. A oczy prawie wydały łzy, jednak powstrzymałem to.
-Luna nie żyje..-odparła Adris.
Nie mogąc nic wydusić z siebie postanowiłem opuścić głowę, po czym udałem się do pokoju.
Zabiłem je.. Wiem o tym.. To ja je zabiłem..
Myśl nie dawała mi spokoju..
Jestem potworem.. groźnym stworem, który nie powinien w ogóle przychodzić tutaj..
----
Zamknąłem drzwi od pokoju i opadłem na ziemię opierając się o łóżko Miry, tylko tu mogłem przyjść..swojego pokoju nie mam. Nie było jej jednak tutaj, ale na wieszaku była jej suknia, a pościel była w nieporządku,czyli była tu.. spała..sama.
Kiedy usłyszałem kroki na korytarzu zmieniłem się w tygrysa, nie mogłem w tym stanie rozmawiać.
Do pokoju weszła Mira, była lekko poruszona, na pewno dowiedziała się o śmierci..o zabójstwie Luny i tych dwóch dziewczyn.
-Aven! Gdzie ty byłeś? Martwiłam się o ciebie.. Kiedy dowiedziałam się o śmierci tych dziewczyn..bałam się, że mogło się coś Tobie stać.. że ty też mogłeś..-zaczęła płakać obejmując mój łeb. Bała się o mnie..tym czasem to ja jestem zabójcą grasującym na Eter.. Odsunąłem się od niej i popatrzyłem na nią. Taka dobra, kochana istota nie zasługuje na to by być z kimś takim jak ja..z potworem. Zmieniłem się w człowieka, moje oczy pokazywały już wszystko co czuję.. łzy leciały mi na poliki, jednak mimo to byłem twardy.
-Nie możesz być ze mną..-powiedziałem.
-Co ty.. co ty mówisz? Aven co się dzieje? Proszę powiedz mi..-mówiła.
-Nie możesz być z potworem..-mówiłem dalej.
-Co? nie jesteś nim!-krzyknęła.
-Mira..-zacząłem, ale ta rzuciła mi się na szyję i pocałowała.
-Nie jesteś..nie skrzywdziłbyś nikogo, a zwłaszcza mnie, jesteś dobry..-mówiła. Odsunąłem ją od siebie i spojrzałem na nią z bólem. Mira jednak próbowała ponownie się do mnie zbliżyć, mówiła że jestem dla niej ważny i że jestem dobry. Nie mogłem tego znieść...Myliła się co do mnie.
-To ja zabiłem te dziewczyny!-krzyknąłem w końcu. Dziewczyna znieruchomiała i zamilkła nagle..
-Nie zbliżaj się do mnie już nigdy więcej-rzekłem. Cholernie bałem się, że i ona mogłaby się stać moją ofiarą..
Ominąłem ją i wyszedłem z pokoju, nie ruszyła się stamtąd.. dobrze.
Postanowiłem wrócić do lasu.. znaleźć miejsce, gdzie nikomu nie zrobię krzywdy, a przynajmniej mieć taką nadzieję.. A może zwyczajnie oddam się w ręce służb..
<Mirajane?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz