29 lipca 2018

Od Eshii

Po długich staraniach delikatny blask płomienia rozświetlił wnętrze jaskini. Wątła poświata dająca ciepło oraz odstraszająca bardziej nieprzyjazne stworzenia, dumnie pożerała nanoszone przeze mnie wilgotne od deszczu drewno. Od paru dni nieustannie z nieba leciały sznurki wody, tak, że nic prócz smoczego skrzydła nie chroniło przed przemoknięciem. W skutek tego rozpalony przeze mnie ogień dawał więcej dymu niźli światła czy ciepła. Na szczęście jednak o rozświetlenie mroku nie musiałam się zbytnio troszczyć. Haku, który najbardziej ze wszystkich zjawisk obawiał się ciemności najbardziej, rozjaśniał wszystko swoją promieniującą wręcz skórą.

Z cichym westchnięciem, zsunęłam przemoczony płaszcz z ramion, rozwieszając go nad ogniem. To samo uczyniłam z resztą przemoczonych rzeczy. W miarę sucha okazała się jedynie bielizna oraz delikatna biała koszula, sięgająca mi do połowy ud. Przepasałam się skórzanym paskiem i zakasując rękawy, wzięłam się do dalszej pracy. Wypakowałam z tobołka trochę świeżego mięsa z nadzieją na jego usmażenie. Zaraz też poczułam, że coś zaczyna niecierpliwie trącać mój bok. Roześmiałam się delikatnie, widząc proszący wyraz pyska, mojego pyska

- Oj...no masz - poddałam się pod wpływem jego błagalnego wzroku

Resztę mięsa pocięłam w długie wąskie paski i ułożyłam na gorących kamieniach, okalających ognisko. Następnie sięgnęłam po mąkę i resztkę soli, które zmieszałam z czystą wodą. Tak przygotowane ciasto smażyłam, aż lekko przyrumieniło się z obu stron. Przygotowałam parę liści, w które zawinęłam przygotowane już jedzenie, zostawiając sobie jedynie jeden placek oraz jeden pasek mięsa. Zjadłam wszystko ze smakiem, a resztki które pozostały mi jeszcze po przygotowywaniu posiłku, podałam Haru. On jedynie zamruczał i pożarł wszystko w zastraszającym tempie.

Haru, jako że były dorastającym smokiem, jadał coraz większe porcje. Powoli nie dawałam rady z polowaniem za nas oboje. Czas było już chyba nauczyć go polowania.

Zajęta takimi myślami wtuliłam się w rozgrzany bok mojego jedynego towarzysza i powoli odpłynęłam w słodkie objęcia Morfeusza.

< Ktoś? >

Od Sorayi Cd Simon


   Pierwszy raz w życiu poczułam coś takiego. Taką kompletną niemoc. W jednej chwili po prostu opadłam z sił. Nie było to dobre. Ostrzegano mnie, że tak może się stać, ale... Ale nie spodziewałam się tego tak szybko...
   Obudziłam się na czymś miękkim, lecz nie wyczułam przy sobie nikogo. Chwilkę zajęło mi, aby dojść do siebie po śnie, lub omdleniu. Nie pamiętałam co się właściwie stało. Musiałabym spytać o to Simona. Właśnie, Simon. Gdzie on się podziewał? Uniosłam się i usiadłam powoli na łóżku. Rozpoznałam jego sypialnię, ale ani śladu po aniele nie zastałam. Wciąż ubrana w suknię balową, zeszłam z łóżka i wolnym krokiem poszłam do łazienki, by jakoś się otrzeźwić po nocy. Weszłam do łazienki, podeszłam do umywalki i odkręciłam zimną wodę Nabrałam jej trochę w dłonie, aby opłukać sobie twarz. Zrobiłam tam jeszcze dwa razy, a potem popatrzyłam w własne odbicie w lustrze nad kranem. Zobaczyłam... siebie. Zwykłą siebie, ale.. Coś mi nie pasowało. Nie byłam wstanie stwierdzić cóż to takiego, czułam się... Jakbym była... pijana? Coś w ten deseń. Zakręciłam wodę w kranie. Udałam się na poszukiwania Simona. Normalnie już dawno bym go wyczuła, jednakże na ten czas coś mnie blokowało. Jakaś... siła. Na pewno nie moja. Będąca w moim wnętrzu. Pytanie; jak się ona tam znalazła? I dlaczego nie pamiętałam nic z zeszłego wieczoru? Gdzie, do licha podziewał się Simon?
   Wreszcie znalazłam go. Był w swoim gabinecie. Siedział za biurkiem, na fotelu. Był bokiem do mnie odwrócony. Chwiejnym krokiem wkroczyłam do pomieszczenia, obeszła biurko i usiadłam na jego blacie. Nie spojrzałam na anioła, ale na swoje dłonie, które lekko drżały. Nie potrafiłam tego opanować, nawet zaciśnięcie ich w pięści nie pomagało.
  – Co się wczoraj wydarzyło? Nie pamiętam nic prócz balu...  odezwałam się ściszonym głosem. – Dziwnie się czuję, Simon. Czy ja wczoraj za wiele wypiłam i urwał mi się film? – Wreszcie spojrzałam na niego. W te czarne, jak moje własne, oczy, w których potrafię utonąć bez pamięci.



Simon? Wybacz, że tak krótko... :( 
x

19 lipca 2018

Od Mirajane CD Avena

Kiedy poczułam ponownie objęcia mojego ukochanego, wiedziałam, że będzie dobrze i nigdy już nikt mi go nie odbierze. Nie pozwolę na to. Nie mogę. Aven należy do mnie i do mojego serca, a ja należę do niego i jego serca. Tak ma po prostu pozostać i nie chcę, aby cokolwiek się zmieniało. Chcę, abym była ja i on. Chcę być z nim po prostu szczęśliwa. Uśmiechnęłam się, wtulając mocniej głowę w jego ciepły i przyjemny tors. Tak pięknie było jego serce.
-To ja ci powinnam dziękować, że zechciałeś skraść mi moje serce... To ty pokazałeś mi, że powinnam kochać, ale tylko ciebie. Tylko ciebie kochać będę najmocniej bo wiem, że to będzie moje zadanie. Od dzisiaj wiem, że mam cel... -szepnęłam.
-Jaki cel?-zapytał Aven, gładząc moje plecy.
Odsunęłam od niego swoją twarz i spojrzałam mu w oczy, uśmiechając się delikatnie. Położyłam jego dłoń na swoim sercu, a swoją rączkę umieściłam tam, gdzie biło serce mojego ukochanego.
-Moim celem, jest pokazanie ci, że będę idealną partnerką dla ciebie. Chcę być z tobą, nawet na zawsze. Nikt inny mi nie skradnie serca, bo ono należy wyłącznie do ciebie, mój kochany.
Po tym zsunęłam dłonie Avena na swoje biodra, a sama zarzuciłam mu dłonie na ramiona, obejmując go, po czym złączyłam z nim usta w namiętnym pocałunku. Dla mnie istniejemy tylko my... Nikt, ale to nikt nie odbierze mi go. Chcę, aby na wieki nasze serca były już połączone i aby nikt nas nie rozdzielił...
-Kocham cię, Aven...-szepnęłam mu w usta, po czym znowu wpiłam się w jego wargi.
<Avenku?>

Od Avena CD Mirajane

Wiedziałem, że nie pozwoliłaby mi odejść tak po prostu..Ale czy to nie było by lepsze niż życie z zabójcą? Zamknąłem oczy i objąłem ją..gładziłem rękoma jej plecy.
Pocałowałem ją w czoło i oparłem brodę o czubek jej głowy nadal jej nie wypuszczając z objęć.
-Też cię kocham. Nie zostawię cię, jeśli tego nie chcesz..Jednak musisz wiedzieć, że nie zawsze byłem taki jak teraz, taki jakim mnie poznałaś.-powiedziałem. Ta mruknęła coś i wtuliła się we mnie bardziej. Odetchnąłem powoli i zacząłem cofać się we wspomnieniach..
-Kiedy spoczęła na nas klątwa, zmieniliśmy się.. Jako tygrys nie panowałem nad sobą, byłem zły o wszystko. Zabijałem z pełną świadomością.. Wszystkich, którzy byli winni czemukolwiek. Zabiłem wielu mężczyzn, którzy znęcali się nad kobietami i dziećmi, zabiłem wielu żołnierzy Dragoso, którzy źle wykorzystywali swoje prawa.. Zabiłem tak wielu..-mówiłem. Mirajane cofnęła się trochę i złapała za moje dłonie patrząc mi prosto w oczy.
-Pomogłeś wielu ludziom, zabijałeś złych-wtrąciła. Niby miała rację, ale jednak były to zabójstwa..i to liczne, aż w końcu zabierałem ich życia z przyjemnością.
Westchnąłem lekko i przyciągnąłem ją do siebie z powrotem.
-Dziękuję ci za wszystko skarbie-podziękowałem. Dzięki niej zmieniłem się, myślę że na lepsze. Ta dziewczyna robi ze mną coś czego nie do końca rozumiem, ale podoba mi się. Kocham ją ponad wszystko. Pierwsza którą obdarzyłem takim uczuciem, i ostatnia, jedyna.
<Mirajane?>

18 lipca 2018

Od Antonia Cd Ariana

Czy to co teraz czuję, to jest to wspaniałe uczucie zwane szczęściem? To, że kobieta którą pokochałem jest na prawdę moja? To, że oboje pragniemy tego samego? Bycia razem, bycia ze sobą. Była pewna decyzja o której myślałem od pewnego czasu, a teraz patrząc na spokojną we śnie twarz Ari, która wtulona we mnie oddychała ze spokojem, jeszcze bardziej utwierdziłem się w swym przekonaniu. Muszę jak najszybciej znaleźć jakieś przytulne mieszkanie w miasteczku obok Akademii i tam się przenieść. Wtedy w końcu będę miał co zaoferować od siebie dla swej ukochanej. To będzie oczywiście niespodzianka. Chciał bym móc każdego dnia budzić się obok niej i każdej nocy u jej boku zasypiać.
Delikatnie ucałowałem czoło dziewczyny i również zasnąłem.
...
Nie wiem ile czasu minęło, ale obudziło mnie mocne uderzanie w drzwi pokoju Ariany. W pierwszej chwili byłem gotów wstać i sprawdzić co się dzieje, lecz za raz uświadomiłem sobie, że Ari jest obok mnie, bezpieczna, w razie nie bezpieczeństwa. Po dłuższej chwili jednak pukanie przeniosło się na drzwi do mojego pokoju, budząc śpiącą u mego boku.

<Ariana? Ktoś?>

Od Awisin'a CD Angela/reszta

Dawno nie czułem kobiecego ciepła.. Angela wtulona we mnie pozwalała mi się prowadzić w tańcu. Kiedy piosenka się kończyła, staliśmy już w jednym miejscu lekko się kołysząc, a gdy już ucichła i rozpoczynała się nowa żywsza, postanowiłem podnieść Angelę, która zaraz kompletnie uśnie. Złapała się mojej szyi, ale jakoś nie kontaktowała, chyba nawet nie przeszkadzało jej to, że ją niosę. Wyszedłem z tłumu i z tego głośnego miejsca i położyłem ją na sofie, niech pośpi trochę przed wyprawą. Dłonią schowałem jej kosmyk włosów za ucho i chwilkę na nią patrzyłem.. To dziwne co się dzieje. Wyprostowałem się i udałem się z powrotem na salę, muszę bowiem znaleźć moje dziewczynki, a zwłaszcza Zulę z którą muszę pomówić. Ariany nie chcę jeszcze powiadamiać o sobie, zobaczymy się dopiero przy smokach. Przemykałem przez grupy ludzi, tańczące pary i stoliki, ale nigdzie nie zaobserwowałem żadnej z córek. Rozejrzałem się raz jeszcze po sali, i akurat zobaczyłem jak Zula wychodzi z balkonu w towarzystwie tego samego mężczyzny, z którym widziałem ją wcześniej. Cóż, chyba się bez niego nie rusza, także wypada się przywitać mimo wszystko.
<Zula? Drake? Angela? Reszta?>

Od Bloody CD Kuro

Piekarz..chiał zostać piekarzem, dlaczego jednak jest kim jest? Nie pojmuję tego, czyżby był do tej "pracy" przymuszony? Siedziałam chwilę na krześle w milczeniu, dopiero gdy mężczyzna wziął i odłożył wyczyszczoną już broń cisza została przerwana.
-Dziś położę się na kanapie, zajmiesz moją sypialnię, zaraz wszystko Ci pokażę-zaczął. Wstałam i popatrzyłam na niego pytająco.
-Jak to?-zapytałam.
-Tak to, musisz gdzieś spać.-odpowiedział i udał się do drugiego pokoju, poszłam za nim, wyciągnął koc z szafy i rzucił go na kanapę, po czym spojrzał na mnie gdy się zbliżyłam..było to trudne, powstrzymać się przed zabiciem go.
-Dziękuję, że mogę przenocować. Jestem wdzięczna, lecz nalegam bym to ja położyła się na kanapie-powiedziałam poważnie, ale z uśmiechem, który dodał mi delikatności. 
-Skoro tak sobie życzysz-rzekł. Poprawił koc i poduszkę, po czym wyszedł z pokoju rzucając tylko "dobrej nocy". Poczółam ulgę kiedy nie było go już przy mnie, nie wiem jak długo jeszcze zdołałabym się powstrzymać, jeszcze nigdy czyjaś krew nie kusiła mnie tak bardzo. Myśląc o tym, że jest on łowcą..to cóż zapewnie bym tego pożałowała, na pewno pije werbenę na wszelki wypadek, przecież większy wampir mógłby go zahipnotyzować..ja jeszcze nie umiem tego kontrolować. Do tej pory pamiętam mój niewypał z kolesiem z baru, który po pewnym czasie i tak usiłował mnie zabić, ale byłam szybszą dziewczynką i powiesiłam go wysysając z niego ciepłą krew. Ułożyłam się na kanapie i przykryłam kocem, nie jest mi zimno, ani nie będę spać, ale on musi myśleć że jestem człowiekiem, jestem bezbronną kobietą potrzebującą ochrony. Zamknęłam oczy i postanowiłam poodpoczywać sobie trochę, już dawno nie mogłam sobie pozwolić na kilka godzin leniuchowania. Do głowy przychodziły mi różne myśli.. wspominałam dawne życie, które już dawno mi nie towarzyszy. 
----
Usłyszawszy ruch postanowiłam nie otwierać oczu i udawać że śpię. Kroki były coraz głośniejsze, aż poczułam jego zapach. Był w kuchni, nalewał czegoś do kubka po czym skierował się w moją stronę. Czułam że jest blisko, kiedy tknął mojego ramienia otworzyłam powoli oczy.
-Witaj, mam nadzieję, że nie jesteś zła że tak wcześnie, ale mam sprawy do załatwienia i wychodzę. To dla Ciebie, proszę-powiedział i podał mi kubek z gorącym płynem, uniosłam kubek i skupiłam sie na woni, na szczęście to tylko cherbata z róży. 
-Dziękuję.-wyszeptałam i zaczęłam powoli upijać cherbatę. Kuro wrócił do kuchni, a ja po wypiciu szybko znalazłam się tuż obok, oczywiście nie spostrzeżenie. 
-Czy mogłabym pójść z tobą? Wolałabym nie zostawać sama-zapytałam udając zagubioną dziewczynkę. Chcę iść z nim, nie będzie podejrzeń.. plus zobaczy mnie w słońcu i przekona się pewnie że nie jestem wampirzycą.
Z uśmiechem czekałam na jego odpowiedź.
<Kuro?>

15 lipca 2018

Od Mirajane CD Avena


Aven zabił? Dlaczego zabił? Nie, nie, on kogoś po prostu kryje. A nawet jeśli to on, nigdy nie pozwolę mu odejść. Chwilę myślałam o tym, ale wiedziałam już co zrobię. Wybiegłam za nim, po czym wciągnęłam go za sobą ponownie do pokoju. Zatrzasnęłam głośno drzwi, stojąc przed nimi i broniąc je tak, aby on nie mógł wyjść. Miałam w oczach łzy, patrząc na niego z powagą.  Zaczęłam głośno płakać.
-Nie pozwolę ci odejść! Kocham cię! Nie chcę tego, abyś mnie zostawiał, nie chcę ciebie zostawiać! Będę się do ciebie zbliżać, bo jesteś kimś na kim mi zależy! Nie... Nie... -pisnęłam, po czym rzuciłam się w jego stronę. 
Zarzuciłam mu dłonie na szyję, a następnie go namiętnie pocałowałam w usta. Zacisnęłam dłonie na jego plecach, ale po chwili przeniosłam je na jego policzki, patrząc mu w oczy. Nadal po policzkach płynęły mi łzy, nigdy nie czułam się tak źle.


-Aven... Nie zostawię ciebie od tak... P-Przeżyliśmy wiele chwil gorszych i lepszych, ale... Razem zawsze będziemy szczęśliwi, rozumiesz? Nie obchodzi mnie to, że zabiłeś. Wiem, że nigdy byś tego sam z siebie nie zrobił. To nie byłeś wtedy ty... -szepnęłam, stykając nasze czoła razem, kiedy stanęłam na palcach.-Kocham cię... P-Proszę... N-Nie zostawiaj mnie... N-Nie każ mi być samej... A-Aven... M-Możemy nawet uciec... W-We dwoje... N-Nie chcę, aby ciebie o to oskarżyli... T-To nie byłeś ty... Aven...
Ciągle płakałam, a dłonie zsunęłam z jego policzków i splotłam palce naszych dłoni z sobą. Był taki ciepły... To nie on zabił... To nie była jego wina... Nie zrobił tego sam z siebie.

<Aven?>

Od Avena CD Mirajane

Patrzyłem na dziewczynę.. doskonale wiedziałem, że to co powiedziałem i w jaki sposób, zabolało ją.
Mogłem łagodniej, jednak byłem..jestem zdenerwowany. Trucizna w moim organizmie pałętała się jakby była u siebie.. A ja coraz bardziej to odczuwałem. Muszę wyjść i przemienić się. A Mira nie może się dowiedzieć co jest prawdziwą przyczyną..
~Aven jak się czujesz? Czuję że coś jest nie tak..i to bardzo-głos mojej smoczycy przeszedł mi przez głowę, jednak nie odpowiedziałem. Westchnąłem lekko i wyprostowałem się, zamierzałem wyjść.
~Aven!-krzyk Tieli sprawił, że aż głowa mnie rozbolała, przez moje ciało przeszło coś w rodzaju porażenia elektrycznego.. Moje oczy zmieniły się na tygrysie, widziałem wyraźniej. Zamknąłem je i spróbowałem się uspokoić.. tylko nie to, nie chcę takiej przemiany.
-Mira przepraszam cię z całego serca.. Nie chciałem byś poczuła się zraniona. Teraz wybacz ale muszę wyjść.. a a ty, musisz tu zostać. Nie idź za mną, obiecaj że nie pójdziesz za mną.-powiedziałem mając nadal zamknięte oczy. Nie usłyszałem już jej głosu...słyszałem wszystko z nadmierną głośnością, ale nie jej głos..
Odszedłem od ludzi po czym wybiegłem z sali, kierując się do wyjścia z tego budynku.
Biegnąc korytarzem, raz po raz upadałem na ziemię i walczyłem z przemianą.. Jeśli się zmienię, zabije..wszystkich. Ta trucizna miesza mi w głowie..Jako tygrys nie będę wiedział co robię, będę zabijał, usuwał z drogi wszystko co napotkam.
Trucizna.. ten kelner zginie śmiercią tragiczną.
Nie mogąc już siłować się ze sobą, wybiegłem trzaskając wrotami od akademii i lądując na ziemi.
Z moich palców wyrosły pazury.. Podniosłem się i w miarę możliwości wycofałem się w gęsty las.
Kiedy oddałem się przemianie, moja świadomość i całe człowieczeństwo zniknęło..została tylko żądza krwi i zabijania, tak jak było na samym początku.
----
Obudziłem się pod jakąś chatką, na ziemi.. Oddychałem ciężko, nadal czułem cały gorąc.. ale nic..nic nie pamiętałem. Wstając spostrzegłem, że moje dłonie są całe we krwi..jednak nie była to moja krew.
Szybko rozejrzałem się wokoło, jednak nikogo w pobliżu nie było..całe szczęście. Może jako tygrys złapałem zwierzę.. błagam niech tak będzie.
Zmieniłem się w tygrysa, mając już nad sobą pełną kontrolę.. Jednak nadal czułem że mój organizm walczył z trutką.. Poszedłem nad jezioro, gdzie kiedyś kąpałem się z Arianą. Ciekawe w sumie co tam u niej.. Było by trzeba wyjaśnić zniknięcie jej ulubionego tygryska. Zaśmiałem się w myślach i wskoczyłem do wody zmywając z siebie cały brud i krew.
Gotowy ruszyłem do akademii.
----
Około trzynastej godziny dotarłem pod same wrota, którymi jeszcze wczoraj trzasnąłem uciekając od wszystkich, by tylko ich nie zabić. Przełknąłem ślinę i wszedłem do środka, od razu zobaczyłem poruszenie, Adris wraz z Alarinem i Eurosem rozmawiali bardzo żywo i nie wyglądało na to, że rozmawiają o czymś przyjemnym..byli zasmuceni.
-Nigdy coś takiego się nie zdarzało, co się dzieje?-Euros był niespokojny.
-Zwierzęta z Eter, każde bez wyjątku nie zabiło by człowieka.. To musiało być co innego..-tłumaczyła Adris broniąc zwierząt.
-Muszę zająć się pogrzebem...-szepnął Alarin i odszedł od pozostałych.
Nie podobało mi się to..nie podobało.. Podszedłem do nich i udając, że wszystko w porządku postanowiłem dowiedzieć się o co chodzi.
-Witajcie.. Co się stało? Dopiero przyszedłem i nie wiem..co się dzieje-powiedziałem. Oboje na mnie spojrzeli i przez chwilę milczeli w smutku.
-Jakieś zwierze rozszarpało..zabiło uczennicę akademii oraz jej dwie koleżanki.-powiedział staruszek. W moim gardle urosła gula.. A oczy prawie wydały łzy, jednak powstrzymałem to.
-Luna nie żyje..-odparła Adris.
Nie mogąc nic wydusić z siebie postanowiłem opuścić głowę, po czym udałem się do pokoju.
Zabiłem je.. Wiem o tym.. To ja je zabiłem..
Myśl nie dawała mi spokoju..
Jestem potworem.. groźnym stworem, który nie powinien w ogóle przychodzić tutaj..
----
Zamknąłem drzwi od pokoju i opadłem na ziemię opierając się o łóżko Miry, tylko tu mogłem przyjść..swojego pokoju nie mam. Nie było jej jednak tutaj, ale na wieszaku była jej suknia, a pościel była w nieporządku,czyli była tu.. spała..sama.
Kiedy usłyszałem kroki na korytarzu zmieniłem się w tygrysa, nie mogłem w tym stanie rozmawiać.
Do pokoju weszła Mira, była lekko poruszona, na pewno dowiedziała się o śmierci..o zabójstwie Luny i tych dwóch dziewczyn.
-Aven! Gdzie ty byłeś? Martwiłam się o ciebie.. Kiedy dowiedziałam się o śmierci tych dziewczyn..bałam się, że mogło się coś Tobie stać.. że ty też mogłeś..-zaczęła płakać obejmując mój łeb. Bała się o mnie..tym czasem to ja jestem zabójcą grasującym na Eter.. Odsunąłem się od niej i popatrzyłem na nią. Taka dobra, kochana istota nie zasługuje na to by być z kimś takim jak ja..z potworem. Zmieniłem się w człowieka, moje oczy pokazywały już wszystko co czuję.. łzy leciały mi na poliki, jednak mimo to byłem twardy.
-Nie możesz być ze mną..-powiedziałem.
-Co ty.. co ty mówisz? Aven co się dzieje? Proszę powiedz mi..-mówiła.
-Nie możesz być z potworem..-mówiłem dalej.
-Co? nie jesteś nim!-krzyknęła.
-Mira..-zacząłem, ale ta rzuciła mi się na szyję i pocałowała.
-Nie jesteś..nie skrzywdziłbyś nikogo, a zwłaszcza mnie, jesteś dobry..-mówiła. Odsunąłem ją od siebie i spojrzałem na nią z bólem. Mira jednak próbowała ponownie się do mnie zbliżyć, mówiła że jestem dla niej ważny i że jestem dobry. Nie mogłem tego znieść...Myliła się co do mnie.
-To ja zabiłem te dziewczyny!-krzyknąłem w końcu. Dziewczyna znieruchomiała i zamilkła nagle..
-Nie zbliżaj się do mnie już nigdy więcej-rzekłem. Cholernie bałem się, że i ona mogłaby się stać moją ofiarą..
Ominąłem ją i wyszedłem z pokoju, nie ruszyła się stamtąd.. dobrze.
Postanowiłem wrócić do lasu.. znaleźć miejsce, gdzie nikomu nie zrobię krzywdy, a przynajmniej mieć taką nadzieję.. A może zwyczajnie oddam się w ręce służb..
<Mirajane?>